Raport - naprzeciw trendom PUA

Przemycałem pewne zapowiedzi tej historii tu i tam, a teraz - skoro znam jej finał - mogę się nią podzielić. Ten raport idzie pod prąd wielu trendom głoszonym przez niektórych PUA. Głównie dlatego, że w końcu znajduję swój własny sposób na "granie", który roboczo nazywam adventure lifestyle

Jeśli interesuje cię więcej historii z Kijowa, to zdecydowanie poczytaj co do powiedzenia na temat tego miasta ma Roy Walker Daygame. Ostrzeżenie: jego wrażenia są bardzo podobne do moich, chociaż interesują nas zupełnie inne dziewczyny. Sprawdź także szalone historie od Nicka Krausera, którego Kijów jest zupełnie innym miastem niż te, które widzę swoimi oczami. Opublikowałem też dwa inne raporty z ostatniej wyprawy.


Podejście


To był czwarty dzień mojej kijowskiej przygody i ostatni, w trakcie którego podchodziłem masowo. Działając w zatłoczonej okolicy zauważyłem tę młodą, 23-letnią dziewczynę o blond włosach i typowo ukraińskiej sylwetce - niesamowicie smukłej, z nogami za które można zabić.

Była zaskoczona podejściem, dobrze się przy nim bawiła, dużo się śmiała i powiedziałbym, że była zaciekawiona. Nie zainteresowana, nie napalona, ale zdecydowanie ciekawa - pytała nie tylko o to, skąd jestem, ale faktycznie chciała się czegoś o mnie dowiedzieć.

Była to też jedna z najbardziej pozytywnie nastawionych dziewczyn, jakie spotkałem na swojej drodze - zawsze uśmiechnięta i często roześmiana. Właśnie skończyła studia, była tuż po ostatnich egzaminach i w idealnym nastroju na świętowanie. W przeszłości zdarzyło jej się studiować we Francji, a jej angielski był bardzo dobry, idealnie więc pasowała do obrazu dziewczyn, z którymi randkowałem w Kijowie. Była też urocza, ale to u mnie oczywiste.
Jeżeli interesuje cię zapis audio z tej rozmowy, to zdecydowanie powinieneś zapisać się na moją listę mailingową z infieldami.
Wzięcie numeru było formalnością. Mogę śmiało powiedzieć, że urzekł ją mój styl życia, ale niekoniecznie jeszcze ja sam.

Dokładnie o tym jest ta historia.


Pierwsza randka - randka pośrednia


Pierwsza randka była dobra, ale nie bardzo dobra. Mieliśmy spotkać się na drinka, ale ponieważ umierałem z głodu zaproponowałem zamówienie czegoś do jedzenia. Ona oczywiście wybrała sałatkę (jak wszystkie), a ponieważ przyjechała samochodem, to alkohol odpadł. Mi to nie przeszkadzało, nie planowałem zabierać jej do domu tamtego dnia.

Zjedliśmy, pośmialiśmy się, dużo się o sobie dowiedzieliśmy i spędziliśmy dobrze popołudnie. Jedynym problemem był bardzo grzeczny i mało seksualny przebieg spotkania, chociaż udało nam się pogadać na tematy damsko-męskie i dowiedziałem się, że spotykała się już z facetami z zagranicy. Wydawało się też, że ma doświadczenie z mężczyznami, którzy próbują ją szybko zaliczyć, więc bardzo dobrze się złożyło, że niczego na tym spotkaniu nie próbowałem.


Druga randka - w stylu PUA


Na drugie spotkanie zaprosiłem ją na drinki i zabrałem ją do mojej standardowej miejscówki w Kijowie, gdzie zamówiliśmy całkiem niezły cydr. Potem przenieśliśmy się do baru dosłownie pod oknami mojego mieszkania i wtedy już te spotkanie zdecydowanie zaczęło wyglądać jak randka. Pojawił się dotyk, a ja widziałem, że nie tylko mnie lubi, ale też jej się podobam.

Z tą wiedzą i dodatkowym kieliszkiem wina na koncie spróbowałem przenieść nas do mieszkania (nawet przed pocałunkiem - idiota), ale odmówiła. PUA schemat nie zadziałał. Zamiast tego nabrała ochoty na drinki w jednym ze swoich ulubionych barów. No cóż, przynajmniej będę mógł ją pocałować, dobitnie określając charakter naszej znajomości. Zobaczenie nowego miejsca polecanego przez lokalną dziewczynę też nie brzmiało źle.
Zawsze warto próbować. Nigdy nie warto tłumaczyć się, przepraszać albo robić z czegoś afery. Zaproponowałem coś, ona odmówiła - nie ma problemu.
Trafiliśmy do baru nieopodal i faktycznie była to ciekawa miejscówka. Tym razem zamówiliśmy po drinku i siedząc obok siebie zaczęliśmy naśmiewać się z wszystkich poważnych ludzi dookoła, którzy zachowywali się, jakby mieli kij w dupie. Klasyczne zagranie "my kontra reszta świata". W końcu po prostu nabrałem ochoty na pocałunek i zanim się spostrzegłem, ona nie mogła się ode mnie odkleić. Świetny znak!

