Raport - Najgorszy daygame'owy seks w historii

Oto historia najgorszego "zaliczenia" wśród moich dotychczasowych daygame'owych przygód. Było tak słabo, że do dziewczyny się już nigdy nie odezwałem. A skoro znasz już finał, to cofnijmy się do samego początku, czyli podejścia.

Nijakie podejście


Jak to czasami bywa zauważyłem wyjątkową parę nóg i długie czarne włosy u bardzo szczupłej dziewczyny. Zareagowałem, zanim miałem szansę cokolwiek pomyśleć. Z bliska okazało się, że była z tych modnych i młodych - trujące połączenie jeżeli o mnie chodzi. Z drugiej strony była na tyle dojrzała, żeby całe dnie pracować jak norka. Zdecydowanie była dostępna, natomiast miałem wątpliwości czy wystarczająco dobrze się sprzedałem.

Na pewno nie dowiedziała się o mnie zbyt dużo, jako że była w biegu. Na szczęście moje spontaniczne podejście zrobiło robotę - wywarło na niej naprawdę silne (i pozytywne) wrażenie. Numer wziąłem bez problemu, ale czułem, że jeszcze kilka minut rozmowy uczyniłoby go o wiele bardziej solidnym.
Myślenie przed podejściem zabija spontaniczność i zwierzęce pożądanie, a w ich miejsce ładuje wymówki i wątpliwości. "Zasada trzech sekund" jest spoko, ale najlepsze podejścia to te, w których po prostu działasz bez zastanawiania się i bez zwłoki.
Moja notatka twierdzi, że dziewczyna była "prawie 8-ką", zamyślona, bez hobby, księgowa, pracoholiczka (jakieś kursy w trakcie weekendów) i prawdopodobnie okaże się flake'iem. I jak to w życiu bywa - zarówno miałem rację, jak i się myliłem.

Była zupełnie inna, ale nogi... No dobra, nogi też miała lepsze.

Długa gra via SMS


SMS-owanie trwało długo. Za długo. Na początku odpowiadała bardzo dobrze, długimi wiadomościami przyprawionymi wieloma emotkami. Czyżby numer miał okazać się solidny?

Pierwszą randkę udało się umówić szybko, ale dzień przed nią dała znać, że się nie wyrobi. Nie była to chamska zlewka, ale też nie zaproponowała innego terminu. Mieszane sygnały. Oto miał być motyw przewodni tej znajomości.
Zwykle mieszane sygnały oznaczają, że dziewczyna gra z tobą w gierki. Albo ciężko shit testuje, albo próbuje zdobyć innego penisa trzymając cię w odwodzie. Żeby sprawdzić - nalegaj na spotkanie i oceń jej reakcje.
Nie udało nam się spotkać przed moim wypadem na Karaiby, co zmieniło dwie rzeczy. Z jednej strony tą wycieczką niesamowicie w jej oczach zyskałem na wartości (DHV), ale z drugiej - nie było mnie prawie 20 dni. A kiedy wróciłem, to był już ten szalony czas przed świętami. W tym momencie numer miał już prawie dwa miesiące.

Z pewnymi problemami udało nam się umówić na dzień przed Sylwestrem. Ponieważ w okolicy świąt stosowałem starą dobrą ciszę radiową, tym razem sprawiała wrażenie o wiele bardziej zainteresowanej. I była.

Pierwsza randka


Napisała do mnie kwadrans przed spotkaniem, że już jest i czeka, co zwykle jest bardzo dobrym sygnałem. Było zimno jak cholera, tak więc zdecydowanie nie czuła się komfortowo gdy nadszedłem.

Moje notatki okazały się być nieco błędne. Na skali zdecydowanie wypadała ponad 8-kę, ale mogła to też być zasługa makeupu. Była bardzo szczupła, z największą przerwą między udami jaką widziałem i nogami dłuższymi od moich (chociaż była niższa) - dokładnie to, co lubię.

Poszliśmy od razu do mojej tradycyjnej drugiej miejscówki na "najlepsze drinki w mieście". Czuję się tam jak u siebie, barmani mnie znają (i pewnie przewracają oczami za każdym razem jak pojawiam się tam z inną dziewczyną) i mogę spokojnie pożartować z całą ekipą torturując dziewczynę bogactwem wyboru. Dopytywała później, czy znam gościa z barem ("Nie, po prostu lubię żartować z ludźmi" jest moją standardową odpowiedzią).

Usiedliśmy z drinkami, a randka przebiegała według tradycyjnego planu, chociaż siedzieliśmy tylko w jednym miejscu (pomysł na zmianę lokalu w połowie spotkania został zabity). Dowiedziałem się, że kilka miesięcy temu uciekła z poprzedniego związku do Warszawy zostawiając wszystko za sobą. To znaczyło, że po okresie żałoby była gotowa na nowe doświadczenia.

