W grze chodzi o unikanie "nie"

Rollo Tomassi tweetnął ostatnio "80% of seduction is simply not fucking up what’s already there. Attraction is not a choice - what you do from there is entirely up to you." To z kolei przypomniało mi o innym powiedzeniu - "gra toczy się o 'być może'". A więc, o co w tym wszystkim chodzi?


Rzadkie zielone światła


Zajmijmy się najpierw zielonymi światłami ("yes girls"). To rzadkie sytuacje, gdzie jesteś dokładnie tym, kogo dziewczyna szuka. Być może po prostu jesteś w jej typie, może powiedziałeś coś, co zasugerowało, że jesteś idealnym osobnikiem, z którym ona zdradzi swojego męża. A może po prostu jest napalona, a ty wydajesz się być dobrą opcją na wieczór.

Nie mam zamiaru analizować, dlaczego dziewczyna staje się zielonym światłem. To robota dla Rollo i innych. Jestem praktykiem, który po prostu lubi analizować i rozbijać sytuacje na atomy. Wiem, że chodzą po tym świecie dziewczyny, które po prostu pragną seksu i z radością zaakceptują propozycję, jaką im przedstawisz. Pamiętaj tylko, że mało która będzie sama aktywnie poszukiwała seksu. Większość dziewczyn jest bierna.


W poszukiwaniu zielonych świateł. Zagrzeb, sierpień 2017.
Kiedy spotkasz na swojej drodze dziewczę, które już w swojej głowie zdecydowało, że pójdzie z tobą do łóżka pozostaje już tylko a) eskalować (wciąż to ty musisz doprowadzić do seksu) b) niczego nie spieprzyć. Nie musisz generować jeszcze więcej atrakcyjności. Bardziej niż komfortu ona potrzebuje dobrej wymówki - zapewnij jej to i będzie twoja.


"Chyba raczej nie"


Większość dziewczyn, które rozmawiają z tobą dłużej na ulicy i te na randkach to pomarańczowe światła ("maybe girls"). One wiedzą, o co ci chodzi, ale (jeszcze) nie widzą siebie w łóżku z tobą. Co ważniejsze - nie zdecydowały też, że się z tobą nie prześpią. Jeśli wciąż się z tobą zadaje, to wciąż jest na "być może".
Zwykle rozróżniam "jasne pomarańczowe" gdzie tak naprawdę ona chce, żeby ci wyszło i czeka na idealną wymówkę i "ciemne pomarańczowe", gdzie z kolei czeka na te jedno potknięcie, które sprawi, że będzie na "nie".
Jak tylko dziewczyna uświadomi sobie, że nie pójdzie z tobą do łóżka, to jest koniec. Game over. Będzie chciała wcisnąć cię we friendzone, zupełnie zniknie albo wprost powie, że "nie czuje tego czegoś".

Cała koncepcja gry jest zbudowana o unikanie przestawienia wajchy na "nie" w trakcie ciągłej eskalacji w stronę seksu w odpowiednim (czytaj: komfortowym) tempie dla dziewczyny. Bądź zbyt szybki albo zbyt wolny, albo popełnij jakiś duży błąd i jej nogi zamkną się na zawsze szybciej niż drzwi urzędu o godzinie 16-tej.


Uważaj na wajchę


Jest wiele rzeczy, które możesz zrobić i powiedzieć, żeby ona czuła się bardziej komfortowo, była bardziej podniecona albo uważała cię za bardziej atrakcyjnego. Ale nie robienie tego niekoniecznie znaczy, że przegrasz. Jeśli jeszcze nie jest na "nie", to wciąż masz czas, ona ciągle może zmienić decyzję. Tak nie jest w przypadku, gdy już pomyślała "nie pójdę z nim do łóżka".

Jeśli nie polegasz na rutynach, gotowych tekstach i strukturach, żeby wydawać się atrakcyjny, ale po prostu jesteś atrakcyjnym i czarującym facetem z niesamowitym stylem życia, to tak naprawdę wszystko polega na nie traceniu jej, zamiast przekonywaniu jej do siebie.
"Bądź sobą" to fatalna rada, jeśli jesteś nieatrakcyjny i słabo ci idzie z kobietami...
Niektórzy powiedzieliby, że wszystko rozbija się o "inner game" i coraz bardziej skłaniam się ku tej teorii. Oczywiście, gdy zaczynasz wszystko rozbija się o modele i rutyny. Ale celem nie jest sprawianie wrażenia atrakcyjnego, tylko stanie się takowym.

A gdy to już osiągniesz, to możesz traktować każdą dziewczynę jak zielone światło - eskaluj i staraj się niczego nie spieprzyć.


Historia twardego "nie"


Przy tej okazji przypomniała mi się historia z czarną Amerykanką podróżującą po Europie. Poznaliśmy się kilka godzin wcześniej, a w ramach spotkania poszliśmy coś zjeść, napić się wina i pogadać. Ona odwiedziła ponad dwa razy więcej krajów niż ja i jestem prawie pewien, że zaliczyła też odpowiednio więcej facetów, niż ja kobiet.

Randka zaczęła się spokojnie, chociaż było wiele dwuznaczności i poruszaliśmy też tematy damsko-męskie. Ona oskarżała mnie o posiadanie dziewczyny w każdym porcie, na co odparłem, że Zagrzeb nie jest przecież portem. Śmiejąc się powiedziała, że jest w stanie uwierzyć, że tak w istocie mam, bo sprawiam wrażenie kobieciarza. Ale od niej też było czuć doświadczenie.

Trafiliśmy do mnie z butelką wina i dokładnie widziałem moment, w którym wajcha przeleciała na pozycję "nie". Wprost powiedziała mi, że chociaż uważa mnie za atrakcyjnego i nawet mogłaby się ze mną całować, na pewno nie poszlibyśmy do łóżka. To nie było żartobliwe, ani zalotne. Miała na myśli dokładnie to, co powiedziała.
Powiedziała też, że spodziewała się, że zacznę ją dotykać i głaskać jak tylko usiedliśmy na kanapie. Brzmi jakby spotkała na swojej drodze jakichś PUA-sów.
Czy było to spowodowane aseksualnymi tematami i rozmowami o podróżach? Może. Czyżbym zbyt wolno eskalował? Pewnie tak. Czy przeszkodziła etykieta podrywacza? Nie sądzę. Cokolwiek się nie stało, to jednak decyzja została podjęta dokładnie w tym momencie. Aż do wtedy ona wciąż była na "może tak, może nie".

Zwracajcie szczególną uwagę na to, co sprawia, że one dochodzą do wniosku "jednak nie" i unikajcie tego w przyszłości. A wtedy może będą dochodzić nieco inaczej...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz