Ucz mnie, sensei!

Po tygodniu seksu - wracamy do umysłowej masturbacji. Ostatnio rozpocząłem nowy program treningowy, który ułożył dla mnie znajomy. Nowy harmonogram sprawił, że poczułem coś, czego się nie spodziewałem. Ból, zmęczenie i radość, że robię coś nowego.

Zawsze wydawało mi się, że jestem dość silny, bo uprawiam jakiś rodzaj sportu odkąd tylko pamiętam (a raczej odkąd przestałem być gruby). Mój znajomy udowodnił, że tylko mi się wydawało. Przy okazji przypomniałem sobie, że zawsze można się czegoś nauczyć od osób, które siedzą w tym samym co ty.


Nie wiesz, do czego jesteś zdolny


Nigdy bym sobie nie wybrał takich ćwiczeń, ani nie ułożył tak wymagającego programu. To jest to, czego chciałem; to jest to, co bym zrobił, gdybym miał wystarczającą wiedzę i wiarę, że mnie nie zabije. Nie wspomniawszy już o pewności, że przyniesie to świetne rezultaty. No cóż, na potwierdzenie tego ostatniego trzeba będzie poczekać...
Sytuacja, w której się znalazłem to konsekwencja niewyparzonego języka. Zmęczony słuchaniem o tym, jak to mój trening jest do kitu, powiedziałem, żeby złożył coś lepszego. No i się doigrałem.
Podobna sytuacja miała ostatnio miejsce, gdy daygame'owałem z wingiem. Będąc totalnie wyczerpanym, niewyspanym i w kiepskim nastroju chciałem uciec do domu, ale on zmusił mnie do wykonania kilku podejść. I o dziwo poszły one nadzwyczaj dobrze.

Nie jest żadną tajemnicą, że podrywanie w towarzystwie jest łatwiejsze, ale uświadomiłem sobie, że głupio założyłem, że będę w stanie się bez końca rozwijać na własną rękę. To ten sam błąd, który zrobiłem jeżeli chodzi o treningi.

To nie tak, że nie mam wiedzy, ale brak mi obiektywności. Moje wymówki są moje własne, bardzo dobrze je rozumiem. I chociaż potrafię skłonić ludzi do zapomnienia o swoich ograniczeniach w trakcie szkolenia, to bardzo ciężko jest spojrzeć w taki sam sposób na siebie. Po prostu zakładam, że istnieją dla mnie jakieś granice. Osoba stojąca obok ma to w dupie.


Strefa komfortu, prędkość komfortu


Największym problem z samorozwojem jest rozwój z komfortową prędkością. Gdy tylko opuścisz (nie)sławną strefę komfortu, zmierzasz w nieznane. I zamiast zanurzyć się w nim od razu ma się tendencję do odkrywania go po kawałku. A to jest dobre tylko w jednym aspekcie.

Zmierzanie w nieznane z pełną prędkością jest kiepskim pomysłem, jeśli mówimy o jeżdżeniu motocyklem czy osiąganiu życiowych celów. Możesz wpaść na nieoczekiwaną przeszkodę, potłuc się i zniechęcić. Dlatego niektórzy rezygnują z dopiero co rozpoczętych rzeczy. Za duże ryzyko, za duża brawura.

Z drugiej strony o wiele większa grupa mężczyzn dokładnie bada grunt przed postawieniem każdego jednego kroku. To co prawda działa, ale zajmuje też wieki. W takim tempie ciężko gdziekolwiek dojść.

Kiedy opuszczasz strefę komfortu zwykle robisz to z najmniejszą prędkością, która jeszcze daje ci wrażenie, że się poruszasz. O wiele lepsza jest maksymalna bezpieczna prędkość. A co tam, pozwól sobie też na popełnianie tylu porażek, ile tylko zapragniesz, aby tylko nie były śmiertelne.


Widziały gały co brały...


Niektórzy zastanawiają się jakim cudem wydaje mi się, że mogę pomagać innym, skoro sam się uczę? No cóż, człowiek się uczy całe życie - ten proces nie ma końca. A moje rezultaty są nie tylko stabilne, ale i stale ulegające poprawie. No i nie mam się też czego wstydzić.

Bez wstydu. Warszawa, czerwiec 2017.
Pomogłem do tej pory wielu facetom i odzew był zadziwiająco pozytywny zarówno jeśli chodzi o przeprowadzone sesje, jak i ich późniejsze wyniki. To jest coś, co czuję, że powinienem robić. Pokazywanie mężczyznom nowych możliwości zdobywania kobiet (czytaj: daygame) sprawia mi niesamowitą frajdę.
Nie jestem "naturalsem". Wszystkiego musiałem się nauczyć sam. Dzięki temu wiem jak tę wiedzę przekazać i jakie problemy napotyka się, gdy próbuje się nauczyć tego na własną rękę. W swojej poprzedniej pracy między innymi zajmowałem się szkoleniami, więc wydaje mi się, że mam pełne kwalifikacje do tego, co robię. Jeśli nie jesteś ode mnie o wiele bardziej skuteczny, to pewnie uda mi się choć trochę stuningować twój podryw.
Zobacz co piszą o mnie inni na mojej stronie o daygame'owych szkoleniach, bo oni na pewno szybciej rozwieją twoje wątpliwości. Albo zasubskrybuj mój kanał na YouTube, gdzie co jakiś czas pojawiają się infieldy, jeśli chcesz się upewnić, że mój styl podrywania odpowiada twoim oczekiwaniom.


Pisze i dzwoni...


Przez następne dwa tygodnie jestem w Kijowie na Ukrainie. Dołącz do mnie na sesję albo spotkajmy się na piwo. Możesz też śledzić moje poczynania na Twitterze. Będzie się działo.

1 komentarz:

  1. A gdzie dopisek "Audycja zawierała lokowanie produktu"?

    W samym wpisie rzucił mi się w oczy fragment:
    "Sytuacja, w której się znalazłem to konsekwencja niewyparzonego języka. Zmęczony słuchaniem o tym, jak to mój trening jest do kitu, powiedziałem, żeby złożył coś lepszego. No i się doigrałem."

    Jeżeli wypowiadasz się tak jak piszesz to stary jesteś za grzeczny. To jest blog pisany dla facetów, a nie dla cipek. Ty tu w ogóle nie przeklinasz. Raz że tego mi tu brakuje, żeby historie miały pazur. Żeby były opowiadane językiem facetów, a nie chłopców. Dwa trochę to niespójne z wizerunkiem jaki chcesz mieć tj. badboy - opinające koszulki, dekolty do pępka, sygnety, broda, motocykl itd. Jeżeli nie przeklinasz przy dziewczynach to tu masz niespójność z powodu której błądzisz po pustyni (jak ona tam się nazwała? R/k?). Zakładam, że mama raczej nie czyta tego bloga więc rzuć trochę mięsem do chuja. Pozdro.

    OdpowiedzUsuń