Raport - 19-tka rok później (część 1)

Ten raport nie opisuje żadnego wielkiego wyczynu. Zawsze, kiedy prześpisz się z dziewczyną po długim czasie od zebrania numeru to znaczy, że nie byłeś na szczycie jej listy. Ale lekcje płynące z tej historii są tak istotne, że czuję się zobowiązany do podzielenia się.

To będzie długi tekst, bo to, co się działo było bardzo rozciągnięte w czasie. Tym razem opiszę tylko to, co się wydarzyło, a w następnym - dlaczego. Jedziemy.


Podejście, Numer, Randka


Musiałem sięgnąć do naprawdę antycznych notatek, aby dotrzeć do samego początku tej znajomości. Zagadałem tę niesamowicie uroczą dziewczynę pod koniec listopada 2015-ego roku. Dość wysoka (w okolicach 170 cm), wspaniałe zgrabne nogi, blond włosy i niewinna twarz. No po prostu urocza. Dopiero co przeprowadziła się do Warszawy na studia i nie zdążyła jeszcze poznać miasta. Idealnie.

Od zebrania numeru do randki upłynęły dwa dni, a to zwykle znaczy, że przynajmniej będzie konkretnie. SMS-y popłynęły zgodnie ze standardowym planem stwierdzenie-zapytanie-zaproszenie, przez co bohaterka prawie wyglądała na "yes girl".

Na randce dowiedziałem się wielu rzeczy - że lubi starszych facetów, ostatnio zerwała ze swoim chłopakiem i w sumie nie ma zbyt wielu znajomych. Wszystko to brzmiało zachęcająco, ale pochodziła z bardzo tradycyjnej i dużej rodziny (wiele rodzeństwa), była bardzo religijna i... miała 19 lat. Wtedy byłem parę dni przed swoimi 29-mi urodzinami, ale ona nie przejmowała się tą różnicą. Ja tym bardziej.
Religia zwykle nie jest problemem, ale podejrzewałem, że tu będzie znaczącym czynnikiem. Ona nie była po prostu religijna, była głęboko wierząca.
Były to mieszane sygnały. Z jednej strony była bardzo naiwna, z drugiej miałem wrażenie, że ogarnia swoje życie. Nieszczególnie imprezowa, raczej nieśmiała. Gadatliwa, gdy się zdenerwuje, ale po jednym piwie i drinku całowaliśmy się bez jakichkolwiek problemów. Nie było jak przenieść się do mnie, na tym więc skończyła się randka numer jeden.

Była odrobinę głupiutka i zdecydowanie niedoświadczona. Wiele rzeczy było dla niej nowe i łatwo było zrobić na niej wrażenie. W końcu byłem o 10 lat starszy. Ale to też znaczyło, że o wiele bardziej niż ja lubiła SMS-owanie. Ponad rok temu wciąż byłem winny paru textgame'owych grzechów i tym sposobem przeesemesowaliśmy cały grudzień.


Druga randka, Zostańmy przyjaciółmi


Udało nam się ustawić kolejne spotkanie w połowie stycznia. Pretekstem był hummus w restauracji nieopodal mnie. Była to kolejna rzecz, której ona nigdy nie próbowała. Nie potrzeba zbyt wiele, żeby zgarnąć parę plusów u tak młodej dziewczyny.
Większość rzeczy nie dzieje się bez przyczyny. 40 dni pomiędzy randką numer jeden i dwa? Pewnie jest ktoś jeszcze... albo to tylko wpływ Świąt.
Randka była świetna: wypiliśmy po kieliszku wina i przenieśliśmy się do mojego mieszkania, które znajdowało się w budynku obok restauracji. Poszło łatwo i myślałem, że tak będzie dalej. Nic nieoczekiwanego nie wydarzyło się też po bouncebacku. Ot, standardowy plan pod tytułem "wino, perkusja, przenosiny do sypialni, nastrojowa muzyka, przenosiny do łóżka, eskalacja".

Nie jestem jakimś wielkim fanem blondynek, ale ta... ta była urocza.
Sprawiała wrażenie strasznie niedoświadczonej, a moja ówczesny plan na sypialnię był daleki od idealnego. Do niczego więcej niż obmacywanie się i całowanie nie doszło. Moja notatka po tej randce to "będzie ciężko - może potrzeba więcej czasu".
Bohaterka historii była naprawdę dobrą wokalistką. Nabieram przekonania, że umuzykalnione dziewczyny są dla mnie pechowe.
Z naszymi rozmowami przenieśliśmy się na Facebooka w daremnej próbie pokazania, że nie chodzi mi tylko o seks. Niektóre dziewczyny czują się bardziej "bezpieczne", jeśli mają faceta w znajomych na FB, a moim zdaniem głównie chodziło tu o poczucie bezpieczeństwa.

Nasze konwersacje nie były szczególnie rozbudowane ani też częste i około miesiąca później przy kolejnej próbie ustawienia się na randkę odmówiła przyjścia do mnie. Zaproponowała za to spotkanie na mieście. To była próba pozbycia się seksualnego komponentu naszej relacji ("zostańmy przyjaciółmi"), powiedziałem więc wprost, że nie jestem czymś takim zainteresowany.


Długa cisza

To jest moment, w którym cała historia zaczyna się robić interesująca, ale wciąż to nic w porównaniu do tego, co miało się wydarzyć. Przez kilka miesięcy co jakiś czas dostawałem od niej pytania czy znam kogoś, kto ma pokój na wynajem albo czy chciałbym dołączyć do niej i jej koleżanki na imprezie.

Te dziewczę ewidentnie szukało atencji. Bardzo często zdarzało jej się ot tak wysłać mi jakieś selfie, zapewne licząc na mój komentarz. Daremnie. Uparcie ignorowałem też wszystkie próby "wyciągnięcia mnie do klubu".
Czasami jest oczywiste, że dziewczyna pożąda tylko i wyłącznie uwagi, a nie towarzystwa. Warto się wtedy powstrzymać.


Powrót, Zaoranie


Po którymś z kolei polowaniu na nowy pokój w Warszawie i dłuższej niż zwykle wymianie SMS-ów (i tonie nowych selfie) stwierdziłem, że czas sprawdzić czy faktycznie chodzi jej tylko o moją uwagę, czy też może liczy na coś więcej (gdzie "coś więcej" to mój penis; wyszukane metafory nie są moją mocną stroną).

Spróbowałem się z nią umówić i otrzymałem powtórkę z lutego. Bardzo chciała się spotkać... ale nie u mnie. Tym razem byłem zdecydowanie bardziej seksualny i żartowałem o dzikich nocach, których i tak przecież nie będziemy mieli. Chciałem zobaczyć gdzie leży granica i zmusić ją do określenia się. W tym momencie numer miał już ponad rok, a od ostatniej randki minęło 11 miesięcy...

Strategia zadziałała - w pewnym sensie. Okazało się, że ma chłopaka i po prostu chciała podtrzymać kontakt. Czy to była próba bezpiecznej zmiany partnera w jej wykonaniu (znaleźć nowego, zanim zostawi starego) czy kolejne "zostańmy przyjaciółmi"? Nie mam pojęcia i nie interesowało mnie to zupełnie. Wytłumaczyłem jej, że nie jest możliwe, żeby przestała być dla mnie atrakcyjna. Lepiej więc będzie, jak przestaniemy ze sobą gadać.

Oczywiście niczego to nie zmieniło. Nie z tą dziewczyną. Minęły tygodnie, a ona znów zaczęła pisać do mnie nocami próbując mnie gdzieś wyciągnąć. Po którymś selfiaczku z kolei odpisałem "takie zdjęcia wysyłaj do swojego chłopaka". Po tym w końcu nastała cisza.


Kolejna przerwa

  
Nie na długo. Wkrótce zmieniła strategię i zaczęła wypytywać mnie o moje podróże. Okazało się, że szuka nowego pokoju (znowu!) i zaczęła nagrywać utwory, którymi z chęcią się podzieliła. Powiedziałem (zgodnie z prawdą), że mógłbym ją wykorzystać jako wokalistkę, ale dobitnie podkreśliłem, że to będzie znajomość czysto muzyczna i żeby sobie za dużo nie wyobrażała. Wtedy też wszystko zaczęło się zmieniać.

Zdecydowanie szukała kontaktu ze mną, dopytywała a to o muzykę, a to o moje treningi. Podtekst się zmienił, chodziło o coś innego niż wcześniej, ale wciąż to jeszcze nie była chęć wskoczenia mi do łóżka. Chociaż skłamałbym, gdybym powiedział, że nie chciałem się z nią przespać. Ale w tym momencie to wciąż była głupiutka, irytująca dziewczyna.
Pamiętam doskonale jak próbowała przekonać mnie, że Iron Maiden to satanistyczna muzyka i zarzekała się, że w życiu nie zaśpiewa żadnego ich kawałka. To nie brzmi jak materiał na dziewczynę, która dopuszcza seks bez zobowiązań.
Wciąż ignorowałem wszystkie jej próby rozmawiania o czymś poważnym, nadrabiania zaległości i jej kolejne selife.


"Czy to dziwne, że przed snem często o Tobie myślę?"


Totalna zmiana nie tylko reguł gry, ale w ogóle całej konkurencji nastąpiła pewnej nocy, gdy otrzymałem od niej SMS-a o treści "Czy to dziwne, że przed snem często o Tobie myślę?". Zaraz po nim poprawiła się, dodając "Tylko czasem". Całe te ignorowanie zrobiło robotę i właśnie siedziałem głęboko w jej głowie. Incepcja.
W tym momencie byłem pewien tylko jednej rzeczy: jakikolwiek ruch z mojej strony, który sugerowałby, że jestem nią zainteresowany zburzyłby to wszystko. Była jedną z tych dziewczyn, która pożąda uwagi w celu walidacji. Nie dostawała tego ode mnie przez bardzo długi czas i miałem nadzieję, że mogła się zapędzić i zainwestować w tę znajomość nieco za dużo.
Byłem okrutnie ostrożny. Jeden fałszywy ruch i wszystko to rozpadłoby się jak domek z kart. Teraz już oczywiście myślała o mnie "w ten sposób", ale chciałem mieć pewność, że ewentualne spotkanie będzie przebiegało tak, jak  tego chcę. A to ciągle jeszcze nie był ten moment.

Co ja zrobię... Po prostu lubię urocze, drobne i szczupłe dziewczyny. Niezależnie od koloru włosów.

Drugie zaoranie


Dużo mówiła o tym, że musimy nadrobić te miesiące, przez które się nie widzieliśmy, ale nie była konkretna w temacie "kiedy". Na uczelni trwały zimowe ferie i nie było jej w Warszawie. Pomimo tego ciągle wspominała coś o spotkaniach i - niestety - wróciła do podsyłania selfie.

Po jednym szczególnie głupim zdjęciu znowu musiałem znów stać się brutalny. Wszyscy wiemy jak wygląda typowe zdjęcie płaskiego brzucha, które jest powodem do dumy dla niektórych dziewczyn. Zacząłem od klasyki - skomentowania bałaganu w jej pokoju, ale kiedy zaczęła stawać okoniem i bronić wysyłania takich zdjęć skomentowałem to tekstem "Miałem Cię za inteligentną dziewczynę, która ma się czym pochwalić poza młodym ciałem." Powiedzieć, że była tym oburzona, to grube niedomówienie. I bardzo dobrze.
Nie ma nic gorszego niż obojętność. Jeżeli potrafisz wkurzyć dziewczynę, to znaczy, że twoje zdanie jest dla niej ważne i możesz wpływać na jej emocje.
 Ku mojemu zaskoczeniu kilka dni później zupełnie bez ostrzeżenia zapytała czy mam następny dzień wolny. Delikatnie i precyzyjnie wyjaśniła, że chce się ze mną zobaczyć wieczorem i nadrobić zaległości. Dodała, że ona ma zupełnie wolne dzień później i nie musi wcześnie wstawać. Że co?

Nie mogłem uwierzyć własnym oczom, kiedy dodała "W sumie trochę tak głupio, nie wyobrażaj sobie za dużo :D". Dopytałem czego konkretnie mam sobie nie wyobrażać i w odpowiedzi dostałem "Nic takiego by się między nami teraz nie wydarzyło. Ale chciałabym z Tobą posiedzieć i porozmawiać, nawet całą noc :)".

