Nie zapowiadaj, działaj

Właśnie wróciłem z kolejnej wyprawy. Szwecja została podbita z morza, ale przy okazji okazało się, że niemożliwe jest połączenie takiego rodzaju żeglowania z jakąkolwiek pracą. Było to dość wyczerpujące, ale dzięki temu miałem też sporo czasu na przemyślenia.

Minęło pół roku odkąd zdecydowałem zmienić swoje życie w sposób, w który bym się nigdy nie spodziewał. Można powiedzieć, że ta podróż była zwieńczeniem etapu transformacji mojego życia, ale wszyscy wiemy, że on sie nigdy nie zakończy. Niemniej, wiele rzeczy od teraz będzie wyglądało zupełnie inaczej.


"Twórz siebie na nowo"


Co jakiś czas musimy wymyślić siebie na nowo. Nie tylko po to, żeby ciągle się doskonalić (bo inni też to robią), ale bez tego stracimy nasz ogień. Musimy mieć rzeczy, których pragniemy, jakiś obraz siebie, do którego dążymy i powód do zwleczenia się z łóżka każdego ranka.
Nie da się wypisać z tego wyścigu. Można zostać w jednym miejscu, ale inni pojadą dalej.
To jest daygame'owy blog, bo daygame był tą rzeczą, która skierowała mnie na tę drogę. Ale wszystko wykracza poza same podrywanie dziewczyn, chociaż wierzę, że większość z moich umysłowych masturbacji o życiu może zostać wykorzystane i do podrywu.

Szczególnie, jeśli te przemyślenia sprowadzają się do sposobów na lepsze i bardziej szczęśliwe życie co, szok i niedowierzanie, jest atrakcyjne.

Każda dziewczyna, która zgodzi się na żeglowanie przez Bałtyk jest odpowiednio nienormalna.


"Zachowaj w tajemnicy twoje intencje"


Niektórzy twierdzą, że cokolwiek robisz albo planujesz zrobić powinno zostać szybko rozgłoszone wszem i wobec. Tak na wszelki wypadek, gdybyś później chciał zmienić zdanie. Prawda jednak jest taka, że jeśli przyjdzie ci do głowy zrobić coś innego albo zupełnie odpuścić, to i tak nikt cię nie powstrzyma. A wycofując się z publicznych planów wyjdziesz na mięczaka.
Ogłaszanie swoich planów wszystkim w nadziei, że będą oni pilnowali ich wykonania jest tak głupie, jak szukanie swojego szczęścia u innych ludzi. To twój plan, więc tobie powinno zależeć. Innych to gówno obchodzi.
Wytrwałość i poświęcenie pochodzą z wewnątrz. Jeśli nie masz jaj, żeby doprowadzić swoje plany do końca, to najpierw skup się nad poradzeniem sobie z tą wadą. Jeżeli zawsze odpuszczasz zanim coś osiągniesz, to będziesz stał w miejscu. Nie wspominając już o tym, że takich ludzi ani się nie podziwia, ani nie lubi. Na szczęście - możesz to wyćwiczyć, tak jak ćwiczysz inne swoje cechy.

Jeśli masz dużo osiągnięć, zawsze wygrywasz, doprowadzasz rzeczy do końca i po prostu robisz robotę, to czyni cię to - słowami jednej dziewczyny - "seksi". Jeśli inni uważają cię za eksperta (w jakiejkolwiek dziedzinie), jeśli trzymasz swoje życie w ryzach i pod kontrolą, zmierzasz do celu to jest to połowa bycia atrakcyjnym. Jak to zwykle bywa ta druga połowa to pokazanie tej wartości czyli "gra".


