Czy żadna 20-tka nie nadaje się do związku?

Mógłbym napisać po prostu: nie, nie warto wchodzić w poważne relacje z 20-latkami, ale to by urodziło jeszcze więcej pytań, więc postaram się też o argumenty. O te ostatnie łatwo, bo temat został sprowokowany niedawną dyskusją na jednym forum.


Niestałe 20-tki


Dyskusja rozpoczęła się od tematu jednej konkretnej dziewczyny, ale - jak to się mówi - things escalated quickly i rozmawialiśmy w ogóle o związkach z młodymi dziewczynami. Moje zdanie jest proste, jasne i niezmienne: nie ma co się silić na w poważne, stałe relacje z młodymi dziewczynami, bo one i tak nie przetrwają próby czasu.
Moim osobistym zdaniem długotrwałe związki w ogóle nie mają wystarczająco dużo plusów ponad ich minusami, ale niektórzy z was chcą mieć dzieci albo nawet żonę. Trzymam za was kciuki, bo na tej loterii bardzo łatwo można przegrać.
Po skończeniu studiów i rozpoczęciu pracy bardzo często u jednej lub drugiej strony zachodzi duża zmiana w życiowych celach. A wtedy szansa na to, że w dalszym ciągu kierunek (i zwrot) życia dla obojga będzie taki sam są minimalne.

To nie jest tak, że zakładam, że nawet grzecznej dziewczynie odbije szajba, zmieni się osobowość i zacznie ona wyciągać facetów z klubów na trójkąty, chociaż nigdy wcześniej nie postawiła nogi w takim przybytku. Nie mówię o tym, ale o zwyczajnych, przyziemnych rzeczach jak praca, kariera, miejsce zamieszkania, pasje, itd. A jeśli nie macie po co spędzać razem czasu, to na cholerę ten związek?

No bo tak serio - ile znacie par, które zeszły się w liceum albo na początku studiów i nadal są razem? Pamiętajcie, żeby odliczyć te, które wpadły i mają dziecko, bo to jednak odrobinę inna sytuacja. Ja znam jedną i to też nie na tyle, żeby stwierdzić, czy faktycznie są szczęśliwi.
To, że widzicie kogoś raz na rok przy jakiejś okazji nie znaczy, że wiecie jak wygląda jego życie. Wszyscy nosimy maski.


Szalone 20-tki


To też nie tak, że każda 20-tka eksperymentuje jak szalona i robi rzeczy, które dziwią nawet osoby zapuszczające się na krańce Internetu w poszukiwaniu porno. Zawsze mamy do czynienia z jakimś spektrum czy rozkładem normalnym. Moja rada opiera się o statystykę (ile par przetrwa) i obserwacje (#samaniewiemczegochce).

Zawsze będą dziewczyny nieśmiałe, szalone i te pomiędzy. Nieważne czy mówimy o 20-tkach, 30-tkach czy 40-tkach. Kwestia tego, jaka część z nich faktycznie nie wie czego chce, nie ma pojęcia dokąd zmierza i co ma zamiar robić. No i niestety, im młodsze, tym bardziej zagubione. Nic dziwnego. Pamiętasz siebie w wieku 20 lat?

Poważne i rozsądne młode dziewczyny planujące przyszłość.

Czyli nic poważnego? Zostaje tylko dziki seks z młodym ciałem i nie zwracamy uwagę na to, co jest w głowie? Moim zdaniem w tym wieku w środku jest jeszcze siano. I jeśli dziewczyna chce spróbować szalonej nocy ze starszym mężczyzną, to nie ma sensu jej tego odmawiać (bo jak nie ty, to inny). Ale nie ma co się angażować.

Każdy związek z 20-tką ma termin ważności i trzeba to zaakceptować. Można zrobić z niej fuck-frienda, można zainicjować jakąś krótką relację, ale warto pamiętać, że to się skończy. Nie mówię, że "nie ma absolutnie żadnych szans, że wyjdzie z tego coś trwałego". Mówię, że te szanse są "pomijalnie małe". Trzeba założyć, że i tak nic z tego nie będzie i traktować to jako punkt wyjścia.
Nastawienie może być różne - od "prześpimy się ze sobą kilka razy" przez "pospotykam się z nią parę miesięcy" do "zbuduję z nią poważny związek na lata". Im bliżej tego ostatniego, tym będzie bardziej bolało.


Mężczyzna przed 30-tką


Mężczyzna przed 30-tką przede wszystkim powinien wybić sobie z głowy jakiekolwiek pomysły o związaniu się z kimś na stałe. Ani nie wie, czego naprawdę chce, ani się jeszcze w pełni nie rozwinął, ani nie doświadczył wystarczająco dużo, żeby móc się świadomie zdecydować.

Wiem jak to brzmi z moich ust - sam mam dopiero 30 lat (i jeden bardzo długi związek na koncie). Ale wszyscy starsi ode mnie ludzie których szanuję i od których się uczę mówią dokładnie to samo.

Mężczyznom nie tyka biologiczny zegar, nigdzie nam się nie spieszy. Dwudziestolatkowie powinni budować siebie, swoje życie, swoje biznesy, zdobywać wiedzę i umiejętności, tak, by potem mogli świadomie i bezpiecznie podejmować decyzje.

No bo co wie o życiu taki 22-latek planujący ślub z "tą jedyną", która jest "inna niż wszystkie"?


Dziewczyna z małego miasteczka


Zakładam, że większość czytelników tego bloga jest z "dużych ośrodków miejskich", bo tylko takie miejsca nadają się do uprawiania daygame'u na sensowną skalę. Ani na wsi, ani w małym miasteczku daygame nie ma sensu. Ani nie ma tylu dziewczyn, ani anonimowości, a i podejście do życia jest jakieś inne.
Gdy dziewczyna z małego miasteczka trafia do dużego, to bardzo szybko się dostosowuje do tego trybu i nastawienia do życia staje się "taka jak inne".
Za każdym razem jak odwiedzam moje rodzinne miasto w oczy rzuca się liczba młodych, dwudziestokilkuletnich dziewczyn pchających wózki z dziećmi. Zakładam, że nie wszystko to są wpadki, więc jednak w mniejszych miejscowościach ludzie decydują się na wczesne macierzyństwo.

Pozostaje jedna kwestia nie do rozwiązania - czy te 20-tki i ich partnerzy faktycznie są szczęśliwi, czy po prostu tak żyją, bo nie mają innej możliwości? No cóż, tego się nie dowiemy...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz