Kto powinien płacić na pierwszej randce?

No i niestety, temat płacenia powraca. Kto powinien płacić na pierwszej randce? A jak ci się wydaje?!


Czy zapłacisz na pierwszej randce?


Spójrzmy prawdziwe w oczy - to ty ją zaprosiłeś, a nie ona ciebie. Nie byłoby jej tam, gdybyś jej nie zaczepił i nie wyciągnął na randkę. Jeśli ktoś próbuje mi sprzedać jakiś pomysł i umawia się ze mną na kawę albo lunch, żeby mnie do tego przekonać, to oczekuję, że pokryje koszty spotkania. Tak samo jak ja, zapraszając kogoś żebyśmy pogadali o czymś ważnym, pokryję te wielkie koszta kawy albo kilku piw.
"To nie jest alfa! Prawdziwemu alfa to kobiety płacą za wszystko, a on nigdy nie wydaje na dziewczyny nawet złamanego grosza!" Oj, zamknij się.
To powiedziawszy zwykle stosuję trik "spóźnialski stawia pierwszą kolejkę", gdy dziewczyna daje znać, że może się spóźnić. Jest to bardzo skuteczny tekst, który dodatkowo daje wymówkę do zmiany lokalu - musisz tylko powiedzieć, że skoro ona zapłaciła, to teraz twoja kolej na postawienie jej drinka.

Tak samo, jeśli bardzo chcesz, możesz płacąc w pierwszej miejscówce rzucić coś w stylu "pierwsza kolejka na mnie" albo nawet zasugerować podział na pół. W drugim lokalu zwykle nie wspominam nic o rachunku, a gdy przychodzi do płacenia - czekam. Nie wykonuję żadnych ruchów, które mogą zasugerować, że sięgam po portfel, a gdy barman zapyta kto płaci - patrzę na nią wymownie. Jeśli sięgnie do torebki - świetnie. Jeśli nie - zapłacę i tak, nie ma sensu robić afery z jednego czy dwóch drinków.


Ta biedna dziewczyna


Niektórzy mężczyźni mają problem z płaceniem za randki tylko i wyłącznie dlatego, że ich nie stać. "Kilka drinków na randce razy kilka randek w tygodniu razy..." Litości. Jeśli cię nie stać - znajdź sobie pracę! Jeśli słabo zarabiasz - znajdź lepszą! Może i dla niektórych wizyta w parku, żeby pokarmić łabędzie to dobry pomysł, ale ja nigdy to nich nie należałem.

Nigdy nie byłem fanem "pójścia na spacer" na pierwszej randce, bo nie jest to coś, co sprawia mi frajdę. W dodatku trudniej wtedy o wytworzenie dobrej więzi, bo rzadko kiedy patrzycie sobie w oczy. Poza tym - lubię wyjść na dobrego drinka albo dobre piwo. Dlaczego miałbym obniżać swoje standardy przez dziewczyny?

Jeśli lubię robić jakieś rzeczy (np. mój ulubiony drink bar nie należy do najtańszych) to zapraszam tam dziewczyny dlatego, że lubię te miejsce i dobrze się tam czuję. Nie robię tego, żeby zaoferować jej coś drogiego w daremnej próbie pokazania się z atrakcyjnej strony. Nie płacę za jej czas, ani się nie chwalę. Zwykle ona nawet nie zna tego miejsca, ani nie wie, że tam idziemy.

A kiedy na randkę trafi biedna studentka albo dziewczyna, która finansowo nie stoi twardo na nogach, to głupotą jest oczekiwanie, że rzuci się do płacenia za drogie drinki w miejscu, do którego ją przyprowadziłeś. Przecież ona nigdy by go sama nie zaproponowała! Nie chwal się, nie rób afery z płacenia, nie czuj się lepiej tylko dlatego, że masz od niej więcej pieniedzy.
Jeśli między wami jest duża finansowa różnica, to wszystko trzeba odpowiednio skalować. Jeśli zabierasz ją na łyżwy - niech ona zapewni przekąski. Jeśli gotujesz wymyślny obiad - niech ona przyniesie wino (i spodziewaj się, że będzie ono raczej tanie). Nie chcesz sprawić, że ona poczuje się źle z powodu braku pieniędzy, ale też nie chcesz pozbawiać jej radości z dokładania się do waszych spotkań.
Pieniądze to nie wszystko, popatrz na jego buty!


Witaj na Ukrainie


Im dalej na wschód, tym częściej płacisz, chociaż kwoty nie będą należały do zawrotnych. Nawet w Polsce zdarza się, że dziewczyna zaoferuje zapłacenie za siebie, szczególnie jeśli chodzi o coś drobnego, jak np. kawa czy piwo. Zapomnij o tym na wschodzie. Nawet jej to nie przyjdzie do głowy.

Wydaje mi się, że wynika to z ich kultury i zwyczajów. Mężczyźni zawsze byli tam tymi z pieniędzmi, opiekunami i żywicielami. Kobiety za to były atrakcyjne, były kochankami i matkami. Jeśli szukasz konserwatywnego kraju z solidną polaryzacją kobiet i mężczyzn to z jednej strony będziesz cieszył się z częstego widoku szpilek, sukienek i długich włosów, ale z drugiej strony musisz zaakceptować, że te kobiety oczekują, że zaopiekuje się nimi mężczyzna.
Pewnego razu w Kijowie podejrzewałem, że mogłem dać się naciągnąć jednej sprytnej dziewczynie, bo przez kilka randek płaciłem za wszystko. Ale gdy przy kolejnej okazji zabrała mnie na wycieczkę swoim SUV-em Lexusa i zapłaciła za bilety wstępu zrozumiałem, że tak to po prostu wygląda. Jestem absolutnie przekonany, że myśl o podziale rachunku na randce nawet raz nie przemknęła jej przez głowę.

Nie mówię, że od czasu do czasu nie uda ci się spotkać "nowoczesnej" dziewczyny, która rzuci się do płacenia. Ale jednak często będzie to znaczyło tylko tyle, że aż tak na ciebie nie leci i po prostu nie chce być ci nic winna. Większość z nich będzie oczekiwało, że zapłacisz. Nie dlatego, że chcą cię naciągnąć, ale po prostu niepojęte dla nich jest to, żeby mężczyzna nie płacił. A jeśli będziesz się opierał, pewnie umniejszy to twoją wartość w jej oczach.

Jeśli zaś chodzi o prawdziwe naciągaczki, to mój znajomy miał z nimi parę doświadczeń i jestem absolutnie przekonany, że gdy taką spotkasz, to rozpoznasz ją w mgnieniu oka. Szczególnie jak będzie chciała, żebyś zamówił jej taksówkę albo będzie cię ciągnąć do najdroższej restauracji w mieście.


Z powrotem na zachodzie


Mam mało doświadczenia w randkowaniu na zachodzie (no bo i po co?), więc tam sytuacja może wyglądać trochę inaczej. Szczególnie w Stanach ponoć głupotą jest płacenie za dziewczyny, tak samo jak głupotą jest przekonywanie ich do podziału rachunku na Ukrainie czy w Rosji.

Najpierw powinieneś poznać zwyczaje panujące w kraju, w którym podrywasz. Jeśli chodzi o Europę Centralną - bądź przygotowany przynajmniej do zapłacenia za pierwszą kolejkę. Potem możesz zasugerować, że nadeszła jej kola albo dzielić się na pół. Postaraj się tylko, żeby nie wyjść przy tym na biedaka.

Jeśli zaś chcesz wydawać więcej, to upewnij się, że a) stać cię b) nie używasz pieniędzy do łatania słabej gry. Bo chociaż są dziewczyny, które pójdą z tobą do łóżka za pieniądze (prostytutki), to większość kobiet, gdy zauważy, że nie jesteś pewny siebie, za to chętnie wydajesz na nie pieniądze - po prostu wykorzysta cię jako chodzący bankomat.

19 komentarzy:

  1. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie chcemy raczej tabunów ludzi w tym samym miejscu, na tematy konkretnych miejscówek mogę pogadać prywatnie.

      Usuń
  2. "Szczególnie w Stanach ponoć głupotą jest płacenie za dziewczyny"
    Dużo standardów reszta świata czerpie z tego kraju to może i ten warto zacząć stosować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tia, polecam od razu wziąć wszystko razem z dobrodziejstwem inwentarza. I nie zapomnij o cudownym pomyśle na 31 różnych płci! Prosto z Nowego Jorku, to musi być dobre!

      Usuń
    2. Nie było mowa o "wszystkim". Chyba od innej wypowiedzi chciałeś odpowiedzieć.
      Po za tym, jeśli chodzi o kontekst tego artykułu to w myśl zasady w "mętnej wodzie łatwiej łowi się ryby" te 31 płci (o ile wiem to chodzi o tzw. płeć kulturową) przełożą się na to, że stosunki towarzyskie na stopie intymnej będę łatwiej dostępne.

      Usuń
    3. Ok, to odpowiadając na pierwotne założenie: "Dużo standardów reszta świata czerpie z tego kraju to może i ten warto zacząć stosować." - nie, nie warto. U nas panuje inna kultura.

      Usuń
    4. Jeszce insza kultura panowała tu w porównaniu do tego kraju sprzed trzydziestu lat. Np Jeszcze w latach 80-tych w PL były budowane rozdzielnopłciowe akademiki, a spanie w jednym mieszkaniu kobiety z obcym mężczyzną wywoływało powszechne oburzenie. Świat (nawet ten nasz lokalny) się zmienia. Dziwne c'nie?

      Usuń
    5. No i kiedyś może ten kraj się zmieni. Na razie jest jak jest.

      To tak, jakbyś na Ukrainie oczekiwał, że dziewczyny będą płacić za cokolwiek, bo "zachodnie wzorce" i tym podobne pierdoły. U nas nie jest "aż tak", ale w dalszym ciągu szarpanie się o to, kto ma zapłacić to jest słaby ruch.

      Usuń
  3. "Spójrzmy prawdziwe w oczy - to ty ją zaprosiłeś, a nie ona ciebie. Nie byłoby jej tam, gdybyś jej nie zaczepił i nie wyciągnął na randkę. Jeśli ktoś próbuje mi sprzedać jakiś pomysł i umawia się ze mną na kawę albo lunch, żeby mnie do tego przekonać, to oczekuję, że pokryje koszty spotkania."
    Zaraz, zaraz to ona nie ma "pomysłu" pt. "znalezienie życiowego partnera", żeby jej życie było łatwiejsze, bardziej kompletne itd.?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No popatrz, jakiś trafem to to Ty ją zaczepiłeś, a nie ona Ciebie i to Ty zaproponowałeś wyjście, a nie ona. Czyli to Twój pomysł i wypadałoby przynajmniej tego pierwszego drinka pokryć.

      "Znalezienie życiowego partnera" to jedna z opcji. Inna to "szukam kogoś, kto mnie przeleci". Jeszcze inna - "nudzi mi się, pójdę z tym gościem na randkę". Inna - "gadałam z nim tylko 5 minut, ale dam mu szansę".

      Możliwości jest wiele, ale skoro to Ty zaproponowałeś wyjście na kawę/drinka to nic dziwnego, że Ty za tego (pierwszego) drinka czy kawę płacisz. Sytuacja wyglądałaby inaczej, gdyby to ona zaproponowała - wtedy oczywiście oczekiwałbym, że ona zapłaci.

