Pułapka Taksówkarza

Nazwa Pułapki Taksówkarza (ang. Cab Driver's Fallacy) pochodzi od awersji do ryzyka kierowców taksówek, którzy utrzymują się z jeżdżenia. Mają oni tendencję do celowania w konkretny zarobek każdego dnia pracy. Skutkuje to tym, że największy przychód na godzinę mają w dni, w które pracują najkrócej. Znaczy to też, że najgorzej (na godzinę) wypadają w te dni, kiedy absolutnie nic im nie idzie. I chociaż każdego dnia kończą dyżur z mniej więcej tą samą kwotą, to czasami muszą na nią pracować o wiele dłużej.

A to uwzględnia tylko taryfę. Doliczając do tego koszty benzyny, zużycia samochodu i obciążenie psychiczne wynikające z braku klientów w słabsze dni jak na dłoni widać ekonomiczną katastrofę wynikającą z przedłużania sobie godzin pracy pomimo braku klientów. Jasne jest, że o wiele bardziej efektywny byłby zjazd do bazy jak tylko uświadomią sobie, że zbyt długo zajęłoby im osiągnięcie wyznaczonego celu i zapieprzanie w dni, w których interes się kręci.

Jeżeli brzmi to znajomo - super, to znaczy, że działasz wystarczająco dużo, żeby doświadczyć zmienności daygame'u. Czasami kapitalizujesz idealny nastrój czy świetną pogodę. Innym razem jest ciemno, mokro i zimno, masz gorączkę i po prostu chcesz iść do domu. Im więcej daygame'ujesz tym szybciej zauważasz wzorce. To nie tylko skład tłumu, energia wisząca w powietrzu, ale także twoje odczucia i poziom lęku.
Oczywiste jest, że to tekst dla średniozaawansowanych. Jak kierowcy taksówek - najpierw trzeba nauczyć się rozpoznawać które dni są dobre, a które złe. Nauczyć się wzorców.
Nie jesteś w stanie przewidzieć, jak jakiś dzień się zakończy. Dlatego zawsze warto wyjść i sprawdzić swoje przewidywania. Oczywiście jeśli jesteś w świetnym nastroju i masz pozytywne nastawienie częściej będziesz miał świetne sesje, niż kiedy jesteś przybity i spodziewasz się najgorszego. To nie znaczy, że jest to jedyny aspekt. Dużo ważniejsze czynniki to pogoda, dzień tygodnia, miesiąc, wydarzenia w okolicy i rozmaite losowe rzeczy które są całkowicie poza twoją kontrolą czy zdolnościami przewidywania.

Nie byłem w stanie znaleźć żadnego zdjęcia z Londyńską taksówką i kobietą, które nie byłoby z pornosa...
Możesz mnie spotkać kiedy pada czy kiedy jest zimno. W poprzednich latach było to spowodowane moją daygame'ową obsesją i próbami wychodzenia tak często jak się tylko da, żeby utrzymać moje lęki w ryzach i umiejętności na odpowiednio wysokim poziomie. I miało to wtedy sens. Polecam takie podejście każdemu, kto zaczyna swoją przygodę - zniszcz swoje słabości. Teraz jednak kieruję się innymi powodami. Sprawdzam szanse na wpadnięcie na odpowiadającą mi dziewczynę i na dobrą rozmowę. To znaczy, że potrzebuję sprawdzić ile dziewczyn faktycznie chodzi po ulicach i czy na pewno jestem w odpowiednim nastroju. A nie dowiem się tego nie próbując.

Wróćmy do tytułowego problemu. Jeżeli jesteś co najmniej średniozaawansowany - nie ciśnij do oporu każdego jednego dnia jakbyś koniecznie chciał wyrobić plan zdobycia dwóch numerów dziennie. Czasami los to naprawdę głupia suka i nic na to nie poradzisz. W takich wypadkach o wiele bardziej produktywne będzie zajęcie się czymś innym i powrót z pełnymi siłami następnego dnia. Harówka dużo kosztuje i im więcej walczysz, tym mniej energii masz na lepsze dni. Analogicznie - jeśli trafisz ten idealny nastrój, kiedy wszystko ci wychodzi, to spędź daygame'ując tyle godzin na ile tylko możesz sobie pozwolić. To się po prostu opłaca.

Kiedy podróżujesz wszystko wygląda zupełnie inaczej. Rób tyle podejść, jakby zaraz mieli wycofać Viagrę ze sklepów. Kiedy piszę bloga, to nieświadomie skupiam się na moim ulubionym rodzaju daygame'u - stacjonarnym. Po prostu działam  prawie codziennie i robię dosłownie kilka podejść. To konsekwencja prowadzi u mnie do sukcesów, a nie masowe podchodzenie związane z wypadami po Europie. Obie strategie mają sens, ale przy różnych okolicznościach.
Ludzie często topią mnóstwo pieniędzy trwając w fałszywym założeniu, że "skoro tyle straciłem, to nie ma sensu teraz realizować strat - musi się odbić". Ale jeszcze gorsze jest zakładanie, że masz "zły dzień", kiedy nawet nie spróbowałeś zrobić czegokolwiek.
Są aktywności, przy których omawiany problem w ogóle nie istnieje. Ćwiczenia fizyczne przychodzą na myśl jako pierwsze. Nawet, jeśli czujesz się jak gówno, ale nie jesteś chory, to i tak powinieneś pójść na trening. Tak jak podkreślałem to wielokrotnie - nie wiesz czy będzie on dobry, czy zły, zanim nie zaczniesz. Biłem swoje rekordy na sesjach, gdzie na początku myślałem, że będzie do dupy. Ale nawet jeśli taki trening nie będzie idealny, to i tak pomoże ci w utrzymaniu mięśni, zapewni przypływ endorfin, spali trochę kalorii i sprawi, że będziesz czuł się lepiej. Nie złapiesz kontuzji tylko dlatego, że to "nie twój dzień", ale na pewno poczujesz się gorzej, jeżeli zrezygnujesz z treningu.

Podobnie sprawa ma się z daygamem, gdzie unikanie własnych słabości prowadzi prosto do domu, do strefy komfortu, gdzie wydaje ci się, że poczujesz się lepiej. Nic z tych rzeczy. Jeżeli jest jeden przekaz do zapamiętania z tego tekstu to: nie jesteś w stanie przewidzieć czy dzień będzie dobry, czy zły. Przestań bawić się w prekognicję i po prostu sprawdź działając. Po kilku próbach faktycznie możesz wyciągnąć wnioski i podjąć świadomą decyzję. Na szczęście, w większości przypadków do tego czasu rezultaty będą na tyle dobre, że postanowisz kontynuować.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz