Ilość czy częstotliwość?

Uwielbiam, kiedy świetna dyskusja prowokuje do myślenia, a te z kolei do lepszego zrozumienia co nami kieruje i jak możemy osiągnąć nasze cele. Dzisiaj rozważania na temat ilości i częstotliwości daygame'owania.


Ilość i rozgrzewki


Dyskusja rozpoczęła się w komentarzach pod postem na blogu Days of Game. Nash zaobserwował, że w podejściu jego i Toma Torero występuje okres rozgrzewania się, gdzie pierwsze interakcje danego dnia są zauważalnie gorsze. Dalej sugeruje, że robienie dziesiątek podejść na sesję jest konieczne, bo nie da się uniknąć rozgrzewki.
"When I see '3 approaches,' I know a guy isn’t at the potential he could be if he hit '10' or '15' and really hit his stride." - Nash
W tym momencie muszę zaznaczyć, że duża liczba (a nie "ilość", bo się zaraz ktoś przyczepi) podejść jest konieczna, żeby w ogóle zacząć się czuć komfortowo rozmawiając z atrakcyjnymi dziewczynami na ulicach. Moim zdaniem, większość osób potrzebuje pomiędzy jedną, a trzema setkami interakcji, żeby osiągnąć ten stan. Mówię tu o komforcie, a nie o rezultatach, upraszczając jednocześnie sprawę tylko i wyłącznie do jednej liczby.

Podchodzenie do masy dziewczyn za każdym razem, gdy wychodzisz podrywać (bo tak rozumiem propozycję Nasha) powinno być jedynie fazą w twoim daygame'owym rozwoju. Tak samo, jak dla wielu osób trafiających na siłownię, fazą jest obsesja związana z tym "ile kto bierze na klatę".


Pójście na maksa


Trening siłowy to dobra analogia na dziś. Początkujący daygamerzy trenują swoje mięśnie społeczne, tak jak świeżaki na siłowni swoje "zwykłe" mięśnie. Upraszczając i idąc dalej: można trenować siłę albo wytrzymałość. Skupiając się na tym pierwszym będziemy mogli podnieść większe ciężary. Celując w wytrzymałość - będziemy w stanie znieść dłuższy wysiłek.

Oczywiście jedno przekłada się na drugie, chociaż w małym stopniu. Gdy zacząłem ćwiczyć siłowo, poprawiłem także swoje długodystansowe bieganie. Ale nie zmienia to faktu, że gdy biegałem maratony, to moje ciało przystosowywało się do bardzo długiego wysiłku o określonej intensywności. Teraz, gdy tylko przerzucam żelazo, moje ciało przystosowuje się - jak się łatwo domyślić - do podnoszenia większych ciężarów.

Wracając do daygame'u - wierzę, że tu też można albo trenować swoje społeczne "mięśnie" do znoszenia długotrwałego stresu (duża liczba podejść na sesję) albo do przełączania się z myśli w twojej głowie, do bycia społecznym i prowadzenia rozmowy (częstotliwość sesji).


Niebezpieczeństwo spamowania


Wszyscy wiemy, że robienie bardzo dużej liczby podejść niesie ze sobą zagrożenia. Goście bez pojęcia spamują całe ulice, bo jakiś łysy koleś w Internecie powiedział, że "potrzebujesz 100-300 podejść, żeby zacząć czuć się komfortowo". Niektórzy będą więc starać się wyrobić normę w jeden tydzień, zapominając o najważniejszym elemencie układanki - refleksji.

Nie mówię, że każdy kto robi 15 podejść dziennie jest spamerem. Ale istnieje wielkie ryzyko, że ktoś odczyta "rób za każdym razem dużo podejść" jako "zaspamuj całe miasto"!
Możesz spędzić dzień na rybach albo możesz po prostu jebnąć je prądem i pozbierać to, co wypłynie.
Od zawsze byłem orędownikiem częstego podrywania, czyli wychodzenia każdego dnia i pogadania z jedną-dwiema dziewczynami. Jeśli jesteś w stanie - rób więcej, ale rozmawiaj jak najczęściej. Przyzwyczajaj się do przełączania ze swojego wewnętrznego dialogu na rozmowę z dziewczyną na ulicy. Tylko w taki sposób stanie się to dla ciebie prostsze.

To nie jest tak, że "musisz mieć je wszystkie".


Nastrój, a rozpęd


Podzielam zdanie Nicka Krausera w temacie polowania, a także czegoś, co nazywa "crack pipe daygame". Nigdy nie byłem jednym z tych szalonych facetów, którzy robią setki podejść miesięcznie albo dziesiątki każdego dnia. Moim celem nie było "zaliczyć jak najwięcej dziewczyn", ale stać się kompetentny w tym co robię. Chciałem być pewien, że jestem w stanie poradzić sobie z każdą społeczną sytuacją, jaka może mnie spotkać za dnia.

Zdecydowanie też nie chciałem polegać na rozpędzie, jako paliwie do moich interakcji. Dobra passa jest ulotna. Szukałem czegoś, co dałoby mi więcej kontroli nad moimi akcjami. Widać to nawet w moich postach z 2015 roku, gdzie pisałem o teorii stanu. Po prostu chciałem być w stanie zagadać tę dziewczynę na przystanku albo tamtą w drodze na siłownię.

Daygame nie powinien stanowić jakiegoś dziwnego rytuału, który odprawiasz co weekend. Po jakimś czasie powinno to być coś naturalnego, coś co robisz po prostu przy okazji załatwiania codziennych sprawunków (czy ktoś jeszcze w ogóle mówi "sprawunek"?).


Snajperka czy karabin maszynowy?


Twierdzenie, że potrzebujesz się rozgrzać, zrobić 5-10-20 setów zanim osiągniesz swój optymalny stan oznacza, że tracisz te wszystkie losowe okazje, na które się napotykasz po prostu żyjąc swoim życiem. Nie mówiąc już o tym, że niewiele jest miejsc na świecie, gdzie regularnie możesz wykonywać dziesiątki podejść. I co wtedy? Utkniesz na etapie ciągłej rozgrzewki?

Oczywiście, niektórzy mężczyźni będą bardziej skuteczni po dziesięciu rozmowach niż w trakcie pierwszej danego dnia. Ale inni po tychże dziesięciu będą wyczerpani i potrzebować będą kawy lub drzemki. W obu przypadkach praca poświęcona na podniesieniu swojego bazowego samopoczucia i ćwiczeniu umiejętności przełączania się na daygame nie będzie stracona.
"I’d say Crack Pipe and Fat Buddha game are equally good but very clearly appropriate for different moods and circumstances." - Nick Krauser
Dołożyłbym jeszcze jeden kamyczek i powiedział, że Nick opisuje różne style dla zaawansowanych daygamerów. Oba są dobre, ale nie da się ich stosować zamiennie. Niektórym będzie szło lepiej w jeden, innym w drugi sposób. Niektórzy strasznie szybko się wypalą nie działając w zgodzie ze sobą. Wszystko sprowadza się do osobowości, nie ma tutaj uniwersalnego podejścia.

Po prostu upewnij się, że wiesz co robisz i dlaczego. I nie spamuj.

6 komentarzy:

  1. Świetny blog ponownie, Tomku. Wróce do naszej krótkiej rozmowy pod poprzednim blogiem odnośnie pisania takich smsów jak "dobranoc :*". Jaka częstotliwość i czy w ogóle to robić?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest pytanie wtórne odnośnie tego "jak się w ogóle zachowywać", na co staram się odpowiedzieć na tym blogu. Jeśli zadajesz takie pytanie na serio, to Twój problem jest o wiele bardziej poważny.

      Usuń
  2. chodzi mi po prostu o twoje zdanie

    OdpowiedzUsuń
  3. Gościu po prostu nie pisz. To tak jakbyś cały dzień nie gadał z matką a na koniec każdego dnia pisałaby "kochanie umyj ząbki i przebieraj się w piżamkę. Kocham cie"... 3 dni i byłbyś wkurwiony gwarantuje.

    OdpowiedzUsuń
  4. Co sądzisz o milrohu i o tym co pisze ? czy zetknąłeś sie z jego poglądami ?

    Swego czasu wywołał małe zamieszanie na jednym z forów jak napisał tekst odnośnie tego że wygląd ma spore znaczenie.

    Myślisz że koncepcja szacunku do kobiet jest słuszna.
    Milroh twierdzi że prawie każdy mężczyzna szanuje kobiety przez co to jest bardzo szkodliwe dla jego relacji z dana kobietą.
    Wiem że nie należy promować innych szkół na twoim blogu. Ale z tego co wiem milroh nie prowadzi szkoleń wiec chyba nie stanowi dla ciebie konkurencji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic spotkałem się, więc nie mam zdania. Jeśli chcesz o czymś podyskutować, to najpierw przedstaw swój punkt widzenia i postaraj się odrobinę bardziej niż "co sądzisz?".

      Usuń