Bardziej bezpośredni daygame

Próbowanie nowych rzeczy czasami zmienia cię w zaskakujący sposób. Moje ostatnie wojaże totalnie odcięły mnie od polityki i wydarzeń bieżących. Po powrocie wyrzuciłem wszystkie źródła negatywnych i irytujących wiadomości ze swoich feedów. Nie potrzebuję takich rzeczy.

Widziałem też z bliska wiele ludzkich zachowań i potrafię je rozpoznawać nieco lepiej. W rezultacie część moich współpracowników stała się nie do zniesienia. Musiałem też pożegnać się z jedną dziewczyną, z którą się widywałem, bo uświadomiłem sobie do czego nieuchronnie zmierza. Takie oczyszczenie pozwoli mi zachować lepsze zdrowie psychiczne na dłużej. Zmiany są dobre. Nauczyłem się tego daygame'ując. A w moim konkretnym przypadku zmiany są też bardzo potrzebne, chociaż unikałem ich przez większość swojego życia.

Aż do teraz byłem całkiem zadowolony w zasadzie ze wszystkiego, a drobne problemy naprawiałem na bieżąco (poza tą całą aferą z uwodzeniem kobiet). Ale od zawsze byłem zdania, że jeśli twoje środowisko ssie, to trzeba je zmienić. Teraz mam okazję zastosować tę poradę i do swojego życia. Jestem podekscytowany, ale też zanim to nastąpi jestem pewny, że póki co utrzymam swoje zdrowie psychiczne, jednocześnie pracując nad swoimi biznesami i daygamem.
Kiedy twoja praca/współlokatorzy/miasto/pogoda/cokolwiek sprawia, że twoje życie jest nie do wytrzymania i przekłada się negatywnie na twoje hobby (i daygame!) - zmień coś. Np. przeprowadź się do innego miasta albo przynajmniej mieszkania.
Zastanawiając się nad tym wszystkim i czytając Mastery autorstwa Roberta Greene'a nad moją łysą glacą pojawiła się żarówka. Przy okazji - ta książka nie jest aż tak dobra jak 48 Laws of Power, ale ma dwa rozdziały, które dla mnie okazały się nieocenione. Jestem dość binarny - albo wkładam w coś 110% wysiłku albo nie jestem tym zainteresowany. Te rozdziały mówią o inteligencji społecznej i kreatywnej-aktywnej fazie w życiu, kiedy to przestajesz stosować się do zasad i zaczynasz tworzyć własne. Wydaje mi się, że dla mnie czas na to nastał już dawno temu, ale na szczęście książka podsuwa kilka dobrych pomysłów jak się za to zabrać.

No dobra, może nie AŻ TAK bezpośredni.
Powrót do daygame'u po trzech tygodniach był zarówno przerażający, jak i ekscytujący. Bez większego przygotowania postanowiłem po prostu zacząć działać i zobaczyć co się stanie. Byłem po upojnej nocy spędzonej z jedną z kobiet, z którymi się widuję i na pewno nie byłem w żaden sposób wyposzczony. Może ciągle cierpiący po zmianie czasu, ale bardzo chętny na spróbowanie czegoś nowego. Odrobinę oderwany, ale i poruszony. Wszystko znów było nowe i wiedziałem, że nie tylko odkrywam te hobby na nowo, ale i się uczę. Nigdy nie miałem tak długiej przerwy i jak się okazuje, był to duży błąd.

Szukanie dziury w czymś co robisz dzień w dzień zawsze skutkuje mniejszym lub większym oszukiwaniem samego siebie. Wydaje ci się, że zbierasz doświadczenia, ale tak naprawdę nie próbujesz niczego nowego. Dobrze ci idzie przez parę dni, więc nie chcesz psuć passy. Nie eksperymentujesz, bo to oznacza gwarantowane porażki. Zmiana podejścia to rozpoczęcie wszystkiego od zera. Do cholery z tym wszystkim - myślisz - robiłem to tak dużo razy, że wystarczy zebrać się w sobie, dać z siebie wszystko, a rezultaty powinny się pojawić. I tak będzie. Ale to nie znaczy, że się rozwijasz.
To banał, ale jeśli nie idziesz do przodu, to się cofasz. Zaczynasz opierać się na rutynach i tekstach, które są dalekie od idealnych w ciągle zmieniającej się rzeczywistości.
Trzy tygodnie wystarczyło, żebym zaczął patrzeć na wszystko świeżym okiem. I jak bardzo się zdziwiłem! Powrót po takim czasie ujawnił wszystkie moje słabości, co do których miałem pewne podejrzenia, ale ignorowałem je jako nieistotne. Szło mi nieźle, więc czemu miałbym się głęboko analizować? Zrobiłem tysiące podejść, byłem na setkach randek i spałem z dziesiątkami dziewczyn. Drobne korekty to wszystko, czego potrzebowałem, prawda?