Ta dziewczyna właśnie wprosiła się do mnie na noc, cóż za niespodzianka. Nie mogłem się z nią spotkać dokładnie tego dnia, więc przełożyliśmy to na tydzień później. Te 7 dni spędziliśmy głównie na uzgadnianiu logistyki i godziny, o której w końcu zwleczemy się z łóżka i co będziemy robić następnego dnia. Nawet zgodziła się zrobić śniadanie!

Oczywiście wciąż miało "do niczego nie dojść".


Trzecia randka - rok później


Postarzenie się o rok (do "aż" 20 lat) nie zrobiło wielkiej różnicy. W międzyczasie nauczyła się robić subtelny makijaż i chodzić w szpilkach. Wciąż była strasznie ładna i strasznie młoda.

Wiedziałem, że jeden fałszywy ruch, jedno pokazanie, że mi zależy i jestem skończony. Byłem bardzo ostrożny, żeby całe spotkanie traktować lekko. Nie chciała jeść, więc zrobiłem sobie kolację. Dużo gadaliśmy, skupiając się na jej śpiewaniu i moich podróżach.
Ona nigdy nie była za granicą. Ja odwiedzam kilka krajów każdego roku. Chwalenie się nie było konieczne, ale zbyt łatwo robiło się na niej w ten sposób wrażenie.
Powstrzymywałem się. To ona chciała, żebym siadł bliżej jej, trzymała mnie za rękę i szukała fizycznego kontaktu. Otworzyliśmy butelkę Prosecco (o którym oczywiście nigdy nie słyszała) i pocałowaliśmy się po raz pierwszy (tego roku) gdzieś po około dwóch godzinach.

Kiedy w końcu przenieśliśmy się do łóżka z drugą butelką, żeby "pooglądać filmy" zaproponowała, że się przebierze do spania. A jako że nie wzięła nic ze sobą, poprosiła o t-shirt. Ja wciąż nie wykonywałem żadnych ruchów, ani nie robiłem łóżkowej atmosfery. Nie darowałbym sobie, gdybym to spalił.

Wróciła z łazienki w t-shircie i bardzo wyciętej bieliźnie, sama zaczęła się kleić i dopytywać o pozycję w jakiej będziemy spać. Uznałem, że to już czas. Poszedłem pod prysznic, wróciłem, zaczęliśmy się całować i bez jakichkolwiek oporów poszliśmy na całość.

Uprawialiśmy każdy rodzaj seksu, włącznie z analnym i zdecydowanie było widać, że dziewczyna po prostu lubi ten sport i wie, że nie ma w tym nic złego. Ponieważ następny dzień miałem wolny, to na zmianę kochaliśmy się i drzemaliśmy gdzieś do południa.

Jej zachowanie o poranku było zdumiewające. Nie tylko była "przylepą", która naprawdę lubiła czuć moje ciało i przytulać się naprawdę mocno. Nie miała też żadnego problemu z byciem nagą. I to nieważne czy akurat robiła śniadanie, czy pomagała mi spakować się do Budapesztu. Oboje czuliśmy się zupełnie naturalnie, pomimo dzielących nas dziesięciu lat.

Z naszych długich rozmów płynęła rzeka nauki. Kiedy leżeliśmy na łóżku, pomiędzy pieprzeniem się niezliczoną ilość razy, a także następnego dnia odbyliśmy mnóstwo poważnych konwersacji. Biedne dziewczę nie miało z kim porozmawiać na tematy damsko-męskie i była naprawdę zadowolona, że mogła otworzyć się do kogoś, kto ją rozumie.


Wszystko to, co usłyszałem było bezpośrednim potwierdzeniem wszystkiego, czego nauczyłem się w ostatnich latach. Gdybym nie był po "czerwonej pigułce" pewnie byłbym zszokowany. Ale o tym w następnym tekście.

2 komentarze:

  1. O co chodzi z tą czerwona pigułka?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. https://en.wikipedia.org/wiki/Red_pill_and_blue_pill

      "The term "red pill" is frequently used by people in the men's rights movement as a metaphor for the specific moment when they come to the belief that certain gender roles they are expected to conform to (e.g. marriage, monogamy) are intended to benefit women, not themselves. "The Red Pill" is also the name of a related manosphere and seduction community subforum on Reddit."

      Usuń