Dziewczyny boją się natrętów

Dzięki daygame'owi poznałem wielu wspaniałych ludzi. Niestety, nie każdy jest cool, a już najgorsi są ci, którzy nie rozumieją słowa "nie". Ktoś im powiedział, żeby byli wytrwali, ale zamiast tego stają się natrętni i natarczywi. Co więcej - nie mają pojęcia, czemu nie idzie im z dziewczynami.


Ona nie jest ci nic winna


W serii postów o moich daygame'owych mantrach napisałem "Ona nie jest ci nic winna". Przypominając: ona naprawdę nie jest ci nic winna, w żadnym momencie waszej znajomości. Nie ma znaczenia, że dała ci swój numer. Pocałunek dla niej to nie jest wielkie halo. A te trzy randki? Już nawet nie pamięta twojego imienia.

Faceci myślą, że istnieje jakiś bilans w relacji, podczas gdy kobiety żyją w teraźniejszości. Jeśli ją skrzywdziłeś - ona czuje się źle i nie ma znaczenia, co innego kiedyś dla niej zrobiłeś. Podobnie, jeżeli sprawiasz, że ona czuje się dobrze, to będzie chciała się z tobą widywać. O ile, oczywiście, nie zmieni zdania.

To znaczy, że nie możesz spodziewać się po niej określonego zachowania tylko dlatego, że kiedyś coś dla niej zrobiłeś. O ile nie ma to wpływu na jej bieżący stan, ta rzecz nie ma znaczenia. Nie licz na to, że ona odwdzięczy ci się za jakąś przysługę, bo się rozczarujesz. Nie mówię, że to nigdy nie nastąpi, ale głupotą byłoby się tego spodziewać.

Jest to szczególnie niebezpieczne dla "miłych gości", którym wydaje się, że będąc mili tworzą dług. Dług, który, w ich mniemaniu, można spłacić tylko seksem albo miłością. To bzdura. Ponownie - ona nie jest ci nic winna za twoją przyjaźń i sfriendzone'owałeś się na darmo. W dodatku ona pewnie będzie wściekła, kiedy ujawnisz swoje prawdziwe intencje (kłamco!).


Wytrwały głupiec


Wytrwałość jest atrakcyjna. Wytrwałość w dobrym stylu i z dobrego powodu jest nieodłącznym elementem gry. No bo przecież chodzi o przekonanie do siebie wahającej się dziewczyny, a z takimi trzeba działać wytrwale i jednocześnie tak szybko jak się da unikając twardego "nie".

To wcale nie znaczy, że powinieneś dalej się za nią uganiać po odrzuceniu albo po tym, co wygląda jak wyprostowany środkowy palec. Jeśli nie jesteś pewny, zadaj sobie pytanie: czy jest realne, że ona wyląduje ze mną na randce w tym bądź przyszłym tygodniu? Jeśli nie możesz szczerze odpowiedzieć "tak", to pewnie już zostałeś skreślony.
Niektórzy potrzebują twardych zasad. Proszę bardzo: jeśli wykręciła się z zaproszenia na randkę dwa lub trzy razy - to koniec. Jeśli nie odpisała na twoje ostatnie trzy wiadomości - przestań sobie zaprzątać nią głowę.
Próbując poderwać ją po tym, jak ona (w swojej głowie) cię odrzuciła nie tylko jest bezcelowe, ale może także zaszkodzić twojemu nastrojowi. Może też sprawić, że poczujesz się dziwnie, gdy ona w końcu wydrze się na ciebie i nazwie cię natrętem. Jeżeli nie jest z tobą coś nie tak, to takie przeżycie na pewno nie sprawi, że poczujesz się lepiej.

"171 powiadomień, 34 nieodebrane połączenia"


Dziewczyny boją się natrętów


Jednym z powodów dla których dziewczyny boją się "miłych gości" to ich kompletny brak świadomości co do granic. Kobiety często osładzają swoje odrzucenie, żeby same nie czuły się z tym źle. Ale "mili goście" wszędzie będą widzieli nieistniejącą nadzieję, jak w starym dowcipie: "Prędzej piekło zamarznie, niż się z tobą prześpię!", "A więc mówisz, że jest jakaś szansa?".

Widziałem wiele konwersacji, gdzie mężczyzna jest natrętny do granic. "Czemu nie odpisujesz?", setki "Hej!", wydzwanianie non stop, wysyłanie dziesiątek wiadomości pod rząd, żądania odpowiedzi, aż w końcu wybuch złości i obrzucanie jej inwektywami, bo sypia z innymi "frajerami", a to on przecież "był dla niej miły".


Jak znosisz odrzucenie?


Pokazanie jej, że bez problemu znosisz odrzucenie ułatwi zarówno twój daygame, jak i twoje randkowanie. Żartuj o tym, bo to pokazuje, że masz inne opcje. To może być tak proste jak rzucenie "obiecuję, że nie będę do ciebie dzwonił więcej niż trzydzieści razy dziennie" w momencie gdy zapisujesz jej numer telefonu. Dodaj do tego szeroki uśmiech, a ona będzie wiedziała, że jesteś spoko i że wiesz, co jest społecznie nieakceptowane.

Kiedykolwiek rozmawiasz ze świeżo upieczoną mężatką albo dziewczyną, która jest zaręczona - zażartuj z tego. Prawdopodobieństwo uwiedzenia zaręczonej kobiety i tak jest praktycznie żadne. Nie rób tego, żeby zdobyć numer, ale żeby zinternalizować radzenie sobie z porażkami. Bo to przecież nic strasznego, tym bardziej, że ona nie jest ci nic winna za waszą krótką rozmowę.
Pamiętam instruktorkę na siłowni, z którą flirtowałem przez długi czas, aż w końcu spróbowałem wyciągnąć ją na randkę. Okazało się, że ma męża. Zażartowałem z tego, a następnym razem przywitałem ją słowami "Hej, nadal masz tego męża?". Oczywiście się roześmiała przytakując, na co ja komicznie udałem oburzenie. Wiedziała, że nie jestem jednym z "tych gości" i nie miałem żadnych problemów z odwiedzaniem tej siłowni.
Tak naprawdę nie powinieneś nic mówić, żeby pokazać dziewczynom, że nie przerodzisz się w namolnego stalkera. Ale jeśli przynajmniej raz dostałeś pełną złości wiadomość "Zostaw mnie w końcu w spokoju!", to musisz się nad sobą solidnie zastanowić. Nigdy nie byłem w takiej sytuacji i nie wyobrażam sobie, że można nie zauważyć tych wszystkich subtelnych znaków, które mówią "nie jestem tobą zainteresowana". Ale niestety niektórym się to udaje.

2 komentarze:

  1. Tddaygame co sądzisz o temacie mieszkania razem i związanych z tym spraw. Podam przykład - ostatnio mój kolega zapytał mnie o radę, poznał fajną dziewczynę dogadują się, wszystko jest tak jak powinno być (to nie jest jakiś frajer ale gość z doświadczeniem, który wie czego szuka). Laska sprowadza się do niego (gość ma mieszkanie bez kredytu po rodzicach urządzone po remoncie). Laska nieźle zarabia, ale nie ma nic (wynajmowała pokój).

    No i kolega zaproponował jej, że będą mieli wspólne konto na które będą przelewali swoje pensje i z tego razem będą się rządzić. Dziewczyna powiedziała, że woli składać się równe kwoty na konto. Jego to wkurzyło bo dał jej klucze do swojego mieszkania i nie obchodziło go to, że laska nic materialnego nie wnosi w ten związek. Ale składać się chce po równo i broń boże nie wydać więcej niż on. Zabolało go, że ona chyba nie traktuje jego jakoś tak super poważnie skoro nie jest za pełną wspólnotą w tym związku bo odrzuciła propozycję przelewania obu pensji na konto.

    Co Ty byś mu doradził i co o tym myślisz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet będąc w "poważnym związku" nie przyszło mi do głowy, żeby mieć jedno konto. Co to, to nie.

      To, co Twój kolega (zawsze to jest kolega...) zepsuł, to nie ustalił zasad, zanim ona się do niego sprowadziła. Wtedy byłaby czysta sytuacja - "przeprowadź się do mnie, będziemy robili tak i siak". Jak się nie podoba, to uzgadniają to przed przeprowadzką. Teraz to jest "po frytkach".

      Pewnie inaczej wyglądałoby to w małżeństwie bez rozdzielności majątkowej, ale zasadniczo trzymam stronę dziewczyny. Jeśli chce od niej całą pensję na wspólne konto, to niech wezmą ślub.

      Usuń