Wiatr zmian

Trochę ponad dwa tygodnie spędzone na Morzu Karaibskim odkrywając, żeglując i podziwiając były zupełnie inne niż się spodziewałem. I to pod wieloma względami. Jednak widoki były niezrównane, siły natury potężne... a interakcje społeczne pierwotne i na widoku. Nic nie może się ukryć kiedy żyjesz na ograniczonej przestrzeni. Po prostu nie ma ucieczki.
Nie spodziewaj się wielu atrakcyjnych kobiet w miejscach, gdzie warunki są ciężkie. Jak na żaglówce.
Z okropnie ciężkim sercem muszę przyznać się, że podróżowanie w ten sposób złamało moją siłę woli. Pokusy były zbyt pociągające i nie udało mi się napisać nawet jednego słowa. Równie słabe było to, że udało mi się zrealizować jedynie połowę treningów i czytania, jakie miałem w planach. To tylko dowodzi, że unikanie pokus jest prostsze niż opieranie się im. Nie można nikogo winić za stawianie kąpieli w oceanie i zimnego piwa ponad sesją pisania w pełnym słońcu. Nie żałuję jednak żadnej godziny spędzonej na tym, co robiłem.

Piszę te słowa na pokładzie trzeciego z kolei samolotu, który zabiera mnie z dala od największej (do tej pory!) przygody w moim życiu. A czuję, że lecę w kierunku bardziej ekscytujących rzeczy. Właśnie przekroczyłem 30-tkę. Mam ogromne plany na rok 2017 zarówno jeśli chodzi o moje życie zawodowe, jak i osobiste. Czeka mnie mnóstwo zmian i po raz pierwszy w swoim życiu jestem naprawdę podekscytowany wywróceniem wszystkiego do góry nogami. Ludzie, którzy znali mnie jak miałem dwadzieścia kilka lat prawdopodobnie by w to nie uwierzyli.

Tak jak mówiłem wielokrotnie - zazwyczaj nie ma jednego wielkiego wydarzenia zmieniającego całe twoje życie. To raczej seria małych rzeczy, które się sumują i tylko oglądając się za siebie, możesz spostrzec co tak naprawdę się zadziało. Wystarczy tylko nieustannie dokładać nowe kamyki na szczyt stosu aby w końcu spowodować lawinę. Każda nowa rzecz, jaką próbujesz, odciska na tobie swoje piętno. I to przeważnie w dobry sposób.
Jeśli oglądasz się za siebie i nie żałujesz, że nie zacząłeś robić tych wszystkich rzeczy lata temu, to coś jest nie tak z twoim sposobem na życie.
Podróżowanie jest mocno niedoceniane pod tym względem. Sama ilość nowych informacji jakie twój mózg musi przetworzyć, interakcje z rozmaitymi ludźmi, nowe miejsca, doświadczenia, widoki - każda jedna rzecz zmienia cię czy jej na to pozwolisz, czy też nie. Nie znam nikogo, kto po odwiedzeniu kilku krajów, chciałby zostać w domu w ciepłych kapciach. I to nawet nie wspominając o tych wszystkich egzotycznych dziewczynach!

Chciałbym przybliżyć innym te doświadczenia. Nie później niż latem 2017 możesz spodziewać się sporego ogłoszenia. Wydaje mi się, że znalazłem świetny sposób na szybkie podniesienie umiejętności społecznych początkujących i na wykorzystanie statusu podróżnika tych bardziej zaawansowanych. Powiedzmy, że chodzi o mnóstwo wody, grupowe i indywidualne sesje coachingowe, egzotyczne lokalizacje i - oczywiście - dziewczyny. Więcej informacji w przyszłości, na razie pozwolę sobie pozostać tajemniczy.

Ja jako trzydziestolatek patrzący w świetlaną przyszłość. Na Karaibach to łatwe, bo przyszłość zawsze jest tam świetlana.
Będąc pod wpływem wydarzeń z jachtu i podróży, a także książek które ostatnio przeczytałem stwierdziłem, że jest wiele do ugrania rzucając się w nieznane. Zamiast tuningować London Daygame Model planuję rozłożyć go na czynniki pierwsze i poskładać pod siebie w dużo bardziej agresywnym wydaniu. Bardziej śmiałym, prawdopodobnie trudniejszym do opanowania dla początkujących, ale też takim, które faktycznie cię zmieni, zamiast tylko maskować twoje braki.

To z kolei oznacza dużo eksperymentów w najbliższej przyszłości. Pisząc te słowa chcę podjąć się wyjścia ze strefy komfortu, którą to stworzyłem swoimi średniozaawansowanymi czy też prawie-profesjonalnymi daygame'owymi umiejętnościami. Jestem inny niż ludzie na których się wzoruję i już dawno temu powinienem odrzucić te dodatkowe kółka.

Co jednak nie znaczy, że LDM nie jest idealny dla nowych i nieświadomych facetów, którzy dopiero odnajdują się w świecie "zawodowego" podrywania. Nie mam zamiaru zmieniać sposobu, w jaki uczę tych umiejętności, o ile nie uzyskam negatywnych informacji zwrotnych. Nie przestanę też pisać dla początkujących i średniozaawansowanych takich jak ja sam. Nie jestem jeszcze "mistrzem podrywu", ale z chęcią zapracuję na ten tytuł w przyszłości. Do tego jednak potrzebuję wykarczować swoją własną ścieżkę.

Jeżeli wszystko to brzmi strasznie onanistycznie - jest szansa, że masz rację. Mój umysł wrzucił szósty bieg i jak szalony tworzy plany, odkrywa okazje i utrzymuje mnie w stanie podekscytowania. Może to być tylko jetlag, ale dobrze pamiętam to samo uczucie, gdy ledwo co zaczynałem daygame'ować. Wiedziałem, że to będzie coś, co z czasem zmieni mnie dogłębnie i dokładnie tak się stało. Chcę uchwycić ten stan tym postem i móc do niego wrócić, gdy nadejdą nieuchronne porażki. Bo to, że tak się stanie mam jak w banku. Tak samo zresztą było z daygamem.

Jeśli jest jakaś rzecz, która sprawia, że czujesz się jakbyś stał na krawędzi - zarówno podekscytowany jak i przerażony nadchodzącym skokiem, to mogę doradzić tylko jedno - rzuć się naprzód. Jeśli ta rzecz nie jest w stanie cię zabić (a niewiele rzeczy w życiu jest) byłoby głupotą nie podążenie za instynktem. Niewiele wielkich rzeczy powstało poprzez wykonywanie dobrze znanych czynności w dobrze znanym otoczeniu. Doceń zmiany, stwórz się na nowo kiedykolwiek napotkasz na ścianę. Dla niektórych będzie to zupełnie nowa ścieżka kariery, a dla innych coś zupełnie przeciwnego, jak np. rzucenie pracy w korpo. Wiele osób urzeka podróżowanie i rozmaite sporty, a nawet chodzenie na siłownię. Praktycznie wszyscy daygame'ujący mężczyźni, których miałem okazję poznać zostali zmienieni przez te doświadczenie.

Nie możesz przewidzieć co wyjdzie z takiej zmiany i dokładnie to jest źródłem strachu. Wiesz, że robienie rzeczy z poza strefy komfortu wiąże się z porażkami, a może nawet publicznymi gafami. Ale jeśli potrafisz wyobrazić sobie siebie na końcu tej drogi, robiącego rzeczy, które teraz są poza zasięgiem, jeśli masz wizję, to mogę tylko cię zachęcić do wykonania pierwszego kroku.

Zacznij od zagadania "tej dziewczyny w pracy" albo "tej dziewczyny na siłowni". Pojedź za granicę na własną rękę. Zacznij rozmawiać z nieznajomymi dziewczynami i przypadkowymi ludźmi, zacznij daygame'ować i pozwól powtarzalnym czynnościom zmienić to, kim jesteś. W większości przypadków wyłonisz się nie jako ktoś zupełnie inny, ale jako lepsza wersja siebie.

2 komentarze:

  1. Skads to znam. Tez przechodze taka zmiane ale jestem na samym poczatku przemian zeby nie powiedziec w czarnej d. Ale nie widze dla siebie innej drogi niz droga walki. Alternatywa to ustatkowanie i mizernosc. Powodzenia w 2017. Cos czuje ze i dla mnie bedzie to przelomowy rok.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy rok powinien być przełomowy. Powodzenia!

      Usuń