Raport - Same Day Lay, który powinien był nastąpić

Raport powinien nieść ze sobą jakąś lekcję. Ostatnim razem opisywałem dość dziwaczne przeżycie, teraz czas na coś bardziej pozytywnego.

To był jeden z tych dni, kiedy po pół godzinie krążenia w poszukiwaniu atrakcyjnych dziewczyn zdecydowałem się na wizytę w centrum handlowym. Nieszczególnie lubię akurat te, bo zimą stanowi ono schronienie dla wszystkich nieustraszonych PUA-sów chowających się przed mrozami. Jednak do wyboru miałem to albo kiblowanie godzinę w jakiejś kawiarni w oczekiwaniu na randkę. A nie zwykłem się szybko poddawać.

Ni stąd ni zowąd zauważyłem niską, szczupłą dziewczynę. To zabawne jak łatwo potrafi się wypatrzeć swój typ nawet w zatłoczonym centrum handlowym. To był kiepski dzień jeżeli chodzi o liczbę podejść, więc nie wahałem się ani sekundy. Pobiegłem po przygodę i ją znalazłem.
Mam trzy ulubione typy dziewczyn: niska, drobna i urocza; wysoka z długimi, smukłymi nogami; wysportowana i szczupła (czyli pomiędzy tymi poprzednimi). Nogi są najważniejsze (poza twarzą), potem tyłek. Warto wiedzieć, czego się chce.
Nie była młoda, ale zdecydowanie nie była też MILF-em. Wydaje mi się, że miała mniej więcej tyle lat co ja. I chociaż nie była tak dobra jak dziewczę z poprzedniej opowieści, to miała niesamowite ciało i - co zaskakujące - świetne cycki.

Może to brzmieć dziwnie z ust gościa z obsesją na punkcie nóg, ale w tym momencie naprawdę nie miałbym nic przeciwko zanurzeniu się w te duże piersi. Ostatni duży biust widziałem może z dwadzieścia dziewczyn temu. Takie uroki bycia nastawionym na szczupłe dziewczyny.

Miałem solidne problemy ze skupieniem się na jej oczach, ale jakoś udało mi się odstawić jedno z najlepszych spojrzeń w historii mojego podrywania. Sam ten wzrok zrobił połowę roboty, a drugą połowę załatwił mój wygląd.

To było bardzo rzadkie "zielone światło". "Yes girl", która od razu na mnie leci. Pożartowaliśmy sobie o niczym szczególnym przez dziesięć minut, ale atmosfera była tak nasycona seksem, że powinienem był od razu zabrać ją na instant date'a. Nie chciałem jednak odwoływać spotkania z dziewczyną, którą zapamiętałem jako 9-tkę.

Dowiedziałem się, że bohaterka tej historii była zamężna od pięciu lat. Nie jest to dla mnie żaden problem. Po prostu zignorowałem tę wypowiedź i rozmawialiśmy dalej o jej nudnej pracy, ćwiczeniach, kupowaniu czekolady i piciu kawy.

Kiedy zdecydowałem się wziąć do niej numer zapytała czy dalej chcę się z nią spotkać, skoro wiem, że ma męża? Odpowiedziałem krótkim "tak" wpatrując się głęboko w jej oczy.

Powiedziała "nie powinnam tego robić", ale oboje wiedzieliśmy, że wcale tak nie myślała. Szczególnie, że dodała "to wygląda jak początek romansu". Wiedziała o co mi chodzi, a ja byłem dokładnie tym, kogo szukała. Nawet, jeśli jeszcze dziesięć minut wcześniej nie zdawała sobie z tego sprawy.


Spotkanie na kawę


Zdecydowałem się działać szybko. Pierwsza wymiana SMS-ów zaprowadziła nas donikąd, ale dwa dni później udało się zgadać na ten sam dzień po jej pracy. Jako, że dojeżdża samochodem zaproponowałem kawę niedaleko mojego mieszkania. Niestety w ostatniej chwili "przypomniała sobie", że ma tylko godzinę.

To był ciężki orzech do zgryzienia. Normalnie odwołałbym randkę, ale niejednokrotnie przespałem się z zajętą dziewczyną po pierwszym "rozpoznawczym" spotkaniu, podczas którego chciała się upewnić, że jestem gościem, z którym można zdradzić. I tu też postanowiłem zrealizować ten plan, zmieniłem więc miejscówkę na kawiarnię w centrum miasta. W ten sposób zachowałem sobie lokal nieopodal mnie na drugą randkę.

Kawa była motywem przewodnim tego sukcesu. I ani kropli alkoholu!

Wciąż była pod wrażeniem mojego podejścia i im więcej się o mnie dowiadywała, tym bardziej była zafascynowana. To było połączenie "nie wierzę, że to robię" z "nie wierzę, że ten gość chce mnie przelecieć". A ja, jak to ja, wyobrażałem sobie jak jej wysportowane ciało wygląda nago. Pomimo dużych piersi ciężko ćwiczyła, trenowała taniec na rurze i jak się później okazało - była bardzo dobrze wyrzeźbiona.

Atmosfera przygody wisiała w powietrzu. Oboje wypiliśmy po ogromnym kubku kawy i żartowaliśmy, że trzeba będzie zamówić jeszcze po jednym, żeby te spotkanie się nie skończyło. Bez namysłu zaproponowałem kolejną kawę u mnie. Zaryzykowałem i... opłaciło się. W pewnym sensie.

Powiedziała, że musi pojechać do domu po torbę z rzeczami na siłkę, bo inaczej jej mąż nie uwierzy, że spędziła ten czas trenując. Ustaliliśmy, że następną kawę pijemy u mnie innego dnia.


Spotkanie "na kawę"


Przyjechała do mnie kilka dni później. Zrobiłem nam po filiżance kawy, chwilę pogadaliśmy, pocałowaliśmy się po raz pierwszy i... wróciliśmy do rozmowy. Chwilę potem przenieśliśmy się do sypialni i bez jakichkolwiek oporów z jej strony rżnęliśmy się ku irytacji sąsiadów. Nie było potrzebnych żadnych standardowych trików z perkusją, muzyką czy filmami. Nie były potrzebne ani gierki, ani alkohol.
Zdecydowanie nie potrzebujesz alkoholu, żeby podejść do dziewczyny w trakcie dnia. A czasami nie potrzebujesz ani kropli, żeby się z nią przespać. Nie oszukujmy się jednak - zwykle jest dzięki temu łatwiej.
Dobrze wiedziała, po co do mnie przyjechała i cieszyła się każdą chwilą. Po tym jak skończyliśmy wymamrotała "chyba będę się zbierać" i zaczęła się ubierać. To bardzo czysty układ - seks bez zobowiązań. No i oczywiście dużo kawy.


Refleksje


Patrząc wstecz to mógł być jeden z tych słynnych Same Day Lay'ów, jeśli tylko miałbym lepszą logistykę w dniu podejścia. Mogło też skończyć się seksem na pierwszej randce (First Date Lay), jeżeli z kolei jej wieczór byłby lepiej ogarnięty podczas naszej pierwszej kawy.

Niemniej jednak od samego podejścia, aż do łóżka wiedziałem, że to będzie łatwa zdobycz. Nie dlatego, że sama dziewczyna była łatwa, ale dlatego, że tak na mnie leciała.

Kiedy jesteś w stanie rozpoznać prawdziwe pożądanie i wywołać atmosferę "niech się dzieje co chce", to przespanie się z nowopoznaną kobietą może być szybkie, łatwe i przyjemne. A o to przecież w daygame'ie chodzi.

5 komentarzy:

  1. "była zamężna od pięciu lat. Nie jest to dla mnie żaden problem."
    Lubię czytać Twoje blogi, ale dlaczego dla Ciebie to żaden problem?
    Chyba ostatnio gdzieś pisałeś, że tyle jest wolnych dziewczyn, że szkoda marnować czasu na zajęte. Pamiętaj, że karma wraca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek tak pisał.

      Karma wraca? Och jej, straszne. Jak to dobrze, że nie planuję ożenku.

      Usuń
  2. Opis fajny, dziewczyna fajna, seks fajny, przygoda fajna... tylko męża szkoda ;(

    OdpowiedzUsuń
  3. Czy zauważyłeś u siebie że mężatki są łatwiejsze?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie. Może się tak wydawać, bo jak jest gotowa na zdradę, to jest bardzo gotowa.

      Ale tak samo jak niezamężna dziewczyna ma ochotę... to ma ochotę. Tylko historie o mężatkach bardziej zapadają w pamięć.

      Usuń