Gówno prawda. Kiedy zacząłem daygame na nowo mój umysł nie tylko pamiętał, ale i przetrawił wszystkie lekcje i doświadczenia. Mój autopilot jednak był wyłączony. Szybko uświadomiłem sobie, że zachowuję się inaczej niż w ostatnich paru miesiącach. Mój kontakt wzrokowy - kiedyś na tyle mocny, że nawet ludzie w pracy byli pod wrażeniem - znów wrócił do poziomu lasera. Ostatnio było z tym bardzo słabo, ale nawet nie byłem tego świadom. Zacząłem stosować kino na ulicy. Pierwszy raz jak się to stało zdziwiłem sam siebie! Moja bezpośredniość wkroczyła na dużo wyższy poziom. Zamiast być grzecznym po dość bezpośrednim komplemencie, stałem się o wiele bardziej seksualny. Upewniam się, że ona rozumie, że jest podrywana, a ja ani tego nie ukrywam, ani się nie wstydzę. Nie tylko robię to co powinienem, ale też w o wiele bardziej skalibrowany sposób. Kiedy widzę wahanie - cisnę jakbym był nowicjuszem uczącym się stackować. Ostatnimi czasy byłem leniwy i odpuszczałem takim dziewczynom. Ale koniec z tym!

Wszystko to działo się przy kompletnym braku oczekiwań. Nie tylko nie obchodzi mnie opinia innych, ale też jestem pewien, że dało się to wyczuć zarówno w głosie, jak i zachowaniu. Daygame ponownie stał się niezłą zabawą i dopiero teraz uświadomiłem sobie, że przestał takową być w okolicach listopada. Teraz, nawet jeśli rozmowa zmierzała do nikąd, to obie strony bawiły się świetnie. Oboje wiedzieliśmy o co tu chodzi, a powietrze iskrzyło od zbudowanego napięcia. Jestem pewien, że kilka z tych dziewczyn porządnie zerżnęło swoich facetów tego samego wieczora.
Uświadomienie sobie braków w grze niekoniecznie znaczy, że zaczniesz sypiać na prawo i lewo. Ale daje ci to szansę na rozwój.
Wszystko to niestety ciągle pozostaje dla mnie nieuchwytne. Większą uwagę zwróciłem na detale, które zmieniają ton i nastrój daygame'owych interakcji. Wygląda to tak, jakbym występował przed publicznością oczekującą, że dziewczyna zostanie wyrwana z butów. I staram się sprostać tym oczekiwaniom. Gatunek tego przedstawienia to komedia romantyczna, bo to najlepiej opisuje mój styl. Ale wraz z odkrytym na nowo laserowym wzrokiem i bezpośredniością sprawia, że mimo wszystko jest to rozmowa na poważnie. Muszę jeszcze uchwycić wszystkie drobne niuanse tego podejścia.

To zabawne, jak długa przerwa skutkuje nowymi pomysłami. Tym bardziej, że tego samego wieczora przeczytałem o tym w Mastery. Nie mam jeszcze pomysłu jak wpleść tego typu pauzy w mój styl życia. Kiedy jestem w Warszawie albo w innym dużym, europejskim mieście pełnym atrakcyjnych kobiet nie mogę się powstrzymać przed daygamem. Kilka dni to maksimum, a potem obsesja daje o sobie znać.

Teraz jak na dłoni widzę zalety długich przerw i restartu. Póki co nadal będę sugerował stabilne, zrównoważone tempo i więcej działania. Bo to doprowadziło mnie do miejsca, w którym się znajduję i to działa dla ludzi, którym pomagam. Być może jednak, żeby pójść dalej, potrzeba czegoś innego. Mam wrażenie, że przekonamy się o tym wkrótce...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz