Koniec z dostatkiem!

Ostatnie zmiany w moim życiu nieźle mi namieszały. W związku z tym powinienem dostosować swoją grę (i w swój daygame) pod nowe warunki, bo szybko skończę tylko z relacjami, które już mam. Jeśli chcę nadal robić, to co robię, to powinienem wykorzystać nowe okoliczności.


Problemy pierwszego świata


Jest już prawie połowa roku, a jak do tej pory sypiałem z 12 dziewczynami, z czego 8 to nowe zdobycze. I nawet jeśli w zaledwie 5 miesięcy udało mi się przespać z większą liczbą dziewczyn niż przeciętny facet przez całe życie, to nie jest to szczególny wynik w światku uwodzicieli.
Lubię robić to, co robię. Spotykam się ze świetnymi dziewczynami. Nie narzekam. Ale jak zawsze szukam sposobów na optymalizację swojego życia.
Są dwa główne powody stojące za tym, jak daygame'owo wygląda ten rok. I w dodatku oba są ze sobą powiązane. Po pierwsze zrobiłem ledwo dwie trzecie podejść, w porównaniu z podobnym okresem w 2016. To z kolei znaczy, że mam mniejszy wybór i mniejszą szansę na trafienie "zielonego światła".

Z drugiej strony, za dużo podróżuję. I nie mówię tu nawet o eurojauntach, chociaż akurat moja fascynacja Ukrainą zajmuje dość dużo czasu (i z mizernymi wynikami w porównaniu do zeszłego roku). Po prostu zbyt często nie ma mnie w Warszawie, żeby randkować czy nawet daygame'ować. Wszystkie moje kontakty nagle wpadają do worka z napisem "długa gra".


Rozwiązania, a nie problemy


Wygląda na to, że po prostu znalazłem się w nowych i nieoczekiwanych okolicznościach. Nie jestem już stacjonarnym daygamerem, ale też nie jestem nomadem. Po prostu żyję w jednym mieście, ale często mnie w nim nie ma. Wydaje mi się, że mogę tego użyć, żeby przyspieszyć nieco cały proces uwodzenia. Szczególnie, jeśli trafię na odpowiednie dziewczyny.

No i weź tu się skup na daygame'owaniu...
Byłem zaskoczony sukcesami, jakie Roy Walker miał w Warszawie. W szczególności liczbą SDL (ang. same day lay, seks na pierwszym spotkaniu tego samego dnia). Oczywiście wiąże się to z ogromnymi problemami z LMR (które napotkał) i wymaga skupienia się na dziewczynach, z którymi SDL jest możliwy, a jescze lepiej - prawdopodobny (co też zrobił).

Wciąż chcę mieć swój mały harem, a niektóre z jego dziewczyn, chociaż zdecydowanie były atrakcyjne, to nie nadawały się do luźnych związków. Coś za coś.

Roy dwie rzeczy robił inaczej: działał bardzo zdecydowanie i bardzo szybko (na co mógł sobie pozwolić, bo tu nie mieszka i dziewczyny wiedzą, że "teraz albo nigdy") oraz wykonał mnóstwo podejść, żeby gdzieś wśród nich znaleźć te widoki na SDL. To z kolei dało mi do myślenia.


Życie w dostatku


Moje nastawienie do tej pory opierało się o dostatek kontaktów i moje umiejętności, które pozwalały mi zdobyć dowolną ich liczbę, kiedykolwiek sobie tego zażyczę. Brzmi nieźle?

To było świetne w początkach mojej kariery kobieciarza i pozwoliło mi ukształtować moje wewnętrzne przekonania, ale stało się też moją nową strefą komfortu. Wiem, że kiedy tylko zechcę, mogę znaleźć tyle zainteresowanych dziewczyn, żeby wypełnić wszystkie wieczory przeznaczone na randkowanie. I to jest problem.

Nie skupiam się na szybkim seksie, ale na randkowaniu z interesującymi i atrakcyjnymi dziewczynami. Prawdą jest, że dostajesz to, w co mierzysz - mam kilka ciekawych, luźnych relacji i randkuję z nowymi dziewczynami, ale wszystko to wychodzi od pomysłu na "zapełnianie sobie wolnych wieczorów". Mniej mi się chce działać, gdy mam napięty kalendarz.

Tak zupełnie szczerze, to nie wychodzę na daygame, kiedy wiem, że nie będę miał czasu na randkowanie z nowymi dziewczynami. A to źle.


Wybredne życie


Muszę przestać daygame'ować, żeby wypełniać wieczory. Muszę zacząć zgarniać tyle nowych numerów ile się da i przebierać wśród nich, żeby znaleźć te dziewczyny, z którymi seks jest najbardziej prawdopodobny. Wybrzydzać, wybierać odpowiednie kontakty i działać z nimi bardziej zdecydowanie.

Cały ten pomysł pod tytułem "nie mam czasu randkować" musi się skończyć. Mam czas, muszę tylko lepiej go wykorzystywać. Zdobyć jeszcze więcej kontaktów i pieczołowicie wybrać te, które pasują do moich nowych warunków (mniej czasu w Warszawie) i przestać mieć randki donikąd. Jeśli nie skończymy w łóżku, to ona przynajmniej powinna wiedzieć, że stanie się to następnym razem.

I na tym upłynie moje lato. A twoje?

5 komentarzy:

  1. Moim zdaniem zdaniem zdecydowanie przesadzasz z tymi świetnymi wynikami Roya Walkera. Jeśli chodzi o DG to mamy: 3 razy seks na 130 podejść, czyli konwersja na poziomie 2% z małym ogonkiem. Serio, taki powód do chwały? Ty miałeś wyniki w okolicach 1,5%, więc chyba jesteście na podobnym poziomie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U niego poszło dużo szybciej, same day lay / first date lay. Ja ciągle oscyluję wokół seksu na drugiej-trzeciej randce. Co przy moim aktualnym trybie życia przeciąga się czasami i na parę tygodni.

      Tak jak napisałem - nie marudzę, szukam sposobów na optymalizację.

      Usuń
  2. "Muszę zacząć zgarniać tyle nowych numerów ile się da i przebierać wśród nich, żeby znaleźć te dziewczyny, z którymi seks jest najbardziej prawdopodobny."
    To prowadzi do długiej pisaniny na whatsapp i tracenia czasu na panienki które lubią dużo i brzydko pisać ale boją się tego robić. Czy nie lepiej skupić się na zielonych światłach?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zielone światło bardzo ciężko poznać na ulicy. Nie mam na myśli cyberseksu i wysyłania nagich fotek, ale np. zamiast ustawiać jedną na poniedziałek, drugą na wtorek, to ustawić wszystkie na pon i zobaczyć, która najlepiej zareaguje. Popisać krótko i zobaczyć jak jest responsywna. Przestać "zapełniać wieczory dziewczynami jak leci", a zacząć "umawiać się z tymi, gdzie jest perspektywa szybkiego wylądowania w łóżku".

      Usuń
  3. Zazdroszczę tej łatwości w poznawaniu kobiet, zazdroszczę tych umiejętności. Piszę to całkiem serio. Niestety mi tego brakuje, śmiałości, luzu, zdecydowania. Ehh beznadzieja.

    OdpowiedzUsuń