Była naprawdę ładna (ba), a jej przeszłość sugerowała, że może być interesująca. Mało która dziewczyna żyła za granicą. Ale chociaż była dość rozrywkowa, to najwyraźniej zawsze stanowiła po prostu dodatek do swojego aktualnego chłopaka. "Opiekuńczy" było najczęściej przez nią wymienianą cechą, której poszukuje w facetach. Nudna, bez ambicji, bez zainteresowań, nawet jej praca była wynikiem przypadku.

Próby pocałowania jej były odrzucane i nie na tyle figlarnie, żebym próbował przenieść się do domu. Zakończyłem więc randkę i odprowadziłem ją na przystanek. Był to dobrze spędzony wieczór, ale moje sukcesy ograniczyły się do rozbawienia jej parę dobrych razy. Najwyraźniej jednak podobało jej się to, bo dalszy kontakt przebiegał bez zarzutu.

Druga randka


Osiem dni później i bez jakichkolwiek problemów spotkaliśmy się na naszej drugiej randce. Ponownie była przed czasem i ponownie zmarzła. Na własne życzenie.

Tym razem zabrałem ją do świetnego wine baru niedaleko mojego mieszkania. To miejscówka na szybkie bouncebacki, jako że mam do niej pięć minut spacerem. Tym razem było to książkowe spotkanie - wypiliśmy po kieliszku wina, "robi się tu głośno, weźmy butelkę na wynos i wypijmy ją u mnie" i tyle nas widzieli.

Po przenosinach do mnie ponownie sytuacja wyglądała raczej standardowo. Bez fajerwerków, nie było zdzierania z siebie ubrań, ale nie było też nudno. Wypiliśmy wino, ona była żywo zainteresowana muzyką, której słucham i którą gram. Gorącym tematem okazały się także podróże.
Fotografie, filmy i historie z zagranicznych podróży są dla dziewczyn niczym kocimiętka.
Chwilę później gdy przewracaliśmy się po łóżku w swoich objęciach wydawało się, że to będzie jedna z tych nocy, gdzie nic nie jest oczywiste, ale mimo wszystko w końcu się ze sobą prześpimy. Oczywiście byłem w błędzie, inaczej nie byłoby z tego ciekawej historii.

Kilka razy zatrzymała mnie zanim sprawy zaszły za daleko i wtedy uświadomiłem sobie, że jest zdeterminowana, żeby do niczego nie doszło. To znaczy, że czuje się przy mnie bezpiecznie, bo wie, że potrafi się kontrolować.

Zastosowałem więc jeden z najstarszych trików z podręcznika - "jest już późno, jak obiecasz, że dasz mi się wyspać, to możesz zostać na noc". Zgodziła się po obowiązkowym (i udawanym) marudzeniu, zastrzegając, że zostaje w makijażu.

Bez problemu udawało mi się sprawić, żeby była mokra, a ona też nie stroniła od łapania mnie za fiuta, ale to by było na tyle. Miała twarde postanowienie, że seksu tej nocy nie będzie.


Mniej więcej takie nogi... ale dłuższe i smuklejsze. A więc zupełnie inne.
Poranek nic nie zmienił. Ja próbowałem, ona dawała się ponieść emocjom, aż do nagłego i niespodziewanego "nie". To było bez sensu i wydawało mi się, że czerpie z tego odrobinę za dużo radości.

Zrobiłem śniadanie i ruszyłem na siłownię. Po drodze oczywiście chciała, żebym nadłożył drogi odprowadzając ją na przystanek który oboje widzieliśmy po drugiej stronie ulicy. Bez przesady.

Trzecia randka


Trzecie spotkanie umówiliśmy parę dni później, a miała to być kolacja u mnie. Stare dobre "ja gotuję, ty przynosisz wino". Dodałem też, że tym razem powinna zabrać ze sobą kosmetyczkę, bo nie chcę słuchać marudzenia o spaniu w makijażu. Rzuciła jakimś dowcipem na ten temat potwierdzając, że zostanie na noc. To zwykle sugeruje, że wszystko będzie proste. Zwykle.

Przez jej chorobę randka przesunęła nam się o tydzień, co pozwoliło mi trochę popracować nad komfortem. Przerzuciliśmy się z SMS-ów na Facebooka, żeby poczuła się "bezpieczniej".
Niektóre dziewczyny czują się lepiej, gdy dodadzą cię do swojego Fejsa. Tak jakbyś nie mógł nagle zniknąć dzięki jednemu kliknięciu.
W dzień randki zgarnąłem ją po drodze i poszliśmy do mojego mieszkania. Kolacja nie była niczym szczególnym - ja gotowałem, ona podziwiała. Przy okazji okazało się, że marna z niej pomoc kuchenna. Większość dziewczyn lubi być przydatna, przynajmniej do drobnych czynności. Ona - nie bardzo.