Po drinkach zaczęliśmy iść w stronę mojego mieszkania, chociaż w teorii dziewczyna miała zamówić taksówkę. Gdy już byliśmy bardzo blisko zapytała wprost czy idziemy do mnie, na co odparłem, że na to wygląda. "Ale moja mama może w każdej chwili do mnie zadzwonić!" Dobra, ile mamy czasu? "Nie wiem. Może godzinę, może pięć minut." Świetnie, chodźmy do mnie na godzinę albo na pięć minut. Zgodziła się.

Pewnie już wiecie, co wydarzyło się dalej. Kiedy otwierałem drzwi do klatki schodowej rozległ się dźwięk jej komórki. Jej matka zadzwoniła w najgorszym możliwym momencie. Zanim przyjechała taksówka znaleźliśmy jeszcze chwilę czasu na dokładne przebadanie swoich migdałków i to by było na tyle. Dzięki zaawansowanym PUA sztuczkom, sharkkowi i paru komunikatom na WhatsAppie upewniłem się, że idąc spać na pewno myślała o mnie.


Złamanie "zasad" PUA na trzeciej randce


Teraz się zaczyna ciekawa część. Wiedziałem, że ona pod koniec tygodnia wyjeżdża na rodzinne wakacje do Turcji. To znaczyło, że zostały mi dwa albo trzy wieczory zanim zniknie, a w grze wciąż pozostawały inne dziewczyny i kończyły mi się już opcje (oraz czas - ja też wkrótce opuszczałem Kijów).

Ni stąd ni z owąd przyszła od niej propozycja wybrania się na duży festiwal muzyczny, który akurat odbywał się w Kijowie. Zabranie jej do domu po koncercie znając jej nadopiekuńczą matkę byłoby bardzo trudne, ale z drugiej strony jeśli bym tego nie zrobił, to jedyne co by pozostało w jej pamięci, to te parę pocałunków. Trudny wybór.

Po obejrzeniu listy zespołów daleki byłem od entuzjazmu. Ale dzień wcześniej gwiazdą miało być The Prodigy. Nawet gdybym się z nią nie przespał, to zobaczenie The Prodigy na żywo w Kijowie to świetne przeżycie. Ustaliliśmy, że spotkamy się gdzieś po drodze.

John Newman dla niej, The Prodigy dla mnie. Zero innych PUA w okolicy.
Festiwal był bardzo dobry i nieźle zorganizowany. Od razu ogarnęła nas atmosfera przygody i spędziliśmy mnóstwo dobrego czasu jedząc, pijąc, skacząc, przytulając się i całując. Ona była zadowolona, bo zobaczyła Johna Newmana, a ja z powodu The Prodigy.
Bohaterka opowieści jest jedną z tych dziewczyn, które stają się niebezpieczne, jak są głodne. Na szczęście Ukrainki nie jedzą zbyt wiele.
Z festiwalu wróciliśmy taksówką... prosto pod jej mieszkanie, które niestety było po drodze do mnie. Nie dało się jej zabrać do mnie tej nocy, nawet pomimo moich sugestii. Dobrze wiedziała o co mi chodzi i jestem pewny, że już była na to gotowa, ale logistyka (a konkretniej jej rodzina) ciągle była problemem. 


Trochę komfortu, czyli randka numer cztery 


Nie chciałem zostawiać jej z wrażeniem, że zależy mi tylko na przeleceniu jej. To naprawdę ciekawa dziewczyna i po festiwalu bez problemu byłem w stanie wyobrazić sobie nasze wspólne podróżowanie. Tymczasem okazało się, że do Turcji wylatuje dopiero w niedzielę, co też było moim ostatnim pełnym dniem w Kijowie.

I znów działając sprzecznie z mantrami niektórych PUA zaprosiłem ją na śniadanie do mojej ulubionej kawiarni. Tego dnia nie miałem nic innego do roboty, nie zbierałem nowych kontaktów, wyprawa w zasadzie się dla mnie zakończyła. Dlaczego więc nie popracować nad komfortem i pokazać jej, że nie jestem "jak wszyscy faceci"?

Ponownie dobrze się bawiliśmy w swoim towarzystwie i zdecydowanie zapunktowałem na tej randce, bo podjęła tam decyzję o wyrobieniu nowego paszportu, żeby odwiedzić mnie w Warszawie. A więc ponownie - długa gra.


Długa gra i ryzyko


Rozmowy na WhatsAppie szły nam świetnie, ona często sama je zaczynała, przesyłała mi też zdjęcia z Turcji i z Kijowa. Opowiadała także historie rodem z horroru o wyrabianiu nowego paszportu (co jest prawdą, inne dziewczyny poznane przeze mnie i sharkka przechodziły przez to samo).

Kiedy okazało się, że nie dostanie paszportu przed moją wielką wyprawą do Chorwacji pozostały tylko dwie opcje: czekać kolejne kilkadziesiąt dni (bez szans) albo spotkać się gdzieś na Ukrainie. Zasugerowałem Lwów, jako, że jest w połowie drogi, a ona nawet się na to zgodziła. Dla mnie byłaby to świetna motocyklowa wyprawa, z której byłbym zadowolony tak czy siak. Ostatnio organizuję swoje wyprawy w taki właśnie sposób.

Niestety, powrócił dobrze znany problem - jej matka. Ze słów dziewczyny wynikało, że jej rodzicielka nie ma nic przeciwko naszym spotkaniom gdziekolwiek na świecie... o ile najpierw zobaczymy się w Kijowie. Trochę jej wierzyłem - była bardzo niepewną i kontrolowaną przez matkę dziewczyną, tak więc ta część jej wymówki pewnie była prawdziwa. Reszta to oczywiście zwykły test.

Co się stało potem przyprawi pewnie wszystkich domorosłych PUA-sów o zawał serca, szczególnie tych, którzy naczytali się, żeby nigdy nie robić nic dla dziewczyny. Może i to ma sens jeśli chcesz ją tylko zaliczyć na pierwszej czy drugiej randce i nie planujesz jej już nigdy widzieć.

Te dziewczę było jednak na tyle szalone, że wizja wspólnych podróży i przygód była rzeczywista. Nie mam tu na myśli tego, że była "jedyną" czy nawet "lepsza niż inne". Po prostu miała świetny i wystarczająco wyluzowany sposób bycia, żeby zdecydować się na coś takiego, a to po prostu rzadkość. Po przejściach z wieloma dziewczynami, z którymi sens miał tylko seks (a czasami nawet i nie) każdy uczy się doceniać coś więcej.


Piąta randka... w Kijowie


Znalazłem tani lot, sprawdziłem kalendarz i zdecydowałem, że jestem w stanie poświęcić dwa dni na wizytę w Kijowie. Ona ma swoją pracę, więc ten czas mogłem poświęcić na swoje sprawy, żeby nie narobić sobie zaległości. Popołudnia i wieczory zarezerwowaliśmy na "randki".
Pisałem już o nieokreślonych planach. Od początku prezentowałem się jako szalony facet, który robi różne spontaniczne i ekscytujące rzeczy. Sugerowałem też spotkania w różnych ciekawych miejscach. Przylot do Kijowa na dwa dni potwierdziłby wszystko, o czym jej mówiłem, a dodatkowo byłby spójny z moim image. Nawet jeśli siedmiu PUA-sów dostało udaru czytając te słowa.
Dodatkowo udało mi się uciec przed niezłą nawałnicą.
Wszystko zadziałało jak należy - przyleciałem bez problemów, zanim mieszkanie było gotowe odwiedziłem siłownię, potem się zameldowałem, zjadłem coś i popracowałem przed spotkaniem. Ona pojawiła się dokładnie taka, jak ją zapamiętałem - kwiecista letnia sukienka, szpilki, świetne nogi, szczupłe ciało i z uśmiechem na twarzy. Wypiliśmy po kieliszku wina, a ja powiedziałem jej, że w mieszkaniu czeka na nią prezent. Wiedziała, o co mi chodzi, ale zdecydowała się zachować pozory.

Po drodze kupiliśmy butelkę wina, z której w sumie wypiliśmy ledwie po pół kieliszka. Ona dostała swoje prezenty (czekoladki z Polski, nic wymyślnego) i dłużej już nie byliśmy w stanie się powstrzymywać - było oczywiste, co nam chodzi po głowie. Co prawda ona musiała wziąć prysznic, ale nie było już żadnego udawania - zaprosiła mnie, żebyśmy wzięli go razem. Resztę pozostawiam waszej wyobraźni.


Ciąg dalszy nastąpi...


To nie jest typowa historia każdego PUA, która idzie mniej więcej tak: "podszedłem do niej, spodobałem jej się, wylądowaliśmy w łóżku". To rzeczywisty przykład tego co czasami trzeba zrobić, żeby wejść w jakiś rodzaj relacji z dziewczyną na poziomie.

I to jest też powód dla którego dzisiaj ona odwiedzi mnie, żeby "wziąć prysznic", a potem pojedziemy do Meżyhirii, żeby zobaczyć posiadłość byłego prezydenta Ukrainy. Nie wiem jak wy, ale ja się cieszę na oba te wydarzenia.

2 komentarze:

  1. Ty masz na tej Ukrainie swoje mieszkanie, czy jakieś hotele itp.?

    OdpowiedzUsuń