"Wygrywaj działaniem, nigdy przekonywaniem"


Spędziłem z jedną dziewczyną ponad tydzień w ograniczonej przestrzeni jachtu. Jest to o tyle odmienne od niezobowiązującego randkowania, że trzeba się pilnować przez cały czas, całymi dniami. To nie jest już "spotkajmy się wtedy, kiedy mam dobry humor, jestem wyspany i mam czas". Tu jesteście razem 24/7.
Dziewczyna z którą podróżowałem to wariatka w dobrym tego słowa znaczeniu. Dobrze się bawiliśmy walcząc z deszczem, zimnem, dużymi falami i brakiem snu. Podobało nam się także odpoczywanie i zwiedzanie. A ponieważ była tak bardzo we mnie zapatrzona nie miało znaczenia, że kilka razy się potknąłem. Zwykle jednak nie ma aż tak dobrze...
Jest ona jedną z tych dziewczyn, po których wszystko widać, bo absolutnie nie potrafi panować nad emocjami. Szybko więc uświadomiłem sobie swoje potknięcia. Na przykład byłem zbyt zgodny pytając ją o zdanie, aż w końcu po prostu powiedziała, że pozwala mi zdecydować. Kobiety przecież wolą podążać.


Nie zapowiadaj, działaj


Wracając do tematu posta i pozostając wśród drobnych pomyłek - jeśli kiedykolwiek wspomnisz czy zasugerujesz coś dziewczynie, to ona potraktuje to jako obietnicę, którą lepiej, żebyś poparł działaniem. Zostanie to zapamiętane i może zostać wykorzystane przeciwko tobie, gdy kiedyś gówno trafi w wentylator.
Nigdy nie tłumacz się, czemu czegoś nie zrobiłeś. Po prostu zignoruj ten temat.
Jeśli wspomnisz o czymś dziewczynie, a potem tego nie zrobicie, to może to też być potraktowane jako push w modelu push/pull. Jest to przydatne, kiedy dajesz dużo więcej niż dziewczyna. Pozwalając jej na poczucie straty jednocześnie przypominasz jej, że ta znajomość powinna być zbalansowana - obie strony powinny dawać coś od siebie.

Na szczęście nie miałem z tym problemu. Tak mi się spodobała ta wyprawa, że zastanawiam się nad przebudowaniem sposobu, w jaki prowadzę moje daygame'owe znajomości. Ale do tego potrzebuję jeszcze trochę... czasu na morzu.

4 komentarze:

  1. Czekaj, czekaj, chcesz powiedzieć że żeglowałeś z jakąś sztuką poznaną na daygame? Kurcze, muszę w takim razie jeszcze dużo popracować nad spójnością własnej osobowości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A czemu nie? Mam znajomego, który zjeździł z poznanymi w ten sposób dziewczynami pół świata. Po co się ograniczać?

      Usuń
  2. Po co? Czasami piszesz, że umawiasz dwie dziewczyny na jedną godzinę, patrzysz która lepiej zareaguje i tą gorszą odwołujesz bo...szkoda na nią czasu. A teraz wyjeżdżasz z jedną dziewczyną na tydzień. W tym czasie mógłbyś zrobić ze 30-40 podejść, zgarnąć z 10 numerów, wychodzić na randki i zaliczać nowe. Po prostu masz podświadomą potrzebę bycia z jedną z tych dziewczyn. Nie mówię o związku i chodzeniu za rękę, ale coś jest na rzeczy. Piszesz o zmianach w swoim życiu i wydaje się, że Twój wiek, nasycenie kobietami, może trochę znudzenie schematami ciągnie Cię do bardziej "osiadłego" trybu życia.

    Co do wyjazdów - po co się ograniczać? Wyjedź sam i poznaj kogoś w każdym miejscu (a najlepiej uwiedź, zalicz, jedź dalej). Zabieranie kogoś to znowu bezpieczne granie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dorabiasz ideologię do zwykłego, przyziemnego wydarzenia: wyjeżdżałem na tydzień tak czy siak. W tym czasie mógłbym zrobić 0 podejść, bo na środku Bałtyku nie znajdziesz żadnej dziewczyny (a i często nie widać na horyzoncie żadnego statku). Przelot do Szwecji to kilkadziesiąt godzin płynięcia, to raz.

      Dwa, nie wiem jak Ty, ale ja autentycznie lubię te dziewczyny, z którymi się spotykam. Nawet, jeśli jest to "bez zobowiązań" i nie mam problemu, żeby robić z nimi coś więcej niż przerabianie kamasutry.

      Trzy, daruj sobie psychoanalizę ("masz podświadomą potrzebę"), bo słabo Ci to idzie.

      Usuń