      Usuń
    2. "Znalezienie życiowego partnera" to jedna z opcji. Inna to "szukam kogoś, kto mnie przeleci". Jeszcze inna - "nudzi mi się, pójdę z tym gościem na randkę". Inna - "gadałam z nim tylko 5 minut, ale dam mu szansę".
      Rozumiem, że należałoby nauczyć się odróżnić te sytuacje z korzyścią dla siebie. Wymaga to masy czasu (o czym sam pisałeś) a doświadczenie jest potrzebne również w innych życiowych dziedzinach, które też zużywają masę czasu.
      Jak żyć panie premierze?

      "Sytuacja wyglądałaby inaczej, gdyby to ona zaproponowała - wtedy oczywiście oczekiwałbym, że ona zapłaci."
      Taka sytuacja jest raz na miliard. Można było o tym przeczytać na tym blogu. Pewnie nawet George Clooney nie ma takich sytuacji.

      Usuń
    3. W kontekście podrywania - warto byłoby umieć odróżniać te sytuacje i faktycznie wymaga to doświadczenia.

      W kontekście płacenia znaczy to tyle, że musisz być przygotowany na zapłacenie za pierwsze spotkanie.

      Usuń
  4. To co ma zrobić student medycyny pochodzący z biednej rodziny? Siusiaka sobie zawiązać na supełek?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Iść do dorywczej pracy albo pogodzić się z tym, że nie ma sensu umawianie się na drinki po 35 zł sztuka tylko może lepiej pokarmić te łabędzie.

      Nie wyobrażam sobie sytuacji, że ja kogoś gdzieś zapraszam, a gdy przychodzi to płacenia, to okazuje się, że mnie nie stać. Trzeba mierzyć siły na zamiary.

      Usuń
    2. "Iść do dorywczej pracy "
      No ale jeżeli jej nie ma? Sytuacja nawet w dużych miastach w naszej ojczyźnie zwłaszcza przed wprowadzeniem benefitów socjalnych przez obecną ekipę nie była zaciekawa.
      Nie każdy może mieć znajomości.

      "może lepiej pokarmić te łabędzie."
      Rzeczywiście śmieszne.

      Usuń
    3. Śmieszne? To jest moja rada. Jeśli a) marudzisz, że nie masz pieniędzy b) nie chce Ci się iść do pracy* to wyjścia z sytuacji są dwa: 1. odpuścić sobie randkowanie w ogóle "bo mnie nie stać" 2. odpuścić sobie drogie miejsca i chodzić z tymi dziewczynami na spacer/do parku/do muzeum/na herbatę/pokarmić te nieszczęsne łabędzie.

      * Praca jest, tylko pewnie nie taka, jaką byś sobie życzył. Ale to znów nie znaczy, że nie da się, tylko, że Ci się nie chce**.
      ** Mając komputer, Internet i trochę oleju w głowie spokojnie możesz dorobić się paru dolarów, w sam raz, żeby mieć na te nieszczęsne drinki.

      Usuń
    4. "Praca jest, tylko pewnie nie taka, jaką byś sobie życzył. Ale to znów nie znaczy, że nie da się, tylko, że Ci się nie chce"
      Znowu wielkie kwantyfikatory. Trochę pokory życzę na przyszłość.

      "Mając komputer, Internet i trochę oleju w głowie spokojnie możesz dorobić się paru dolarów, w sam raz, żeby mieć na te nieszczęsne drinki."
      Byłeś użytkownikiem takich miejsc w necie czy tylko słyszałeś że są, tak jak się słyszało o Yeti albo o zielonych ludzikach?

      Usuń
    5. Pracuję od nastolectwa i zaczynałem od pracy zdalnej przez Internet. Był to rok 2002, gdy możliwości było mniej niż teraz. Musiałem znaleźć sposób, jeśli chciałem mieć swoje pieniądze, więc szukałem sposobów, a nie wymówek.

      Usuń
  5. Tddaygame przecież widzisz, że to troll. Po co z nim wchodzisz w dyskusję?

    OdpowiedzUsuń