Raport - Seria Fortunnych Zdarzeń

Tęskniliście za mną i/lub za raportami? No to macie szczęście, bo wróciłem z Kijowa z historią wartą podzielenia się. Będzie ona o dobrych decyzjach, fortunnych zdarzeniach i podręcznikowym zachowaniu pomimo warunków w jakich nastąpiły spotkania.

Publikuję tylko te raporty, z których można się czegoś nauczyć, a moje ostatnie sukcesy były całkiem standardowe (pierwsza randka - dwie miejscówki, druga randka - przejażdżka motocyklem do mnie do mieszkania, seks). Ta historia jest inna.

Pełne nagranie rozmowy z podejścia zostanie rozesłane do wszystkich zapisanych na mój daygame'owy newsletter już w najbliższą niedzielę (9-tego lipca). Nie ma więc wiele czasu, żeby się zapisać.


Historia zaczyna się od flake'a


Miałem przeczucie, że dziewczyna z którą byłem umówiony na 19-tą się nie pojawi. Wysłałem jej pinga zanim wyruszyłem z domu na miejsce spotkania i w zasadzie pogodziłem się z myślą, że jeśli nie odpowie, to wypełnię sobie ten czas daygamem. Nie spodziewałem się, że napotkam się na wysoką i atrakcyjną dziewczynę przechodząc obok miejsca spotkania. Szybkie spojrzenie na telefon i ruszyłem do dzieła.

Na otwarcie zauważyłem, że spacerowała sobie uśmiechnięta tuż po ciepłym, letnim deszczu. Ta od razu zaczęła opowiadać, jak to cieszy się z każdego dnia, nieważne czy jest to niedziela czy poniedziałek. Drugą rzeczą, którą powiedziała były przeprosiny za jej słaby angielski (był on komunikatywny, a czasami nawet dobry), ale że jest w stanie powiedzieć to, co ma na myśli. Na imię miała Sasha.
Nie zawracam sobie głowy dziewczynami z bardzo słabym angielskim. Tym razem było inaczej - ona naprawdę się starała. Obawiała się też, że "it will be difficult to connect", które skontrowałem "we can try". Naprawdę musiałem ją przekonać, że jej angielski jest wystarczająco dobry.
To było długa interakcja trwająca około 15 minut, w trakcie których dowiedzieliśmy się wielu rzeczy o sobie i przeczekaliśmy kolejny krótki deszcz. Ciągle rozglądałem się w poszukiwaniu swojego "znajomego", z którym rzekomo byłem umówiony na kolację, ale wyszło to na dobre.

Najważniejsze informacje to: nie miała nikogo, leciała na mnie (sama zaczęła mnie dotykać), była bardzo w moim typie (świetne nogi, pozytywna, podróżowała tu i tam, z poczuciem humoru) no i tego wieczoru miała zamiar "spacerować".

W trakcie brania numeru dostałem wiadomość od mojej randki, która miała pojawić się o 19-tej. Oczywiście napisała, że nie da rady.


Poprawka: od dwóch flake'ów


Kolejną randkę miałem ustawioną na 21-tą. To była bardzo napalona dziewczyna, którą zagadałem tylko dlatego, że rzuciła mi spojrzenie i uśmiech. Zadziałałem automatycznie i pamiętałem, że wcale nie była taka dobra. Sasha nie tylko wygadała o wiele lepiej, ale i bardziej pasowała mi charakterem.

Najpierw odezwałem się więc do Sashy łżąc, że jestem już po kolacji z przyjacielem. Ona wciąż krążyła po okolicy, więc zgadaliśmy się na ponowne spotkanie w tym samym miejscu. W międzyczasie odwołałem tę drugą randkę.
Wielu facetów czuje się źle nie tylko wtedy, gdy dziewczyny odwołują spotkania, ale też wtedy, gdy sami mają to zrobić. To nie ma sensu. Flake to nieodłączna część randkowania. Im szybciej się to zaakceptuje (i zacznie używać) tym lepiej.
To było całkiem spore ryzyko, bo zamieniałem dziewczynę, która była bardzo przychylnie nastawiona na dopiero co poznaną osobę. Na szczęście pierwsza randka z Sashą potwierdziła, że był to dobry wybór.

Zamówiliśmy po drinku, a ona sama przysiadła się blisko mnie. Ta randka otworzyła mi oczy na to, jak szybko można wprowadzić sensualny dotyk nawet w pierwszej miejscówce. Bardzo przypadłem jej do gustu, lubiła także mnie dotykać. Podejrzewam, że niemały w tym udział mojej sylwetki.

Ponieważ wszystko szło o wiele lepiej niż się spodziewałem postanowiłem przenieść nas do drugiej miejscówki - tajnego baru zlokalizowanego obok budynku w którym mieszkałem.

Oczywiście fotka "po" (a przed jej wyjściem) była obowiązkowa.


Same Day Lay? Nie tym razem!


Po drodze pocałowałem ją bez najmniejszych nawet oporów z jej strony. Ba, wręcz nie chciała się ode mnie oderwać i w tym momencie czułem, że jeśli cokolwiek wygląda jak SDL (seks w tym samym dniu, w którym się spotkaliśmy), to będzie właśnie to. Z drugiej jednak strony - to Ukraina, gdzie szybki seks nie jest normą. Nawet z chętną dziewczyną.

W drugim barze spędziliśmy miło czas, a ona kilka razy powiedziała, że podoba jej się jak męski jestem (a także moje mięśnie). Było oczywiste, że mnie lubi i nawet na mnie leci, ale nie byłem pewien czy to wystarczy, żeby wskoczyła ze mną do łóżka po kilku godzinach od poznania się. Całe te całowanie, przytulanie i dotykanie sprawiło, że zdecydowałem się spróbować przenieść nas do mieszkania, żeby pooglądać filmy z podróży ("and just that").

Oczywiście w mieszkaniu pojawiła się odrobina nerwów, nie chciała już kolejnego drinka ani nawet wina, ale nie miała problemów z przyklejeniem się do mnie na kanapie, żeby pooglądać to i owo. Po krótkiej przerwie na ćwiczenia usta-usta pomiędzy klipami zdecydowała, że musi wracać do domu. Spróbowałem jeszcze raz przekonać ją, żeby została na noc, ale po jej odmowie poddałem się. Nie chciałem spalić tego kontaktu.
To był pierwszy raz kiedy mieszkałem dosłownie nad drugą miejscówką. Przenosiny do mieszkania były żenująco proste, bo nie trzeba było nawet nigdzie iść. Wystarczyło pokazać palcem i powiedzieć "mieszkam tu". Ale jeszcze prościej było spalić kontakt przez nadmierną eskalację na pierwszym spotkaniu. To mnie spotkało dwa dni wcześniej i nie chciałem powtórzyć tego scenariusza.
Odprowadziłem ją na stację metra, gdzie rzuciliśmy się na siebie ostatni raz tego wieczoru i zakończyliśmy długim uściskiem. To zdecydowanie wyglądało jak "następnym razem".


W Kijowie gra się o komfort


Następnego dnia mieliśmy krótką rozmowę o niczym szczególnym. Wydawało mi się, że nie odpowiada zbyt chętnie, ale mogło to być spowodowane jej słabym angielskim. Przetestowałem tę teorię zapraszając ją na kolację kolejnego dnia. Bardzo spodobał się jej ten pomysł i zgodziła sie od razu.

Restauracja, którą mieliśmy odwiedzić była zamknięta, więc przenieśliśmy się do innej. Byłem już w tych okolicach tyle razy, że znałem je jak własną kieszeń, co zrobiło na dziewczynie pozytywne wrażenie. Nie byłem jednym z tych okrutnych seks-turystów i nie tylko miałem powody, żeby być w Kijowie, ale i faktycznie znałem to miasto.

Zjedliśmy kolację, a ona oczywiście nie dokończyła swojej porcji (dziewczyny zwykle zamawiają sałatkę albo zostawiają połowę jedzenia nietkniętą). Znów nie była w stanie trzymać rąk przy sobie, a nawet wspomniała coś o masażu, ale ciągle musiałem pozbyć się swojego winga z mieszkania. Poszliśmy na spacer po parku, w trakcie którego upewniłem się, że opuścił on lokum.
Pretekst do zabrania dziewczyny do domu jest istotny. Pierwszym razem były to filmy z podróży, a za drugim - masaż. Co prawda ona niedawno została masażystką, ale oboje wiedzieliśmy, że to tylko pretekst.
Ponieważ za pierwszym razem nie naciskałem za bardzo, a za drugim nie ruszyliśmy od razu po kolacji do mnie, to wydaje mi się, że w tym momencie była już nawet za bardzo napalona. Wypiliśmy po kieliszku wina, a ona powiedziała, żebym się rozebrał "do masażu". Odparłem, że nic z tego - jeśli ja mam się rozebrać do bielizny, to ona też. Po krótkim przekomarzaniu się stanęło na moim i zabrała się do masowania.

Po dłuższej chwili (bo to był bardzo dobry masaż) przewróciłem ją na łóżko i - cóż - zacząłem ją masować trochę inaczej. Reszta była całkiem przewidywalna.


Odważne wybory


Cała historia nie jest szczególnie zaskakująca. Po pierwszej randce wiedziałem, że jeśli tylko będzie nadal odpisywać, to jest bardzo duże prawdopodobieństwo, że druga skończy się w łóżku. Jednak wszystkie wydarzenia, które do tego doprowadziły, w szczególności oba flake'i i moje wycofanie, były kluczowe do zdobycia tej dziewczyny.

A może po prostu to było klasyczne "zielone światło"? Nie mamy jak się tego dowiedzieć. Natomiast na pewno opłaciło się odwołanie randki z inną dziewczyną, żeby spotkać się z tą i trzymanie łap przy sobie po pierwszym bouncebacku. A to nigdy nie są łatwe decyzje.

6 komentarzy:

  1. W skali HB ile byś jej dał?

    P.S. Zajebiście się czytało ten wpis.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie 8, dla kogoś innego 7, jakie to ma znaczenie?

      Usuń
  2. Można Ci czasami zadać pytanie na maila o poradę, w pewnej sprawie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak nie spróbujesz, to się nie dowiesz...

      Usuń
  3. Td króciutkie pytanko - na której randce eskalować (dotyk, objęcia, pocałunki). Laska może być (nie wiem czy jest) dobrym materiałem do LTR - pierwsza, druga, trzecia randka?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dotyk, objęcia, pocałunek (jeden) - pierwsza randka. Jak się uda, to seks też na pierwszej randce, a jak nie to na drugiej, maks trzeciej. Nie ma znaczenia co to za laska, patrz: http://pl.blog.tddaygame.com/2017/02/pierwotne-zadze-kontra-wyrachowane-zaloty.html

      Usuń