Spontaniczność - nie pozwól życiu cię ominąć

Daygame'uję już wystarczająco długo, żeby wiedzieć, że kolejne etapy będą wynikiem rewolucji, a nie ewolucji. Przekroczyłem już granicę 40 podejść na seks, mój styl życia pasuje do mnie idealnie, nie mogę narzekać. Ale jednak to zrobię.


Jak to życie cię omija...


Największą rewelacją płynącą z moich ostatnich przygód była łatwość, z jaką mogłem sprawić, że działy się ciekawe rzeczy. Wystarczyło tylko nie mieć nic zaplanowanego.

Większość moich wieczorów w Warszawie jest zapchana. Zawsze mam co robić - spotkania, randki, treningi, praca, a nawet tak nudne rzeczy jak zakupy czy gotowanie. Wszystko to mam zaplanowane, co znaczy, że nie mogę tego po prostu olać i zająć się czymś ciekawszym, co akurat pojawiło się na radarze.
We wszystkim w życiu najtrudniejsze jest osiągnięcie balansu. Mamy tendencje do wpadania w ekstrema - planowanie każdej godziny życia, albo żadnej. Gdzieś musi istnieć złoty środek, prawda?
Moja ostatnia wyprawa do Kijowa nie była zaplanowana. Cały mój pobyt w Zagrzebiu był tak spontaniczny, jak tylko się dało. Wiedziałem, że mam trochę pracy do zrobienia (a nawet więcej niż byłem fizycznie w stanie zrobić), tak więc celem było zrobienie tyle, żebym nie czuł się winny lenistwa, a jednocześnie chwytanie każdej okazji, żeby zrobić coś innego.

Poznałem trochę ludzi, przespałem się z 19-letnią Chorwatką, trafiłem do rozczarowującego klubu. W każdym momencie tej wyprawy robiłem to, co wydawało się najlepszą opcją i spędziłem wspaniały tydzień. A to z kolei sprowokowało mnie do przemyśleń na temat straconych szans.


Okazje


Window of opportunity, jak to się ładnie mówi po angielsku, w kontekście podrywania zwykle dotyczy seksu. Niektórzy dziewczyny zaledwie przez kilka chwil akceptują pomysł na pójście z kimś do łóżka, a potem, gdy to "okno" się zamyka, to ten facet nie ma już żadnych szans. To jest dokładnie to, o czym pisałem w tekście na temat twardego "nie". Nie ma od tego odwrotu.

Tracenie okazji. I życia.
Inne okazje, to te, które napotkałem w trakcie ostatnich podróży. Mijane zalotnie patrzące dziewczyny, gdy akurat jesteś spóźniony na siłownię; podejścia, które przebiegają nadzwyczaj dobrze*; społeczne sytuacje, które aż proszą o ciąg dalszy. Wszystkie te okazje są ulotne - jeżeli nie zadziałasz w tym konkretnym momencie, stracisz swoją szansę na zawsze. Najczęściej dlatego, że nigdy więcej nie spotkasz danej osoby, ale czasami dlatego, że ktoś inny wykorzysta tę szansę.
Kiedy wspominam lepszych od siebie daygamerów wydaje się, że ich najbardziej szalone historie są zwykle rezultatem postawienia wszystkiego na jedną kartę i totalnego zatracenia się w danej sytuacji. Oczywiście są to najbardziej szalone opowieści - wyjątki, a nie reguły.
Idealnym przykładem takiej okazji jest moja historia z Zagrzebia. Nie przespałbym się z tą dziewczyną, gdybym nie działał dokładnie tego samego wieczora. Takich historii nie oferuje stary dobry model lejka, gdzie najpierw zbierasz numery, potem ustawiasz randki, a na koniec spotykasz się z dziewczynami.


Bądź spontaniczny


Kiedy jeszcze regularnie grałem na randkach w question game zwykłem pytać "czy musisz mieć wszystko zaplanowane czy raczej jesteś spontaniczna?". To oczywiście był wstęp do pocałunku pod pretekstem "popracowania nad jej spontanicznością" albo wykorzystując fakt, że zasadniczo powiedziała "dawaj". Podobało im się to. Dziewczynom podoba się bycie spontanicznym.

Nieważne czy jesteś sumienny, czy niedbały, spontaniczność pomoże ci i w podrywaniu... i w życiu. Ja planuję wszystko, moi znajomi czasami żartują, że jestem robotem**. Mam tygodniowe listy ToDo, a każdego wieczoru robię kolejną na następny dzień. I nawet ja twierdzę, że traci się mnóstwo z życia mając bardzo napięty harmonogram i wypełnioną każdą godzinę tygodnia.

Zawsze będą kolejne sytuacje, gdzie pomyślisz "gdybym tylko miał wolny ten wieczór". Uczyń go takowym. Ale jeśli zdecydujesz się na gonienie za przygodą, to miej też plan na odrobienie tego czasu. Bo jeśli będziesz tylko przeżywał przygody, to koniec końców nic nie osiągniesz. I w drugą stronę - stracone okazje bolą mniej więcej tak samo. Zawsze żałuje się bardziej rzeczy, których się nie zrobiło.


* Dopiero teraz uświadamiam sobie jak wiele interakcji, które miałem w Warszawie, mogło się przerodzić w Same Day Lay. No cóż, człowiek się uczy całe życie.
** Czy aby na pewno żartują?

9 komentarzy:

  1. Tddaygame a tak z innej beczki - co oznacza skrót YHT w terminologii PUA?

    Pozdrawiam, zajebisty blog

    OdpowiedzUsuń
  2. Generalnie fajny blog, ale "Uczyń go takowym", tak to pisać może Gal Anonim, a nie Bad Boy Player. Pisz bardziej męskim językiem, przydałoby się tu trochę przekleństw. Odbiorcami nie są dzieci z podstawówki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie wieże co czytam. W pojęciu gimnazjalisty o męskości decyduje ilość przekleństw.

      Usuń
    2. To lepiej uwieRZ - ze słownikiem ortograficznym pod poduszką

      Usuń
    3. Gimba, po napisaniu swojego egzaminu w 3 klasie, możesz wziaść się za poprawianie autouzupełniania w SŁOWNIKU w Androidzie, żeby wykrywał wiaRę a nie wieŻę.

      Usuń
    4. Szanowny anonimie, jeżeli potrzebujesz więcej przekleństw w moich wpisach, żeby uznać je za wartościowe, to wypierdalaj z tego bloga.

      Usuń
  3. W sumie kolega powyżej ma rację. Pisz bardziej jak facet do facetów. Przekleństwa sprawią, że przyjemniej będzie się czytać. Nick Krauser ma pełno fuck, cock, dick slut itp na swoim blogu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Przekleństwa sprawią, że przyjemniej będzie się czytać."

      Nie sprawią.

      Usuń