Zasugerowała rozstawienie dużego stołu, co oczywiście wykorzystałem do przekształcenia wieczoru w scenę z filmów, gdzie para ucztuje na obu końcach zdecydowanie zbyt długiego stołu. Zapaliliśmy nawet samotną świeczkę, jako zwieńczenie tego dowcipu. Ta część wieczoru była niezła.

Potem gadając o muzyce oglądaliśmy filmy na YouTube, przenieśliśmy się na łóżko i zabraliśmy się za siebie tylko po to, żeby ona znów powstrzymała moje zapędy. Ok, chodźmy więc "spać".

Zmyła swój makijaż co nagle spowodowało, że stała się nerwowa i niepewna siebie (bez większego powodu, ale kto tam zrozumie kobiety). Wstydziła się też swoich małych piersi. Tak jakbym oczekiwał wielkich balonów na tak szczupłej dziewczynie.

Niestety, ponownie psuła zabawę za każdym razem jak tylko zbliżyliśmy się w okolice seksu. I to nie była jedna z tych sytuacji "dwa kroki do przodu, jeden w tył". Ciągle tkwiliśmy w tym samym miejscu, a ona odmawiała jakiegokolwiek pójścia dalej. Największym "zwycięstwem" było pozbycie się jej majtek. Słabo.

Tak! Takie nogi, tylko jeszcze dłuższe. I ciemne, prawie czarne, włosy. Wiecie o co chodzi.
Moje ulubione miejsce na spokojne przemyślenie takich sytuacji to łazienka i tam też się udałem. Jakie były opcje? Pójść spać - skończyłoby się jak poprzednim razem. Próbować ją podniecić - bez sensu, już była nieziemsko podniecona, ale też zdeterminowana, żeby "się nie dać". Uspokoiłem się, wróciłem do łóżka i położyłem koło niej.

Nic nie mówiliśmy, ale też nie poszliśmy spać. Po prostu leżeliśmy przy sobie czując swoje ciała i dotykając się przez nie wiem jak długo. Zarówno widziałem, jak i czułem, że była okrutnie podniecona i mokra. Zaryzykowałem zbliżając się do niej i spróbowałem w nią wejść. Tym razem nie pojawiły się żadne opory, a jedynie głębokie westchnięcie. Zwycięstwo?

Pyrrusowe. Zaraz po pierwszej zmianie pozycji wróciła jej samokontrola, odepchnęła mnie i zażartowała, że "to nie miało się dzisiaj stać". I tyle. Akurat w momencie, w którym zaczynało mi się podobać.
Tylko kobiety mogą zmienić zdanie na temat seksu w trakcie jego trwania. Żaden mężczyzna nigdy tego nie zrozumie.

Pokłosie


"Prawie do niczego nie doszło" - takie było jej żartobliwe określenie na naszą noc. I oczywiście nie było mowy o jakiejkolwiek powtórce rano. Ponownie była zdeterminowana, że seksu nie będzie.

Wtedy uświadomiłem sobie, że celowo każe mi czekać. To nie była sytuacja, gdzie obawiała się, że później będzie żałować. Po prostu używała seksu jako karty przetargowej, a tego nie lubię. Nikt tego nie lubi.
Żelazna Zasada Tomassi'ego #3 - "Kiedy kobieta każe ci czekać na seks albo przez swoje zachowanie sugeruje, że będziesz na niego czekał, to seks NIGDY nie jest wart oczekiwania."
Było jasne, że nawet jeśli któregoś dnia zdecyduje się ze mną przespać, to nie będzie to dziki i zwierzęcy seks, który lubię. Będzie wyrachowany, zimny i nudny. Ble.

Kiedy przygotowywałem śniadanie powiedziałem, żeby zrobiła mi herbatę, a ona ku mojemu zdziwieniu nie była w stanie poradzić sobie ze zwykłym zaparzaczem do herbaty. To by było na tyle. Nie tylko była nudna, ale i nierozgarnięta. Zabawna i urocza, ale prosta i głupia. Dodajmy do tego niechęć do seksu i mamy dziewczynę, która nie oferuje absolutnie niczego poza swoim świetnym wyglądem.

Nie muszę dodawać, że już nigdy się do niej nie odezwałem. I to wieńczy historię najgorszego seksu, jaki miałem z daygame'u.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz