Czy porno może być przydatne?

Ten tydzień to tydzień seksu. No, przynajmniej na tym blogu, ale mam nadzieję, że również w waszym życiu. Żeby płynnie przejść od zeszłotygodniowej umysłowej masturbacji do wspaniałego tematu doznań cielesnych zaczniemy od pornografii. A kiedy o tym mowa, to każdy w naszej małej społeczności mówi to samo.


Porno jest złe


Jest wiele badań na temat wpływu pornografii (i masturbacji z nią powiązanej) na zdrowych mężczyzn i  nie ma wątpliwości - porno jest złe. Każdy, kto ma ważną subskrypcję jakiegoś serwisu o tej tematyce powinien poważnie zastanowić się nad sobą. Bo kto w dzisiejszych czasach za to płaci?!

Nie będę tu nikogo uświadamiał. Jest pełno stron, postów, tematów, tekstów i artykułów, które wytłumaczą ci, dlaczego twoje życie bez pornoli będzie lepsze. Możesz to zaakceptować albo zignorować.
Każdy wie, że alkohol szkodzi zdrowiu, a jednak większość pije. Tak samo jest z pornolami, chociaż mało kto uważa, że one szkodzą.
Jeśli masz jakikolwiek problem, nawet najmniejszy, jakieś zaburzenia erekcji, problemy z seksem czy libido, cokolwiek nienormalnego w tej sferze - podejrzenia powinny paść na masturbację i porno. Nawet, jeśli wszystko jest ok - odstaw jedno i drugie i sprawdź jak się bez nich czujesz.


#nowanks


Podejrzewam, że większość skutków oglądania porno jest tak naprawdę związana z waleniem pod nie gruchy, niż po prostu z patrzeniem. No bo kto ogląda pornole tak jak zwykłe filmy? Przeważnie następuje sięgnięcie po sprzęt, szybka akcja i następujące po sobie uczucia euforii i winy.

Mastrubacja jest do kitu. To łatwy sposób na pozbycie się seksualnego napięcia, które to jest ogromnym motywatorem do podrywania dziewczyn i dążenia do wylądowania z nimi w łóżku.
Niektórzy podchodzą do dziewczyn i zgarniają numery, z którymi potem nic nie robią, bo twierdzą, że "nie były takie dobre". O ile nie sypiają z co najmniej pięcioma innymi, to kłamią. Albo się boją, albo za dużo trzepią.
Z tego co odkryłem, to masturbacja działa zupełnie inaczej niż seks z kobietą. Po przespaniu się z kimś zwykle mógłbyś bez problemu pójść do łóżka z inną. Ale po zwaleniu sobie całe pożądanie ucieka jak powietrze z przebitej prezerwatywy.


Użycie, a nadużycie


Łatwo jest się uzależnić od rzeczy łatwych i przyjemnych. Nawet jeśli to nie jest (jeszcze) uzależnienie to możesz wykształcić sobie bardzo zły nawyk, który powoli i po trochu będzie rujnował ci życie.

Nie mogę przecież wstawić tutaj klipu porno... A może jednak?
Taka już jest natura rzeczy, że to, co łatwe, miłe i przyjemne zwykle jest dla ciebie złe, a to, co długoterminowo dobre wymaga ciężkiej pracy, oddania i poświęceń. A mało kto jest w stanie zamartwiać się całe życie.

Jeśli łatwo się nie uzależniasz, to masturbacja raz w miesiącu, piwo co jakiś czas, sesja porno podczas długiej i samotnej nocy albo skręt w trakcie wizyty w Amsterdamie nie będzie miał na ciebie żadnego wpływu. O wiele gorzej wyjdziesz na obwinianiu się o każde potknięcie, niż przez same te potknięcia.
Nie da się stać lepszym w czymkolwiek, jeśli nie śledzisz swoich postępów. Jeżeli masz taką potrzebę, prowadź dziennik uzależnień.
Nie można jednak pozwolić sobie na zbyt wiele. Przez większość czasu powinieneś trzymać się w ryzach, a wyjątki powinny być właśnie tym - czymś niezwykłym, pomyłką albo... narzędziem.


Strategiczne użycie pornografii


Moje doświadczenia z odstawieniem pornografii i masturbacji są ciekawe. Nie miałem żadnych problemów z trzymaniem rąk przy sobie (czy też raczej: na kołdrze), a po dwóch miesiącach w ogóle zapomniałem co to masturbacja. Czy odczułem jakąś różnicę? Być może byłem trochę bardziej napalony w samych początkach. Zawsze mam kilka dziewczyn z którymi sypiam, więc nie było to zauważalne.

Totalne odstawienie porno i erotyki miało bardziej nieoczekiwane rezultaty. Po około dwóch miesiącach moje libido osiągnęło dół. Nie miałem żadnych łóżkowych problemów, ale moja chęć do podchodzenia gdzieś się ulotniła, a myśli o gonieniu za każdą spódniczką, która nie ucieka na drzewo po prostu zniknęły.

O dziwo sesja porno zrestartowała moją daygame'ową motywację. Wystarczyło kilka filmików, zero dotykania, jęki płynące z głośnika i powyginane ciała na ekranie, żebym szybko znalazł się w seksualnym nastroju. Następnego ranka obudziłem się z solidnie postawionym namiotem i ochotą na znalezienie nowej partnerki.
Czasami puszczam sobie kilka kilpów zanim wyruszę na daygame. Pomaga to w projekcji moich seksualnych zamiarów. Ale nie próbuj tego, jeśli nie potrafisz się powstrzymać od dotykania się!
Od tamtego eksperymentu z powodzeniem stosuję tę technikę do zwiększania motywacji i bycia bardziej do rzeczy, kiedy akurat nie jestem w nastroju. "Nie interesują mnie młode, atrakcyjne dziewczyny" to fatalna wymówka. Tylko pamiętaj - bez dotykania! Zastąpienie prawdziwego seksu masturbacją pod porno jest ogromnym błędem.

Bo rzeczywisty seks jest lepszy niż cokolwiek zobaczysz na ekranie komputera.

1 komentarz:

  1. SchrodingerPUA20 cze 2017, 16:15:00

    No, NARESZCIE któryś z polskich blogujących PUA poruszył ten temat! U mnie osobiście to wyglądało tak, że za starych AFCowskich czasów, gdzie tkwiłem w totalnym dnie z jakimikolwiek relacjami międzyludzkimi (wszystkimi, nie tylko damsko-męskimi), natrafiłem w internecie na taką "grupkę" o wdzięcznej nazwie NoFAP (nofap.com). Postanowiłem spróbować, i kompletnie odstawić masturbację i porno. Na początku było trudno, później przekonałem się o zaletach czegoś takiego - +1000 do ogólnego samopoczucia, mniej stresu, +1000 do pewności siebie i opinii o sobie (z angielska self-esteem), +1000 do motywacji i tak dalej. Pojawiały się też różne trudności - np. zdarzało się coś takiego, że po dosłownie 15 sekundach wyobrażeń seksu dostawałem wytrysku (tak! bez dotykania sprzętu czy czegokolwiek innego), i później bombardowałem się przez kilka dni myślami typu "cholera, masturbowałem się czy nie, nosz kurwa tak czy nie, no ja kurwa przecież nic nie zrobiłem" i tak dalej, jednym słowem powstały pewne kotwice, co do czy ich istnienie jest poprawne nie mam pewności do teraz. I przenosząc się do teraźniejszości, jako początkujący PUA, jeżeli już się zdarzy, że po kilku tygodniach będę już po prostu musiał "zwalić konia", wraca stare poczucie winy, bombardowanie się z dialogiem wewnętrznym i tak dalej... może dalsze sukcesy w rozwoju osobistym i ogólnie pojętym PUAsowaniu to za jakiś czas zlikwidują, cholera wie...

    OdpowiedzUsuń