Związkowe mantry

Jednym ze znaczeń słowa "mantra" jest "powszechnie powtarzane słowo lub fraza". I tak się składa, że ostatnio bardzo często powtarzam się w temacie relacji damsko-męskich.

I nie mam tu na myśli żadnych afirmacji, to jest zupełnie inny temat. Zarówno afirmacje, jak i wizualizacje działają, nie mówię, że nie. Ale powtarzanie czegoś w kółko jest dobre, żeby znaleźć się w określonym stanie umysłu. Najpierw jednak trzeba znać kierunek.

Moje związkowe mantry są przejawami aktualnego stanu umysłu w temacie relacji damsko-męskich. To także rzeczy, które w kółko powtarzam na różnych forach o podrywaniu, gdzie faceci zadają praktycznie takie same pytania każdego tygodnia. Wszystkie przekonania są ważne, ale wybierając poniższe kierowałem się częstotliwością i powszechnością nieporozumień.


Słuchaj jej zachowań, a nie słów


W zeszłym roku napisałem na ten temat cały tekst i będę to powtarzał do skutku albo do śmierci: słuchaj jej zachowań, a nie słów. Zawsze. Nie ma znaczenia co ona mówi, za to ma to, co robi. Oceniaj ją za jej akcje, a nie intencje.

To zawiera w sobie zarówno pozytywne doświadczenia, jak gdy mówi "nie pójdę dziś z tobą do łóżka" (wszyscy wiemy, jak się te noce kończą), jak i negatywne w rodzaju "bardzo chciałabym się z tobą spotkać, ale jestem okrutnie zajęta" (po czym imprezuje cały weekend aż jej znajomi nie zaciągną jej nieprzytomnej do domu).

Niektóre słowa można zignorować ("nigdy nie robiłam takich rzeczy!"), a inne mogą sprowokować cię to zwiększenia czujności ("to tylko przyjaciel, nie mogłabym z nim być"). Żadne z nich jednak nie mają znaczenia, o ile nie są poparte działaniami w rzeczywistym świecie.
Warto zauważyć, że nie tylko dziewczyny mówią jedno, a robią drugie. Niestety laski u szczytu swojego SMV mają to we krwi i same tego nawet nie zauważają.
Nie nazywałbym tego kłamaniem. To co kobiety mówią i - z braku lepszego słowa - myślą jest związane z ich stanem emocjonalnym. Tak więc pewnie ona mówiąc te konkretne słowa święcie wierzyła, że tak jest naprawdę. "Nie lubię napakowanych facetów" jest idealnym przykładem. Nie lubi... do czasu, aż nie dostrzeże wielkiego gościa, który od razu sprawia, że jest jej mokro. Ale te kilka chwil wcześniej naprawę miała na myśli to, co mówiła. Jednak nie da się oszukać natury.

Podczas swoich daygame'owych przygód będziesz miał do czynienia z tysiącami przykładów, gdzie dziewczyny będą starały się, żebyś uwierzył w ich bzdury. Nie ma znaczenia jak bardzo "chce" się z tobą spotkać czy "uwielbia z tobą pisać". Ma znaczenie, to co się dzieje na randkach, twarzą w twarz (czy tam jak lubisz). "Internety" to bzdura. To nie jest dobry znak, kiedy czatujecie ze sobą całe dnie, ale gdy próbujesz ją wyciągnąć na randkę ona nagle musi odwiedzić chorą babcię.

Jeśli spotykacie się, pijecie drinki, spędzacie dobry czas - jest zainteresowana. Jeżeli całujecie się, idziecie do kogoś do domu, sypiacie ze sobą - jest dobrze. Jeśli nic z tych list się nie dzieje, to naprawdę nieistotne jest jak bardzo chciałaby się napić z tobą wina. Słowa nie mają znaczenia. Wytatuuj to sobie, jeśli musisz.



Najpierw seks, a potem (ewentualnie) związek


Kiedy będziesz zamawiał sobie tatuaż, to powiedz artyście, że będą tam dwie linie tekstu. Druga to: najpierw seks, a potem (ewentualnie) związek. Nie ma żadnych odwróceń czy wyjątków od tej i poprzedniej reguły. Są tak ważne.

Niektórzy mówią, że friendzone to najgorsze miejsce, w którym można się znaleźć. Ja bym umieścił je na równi z otchłanią, gdzie dziewczę daje ci wystarczająco dużo, żebyś był zainteresowany, ale o wiele mniej niż byś chciał. W obu przypadkach - daj sobie spokój

Przed seksem to ona rozdaje karty, a ty grasz. Ona ma przewagę. Ty chcesz się z nią przespać, a ona nie chce poczuć się łatwa i/lub wykorzystana. Jeżeli to tylko fasada - to normalne i spodziewane. Ale jeśli dziewczyna celowo wstrzymuje seks, to może znaczyć, że wcale aż tak na ciebie nie leci, ale chwilowo nie ma lepszych opcji. Podoba ci się ta myśl?

Po tym jak już wylądujecie w łóżku sytuacja odwraca się o 180 stopni. To ty rozdajesz karty, bo największa przeszkoda została usunięta i teraz tylko od ciebie zależy czy będziesz chciał kontynuować spotkania z nią czy jednak potraktujesz to jako przygodę na jedną noc. O ile nie był to bardzo szybki seks na pierwszej randce, to ona zainwestowała już wystarczająco dużo, żeby chcieć się z tobą nadal widywać. A może nawet wciągnąć cię do jakiegoś związku.

Jeśli już teraz dostarczasz jej zainteresowania, walidacji i dobrze spędzonego czasu to na cholerę ma ona narażać się na to, że wykorzystasz ją do seksu? Przecież i tak już ma to, czego chce. Zakładając, że nie jest jakoś strasznie na ciebie napalona, a seks nie jest wysoko na liście jej priorytetów (za mało zbudowanej atrakcyjności).


Najgorszy pomysł na randkę. Nie możecie swobodnie rozmawiać, eskalacja jest ograniczona. "Film i wino" jest dużo lepszą opcją.
Wyobraź sobie świetny początek znajomości z dziewczyną. Byliście na jednej czy dwóch randkach, całowaliście się, ona wygląda na zainteresowaną, a twoje oczekiwania są wysokie. Być może zrobisz z niej jedną ze swoich stałych dziewczyn, a może nawet uczynisz ją tą główną. Niestety, jest jeden problem - jeszcze się ze sobą nie przespaliście.

Tak zwykle zaczyna się syndrom jedynej - wybiegasz za daleko w przód, przypisujesz jej cechy, których nie doświadczyłeś. Jestem cały za spędzaniem ciekawych chwil z dziewczynami. Ale jeszcze bardziej jestem przeciw używaniu mnie - mojego czasu, pieniędzy czy nawet pomysłów na wspólne spędzanie czasu. Nie chcę mieć do czynienia z dziewczynami, które nie są mną seksualnie zainteresowane.

Po przespaniu się zaledwie z dziesiątkami różnych kobiet doświadczysz takich, które są na ciebie napalone, a może nawet zakochane, jak i te których uczucia są najwyżej letnie. Cokolwiek byś z nimi nie robił, to wszystko zawsze lepiej wypada z tymi, które od progu są mokre. Nawet kolacja czy przejażdżka motocyklem. Tak więc pod pewnym względem używasz seksu, żeby odfiltrować te, które i tak marnowałyby twój czas.


SMS-uj, żeby się umówić; randkuj, żeby wylądować w łóżku


Podzieliłem się już sposobem na poprawę swoich SMS-ów w trzech prostych krokach. Ja również z niego korzystam i moje SMS-owanie staje się widocznie lepsze. Mniej emotikonek, o wiele mniej strat ramy i drastycznie krótsze wiadomości działają świetnie. Prawdą jest to, że jakikolwiek postęp jest bardzo wolny, aż do prawie-że niewytłumaczalnego przeskoku na wyższy poziom.

SMS-owanie powinno być środkiem do celu, a celem - was dwoje na randce. Inaczej się po prostu nie da. Widoczne akcje i świat rzeczywisty są tym, co się liczy, a nie komunikaty czy jeszcze gorzej - niekończące się rozmowy na WhatsAppie czy Messengerze. Albo udawaj, że jesteś zajęty, albo stań się zajęty.

Jedna z moich stałych dziewczyn to lgnące młode dziewczę, które chciałoby pisać każdego dnia. Kilka razy dziennie. O każdej rzeczy, która się wydarzyła w jej życiu. Zwykle odpisywałem, a później próbowałem ustawić spotkanie, ale ostatnio coś to nie wychodziło. Przestałem więc w ogóle odpisywać. A potem nawet czytać co pisze. Po około tygodniu wysłałem jej niewinną wiadomość. Oczywiście był foch i ucięcie rozmowy. Ale później tego samego dnia sama zaproponowała, że mnie odwiedzi. Czasami jest to aż za proste.

Sytuacja ma się tak samo z randkami. Już wiesz, że zawsze gdzieś z tyłu głowy powinien się znajdować seks. Ale nie żebrz - tylko jej pragniesz, a nie potrzebujesz. Jednocześnie skup się na zaciągnięciu jej do łóżka (czy gdzie tam lubisz).

Tak jak "pisanie wiadomości" nie przybliża cię do spotkania, tak "chodzenie na randki" nie przybliża cię do seksu. Miej plan i dostosowuj go. Jeśli idziesz z nią "tylko na kawę" to po to, żeby potwierdzić jej poziom zainteresowania albo żeby zrobić "push" randką pośrednią.

Miej cel. "Idę z nią do kina obejrzeć film" jest głupotą, jeżeli nie planujesz robić niczego innego po seansie (albo w jego trakcie!).



Pożądania nie da się wynegocjować


Na polskich forach o podrywaniu bardzo popularne są "problemy w związku" na które mam dwa przepisy. Jeden to robić mniej (dla niej), a drugi - olać taką dziewczynę. Tak, wiem, wszyscy najpierw chcą spróbować naprawy. I prawie każdy, kto przychodzi na te fora z takimi problemami jest w jakiegoś rodzaju monogamicznym związku. Przypadek?
Odkąd zacząłem spotykać się z wieloma dziewczynami na raz nie miałem żadnych "problemów w związku".
Oto kolejny tatuaż dla ciebie: pożądania nie da się wynegocjować. Nie da się przegadać dziewczyny do tego, żeby postrzegała cię jako atrakcyjnego faceta. Nie da się kupić jej pożądania. Jeśli celujesz w prawdziwą atrakcyjność, to musisz zaakceptować, że rozsądek nie ma tu nic do gadania.

Oczywiście niektóre rzeczy, które zrobisz czy określone zachowania mogą wywołać jakąś emocjonalną reakcję. Ale jesteś oceniany jako całość - albo przebijasz określony próg, albo nie. A ona tych progów ma wiele - "mogłabym się z nim umówić", "mogłabym go poślubić", "mogłabym pójść z nim do łóżka" czy "chcę go tu i teraz, bez względu na konsekwencje".

Mężczyźni czytający materiały o podrywaniu zwykle nie mają problemu z koncepcją atrakcyjności pod kątem nowych dziewczyn. Ale z jakiegoś powodu cała nauka idzie w las, kiedy dotyczy to kobiety z którą łączy ich już jakaś relacja. A to działa tak samo w obu przypadkach.



Robienie mniej, nie więcej, jest sposobem na naprawdę związku


Większość mężczyzn z "problemami w związku" powinna przeczytać jedną książkę - No More Mr. Nice Guy autorstwa dra Roberta Glovera. Jeżeli przedkładasz potrzeby innych ponad swoje, jeżeli nie chcesz być niegrzeczny, jeżeli wolisz pozostać niezauważony zamiast kogoś rozczarować to jest to książka dla ciebie. Kup, przeczytaj i zastosuj, żeby zmienić siebie w kogoś bardziej szczęśliwego. Pomogła już wielu facetom.
Zdrowy egoizm uczyni cię szczęśliwym. A przynajmniej szczęśliwszym.
Pamiętając o tym, że pożądania nie da się wynegocjować musisz przekształcić się w kogoś atrakcyjnego. Logiczne rozumowanie i dyskusje bez końca nic nie zmienią.

Dobrym punktem wyjścia będzie stanie się na powrót tym mężczyzną, który ją zdobył. Pamiętasz o tych wszystkich rzeczach, które przez nią przestałeś/zacząłeś robić? Wróć do stanu pierwotnego. Najwyraźniej spodobałeś się jej wtedy, więc po co było to zmieniać? Żeby pozbyć się tego wszystkiego, co sprawiało, że jest jej mokro?

Nie próbuj pocieszyć jej słowami. I nie pozwól, żeby powiązała swoje złe samopoczucie z twoją obecnością.

Nie nagradzaj złego zachowania


Standardowe postępowanie z dziewczyną, która będąc w związku przestaje na ciebie lecieć jest proste: przestań robić cokolwiek dla niej (nie nagradzaj złego zachowania), zacznij robić wszystko dla siebie.

Zacznij chodzić na siłownię, to równie ważne co oddychanie. Złap życiową formę. Chwyć się też jednego czy dwóch męskich zainteresowań - od strzelectwa przez jazdę motocyklem do stolarki. Cokolwiek, co dotyczy fizycznej pracy i/lub adrenaliny. Zacznij spędzać dużo czasu poza domem. Spotykaj się ze znajomymi, idź na kilka piw, poderwij parę dziewczyn. Jeżeli z jakiegoś powodu nie chcesz z nimi sypiać - przynajmniej z nimi flirtuj. Bądź bardziej otwarty, nawiązuj nowe znajomości wszędzie, gdzie się da i zagaduj wszystkie atrakcyjne kobiety.

Na początku będzie trudno, bo będą fochy, dramaty, krzyki i próby sterroryzowania "nowego ciebie". Odpowiedzią jest stoicyzm. Jesteś mężczyzną, to są rzeczy, które teraz robisz, tyle. Może się z nich cieszyć razem z tobą albo się zamknąć i zająć swoimi sprawami. To aż śmieszne, jak często te podejście działa. To kombinacja zazdrości, podniecenia, pokazania jej miejsca i pożądania pewnego siebie mężczyzny z celem w życiu.

A co jeśli cię zostawi? Jest takie niewielkie prawdopodobieństwo. Jeżeli to się zdarzy, to też powinieneś się cieszyć. Oto pozbyłeś się kobiety, która nigdy nie miała zamiaru cię wspierać. Nigdy nie stałaby obok twojej drogi do rozwoju i stawania się lepszym człowiekiem. A więc po co ci ona w swoim życiu?



Rozmową nie da się niczego załatwić, tylko czyny się liczą


Nic do dodania ("poza tym co napisane"). Wszystko o czym jest ten nieco przydługi post powinno być stosowane w rzeczywistym świecie poprzez działanie. Nie da się nikogo przekonać do czegokolwiek ani odwieść od czegoś. Kłótnia nigdy nie sprawiła, że ktoś zmienił zdanie. Jeśli chcesz, żeby ludzie zachowywali się inaczej, zacznij ich inaczej traktować. Tylko taki mechanizm zadziała.

"Ale... ale... ale..." Nie ma żadnego "ale". To sięga aż do słuchania jej zachowań, a nie słów. Bo co z tego, że ona ci przytaknie i zgodzi się na wszystko? Nic. Tak samo ty możesz jej grozić, ale jest to bez znaczenia. Co ma znaczenie, to czyny. Jeśli powiesz jej "przestań marudzić albo wyjdę" to do cholery wstań i wyjdź jak zacznie znowu narzekać. Miejże odrobinę szacunku.



Ona nie jest wyjątkowa, są takich tysiące


Chciałbym zakończyć czymś pozytywnym, ale dla niektórych i tak to będzie smutna konstatacja. Ona nie jest wyjątkowa. Nie jest jedyna. I na pewno nie jest najpiękniejszą i/lub najbardziej dopasowaną dziewczyną, jaką spotkasz w swoim życiu.

miliony kobiet rozsianych po całym świecie. Jeśli czytasz te słowa, to nie jesteś jednym z tych, którzy zakochują się w liceum, biorą ślub i żyją nieszczęśliwi aż do dnia swojej śmierci. Poznasz setki, może nawet tysiące kobiet w trakcie swoich daygame'owych przygód. Nie ma powodu, żeby tracić głowę dla żadnej z nich. Niezależnie od tego jak jest śliczna, zawsze będą śliczniejsze.

A ty je znajdziesz.

1 komentarz:

  1. Jeden z najlepszych wpisów na tym blogu jaki czytałem. Rewelacja :)

    OdpowiedzUsuń