Daygame'owy nomad kontra stacjonarny daygame

Wielu znanych daygamerów jest podróżnikami czy wręcz nomadami. Większość czasu spędzają z dala od domu, jeżdżąc tu i tam. Ciągle są w ruchu, spotykają się z dziewczynami z różnych krajów i cieszą się swoimi mini-związkami (czy też przygodami na jedną noc). Ja mam szczęście żyć w dużym mieście i działać głównie na lokalnych dziewczynach. Ale zdarzyło mi się też podróżować tylko i wyłącznie w celach daygame'owych. I o ile nie jestem ekspertem jeżeli chodzi o takie wypady, to widzę kilka znaczących różnic.

Zacznijmy od tego, o czym wszyscy myślą. "Podryw na obcokrajowca jest o wiele prostszy!" Jednym słowem? Bzdura. Trzeba zmierzyć się z etykietką seks-turysty, barierą językową, nacjonalizmem (tak, są takie dziewczyny które nigdy nie "pójdą z obcym") i - przede wszystkim - brakiem czasu. Wbrew obiegowej opinii majtki same nie spadają jak tylko wyciągniesz swój... paszport. Dlaczego więc ludzie tyle podróżują, żeby parać się daygamem? Niektórych kręcą dziewczyny z określonego rejonu świata, inni na równi stawiają podróże i daygame. Jest też masa facetów mieszkających w okropnych miejscach jak np. w Niemczech, gdzie nie uświadczysz pięknych kobiet.
Jeśli interesuje cię daygame, a mieszkasz w Pierdziszewie, to musisz podróżować. Nie ma innej możliwości.
Najbardziej niezawodnym i łatwym do wytrwania sposobem na stanie się lepszym w czymkolwiek jest robienie tego każdego dnia. Jeśli przerzucasz żelazo na siłowni 7 razy w tygodniu staje się to twoim głęboko zakorzenionym nawykiem. Nie myślisz nawet w kategoriach organizowania sobie czasu na siłkę, bo wszystkie inne aktywności kręcą się wokół twardo ustawionych treningów. Tak samo jest z daygamem. Działając regularnie sprawiasz, że nauka jest dużo prostsza, a internalizacja - szybsza. Dlatego działanie na swoim podwórku ma wiele zalet.

Jeżeli mieszkasz w mieście, które liczy co najmniej 700 tysięcy dusz możesz podrywać dziewczyny latami bez wielkiego ryzyka wpadnięcia dwa razy na tę samą dwa razy (albo trzy, co zawsze jest śmieszne). Jeśli w dodatku są tam jakieś uczelnie, to zapewnią one stały napływ studentek. Nie możesz więc narzekać na brak dziewczyn, miejscówek, aktywności i pomysłów na randki. Ale sama liczba chętnych kobiet będzie tu największym czynnikiem. Możesz tak zorganizować sobie życie, żeby każdego tygodnia poznawać kilka dziewczyn i wrzucać je do daygame'owego lejka.

Bez konieczności trzaskania wielkiej liczby podejść w jak najkrótszym czasie ryzyko wypalenia jest dużo mniejsze. O ile nie robisz głupich rzeczy, jak próba zagadania 200 dziewczyn miesięcznie, to  twoje samopoczucie i wyniki powiedzą ci jaka intensywność jest utrzymywalna w długim okresie. Nie ma sensu robienie 50 podejść w weekend, jeśli musisz po tym odpoczywać 2 tygodnie. Bądź rozsądny. To maraton, a nie sprint. Wiele numerów nie odpowie, wiele randek skończy się niczym. Nie możesz polegać li tylko na jednym zbiorze numerów. Ciągle musisz uzupełniać i przewartościowywać swoje kontakty.

Dlatego też warto wprowadzić daygame jako stały element swojego życia. Wracaj z pracy dłuższą drogą. Poszwędaj się po zatłoczonej okolicy zanim pójdziesz na siłownię (albo po niej - tylko nie zapomnij o prysznicu!). Daygame'uj przed jakimś cyklicznym wydarzeniem albo uczyń takowym DG. Nie masz przecież żadnego terminu ani ciśnienia (no, czasami...).

Nic co napiszę i tak cię nie powstrzyma przed podróżowaniem w poszukiwaniu nowych flag. Zanim to zrobisz, warto jednak mieć za pasem kilka lokalnych...
Takiego luksusu nie masz gdy podróżujesz - pierwsze dni to hardkorowe zbieranie numerów, a następne wypełnione są zarówno daygamem jak i randkami aż do momentu, w którym zapełnisz wszystkie terminy. Wtedy możesz wyluzować i zająć się zwiedzaniem i spotkaniami z dziewczynami, starając się określić które z nich rokują najlepiej. I albo uda ci się domknąć, albo będzie potrzebna kolejna podróż.

I to jest coś, o czym większość podróżujących nie wspomina - żeby pozbyć się tego okropnego smrodu seks-turysty trzeba zostawać w jednym miejscu dłużej (10-15 dni) albo wracać po kilku tygodniach. Weekendowe wypady na daygame są bez sensu o ile nie masz już solidnych kontaktów czy wręcz dziewczyn. O te ostatnie szczególnie trudno - kiedy prześpisz się z kimś z innego kraju, to jest to większa przygoda niż zwykły seks. Co normuje szybki seks na miejscu jest możliwość zobaczenia się z dziewczyną za parę dni, powtórzenia gorącej nocy i pokazania, że nie znikasz już-teraz-zaraz. Jest to początek jakiejś relacji.

Mam tę dziwną cechę, że zasadniczo dziewczyny chcą się ze mną spotykać, nawet jeśli wiedzą, że jestem kobieciarzem. Nie obrywam jakimiś wyrzutami sumienia, zawsze wiedzą w co się pakują... i jest im z tym ok. A to z kolei znaczy, że z większością kobiet z którymi się przespałem widuję się mniej lub bardziej regularnie. Albo jesteśmy w związku nie na wyłączność, albo jest to czysty seks bez zobowiązań. Widujemy się raz na tydzień czy dwa, sypiamy ze sobą, robimy ciekawe rzeczy. Zupełnie inaczej sytuacja ma się z dziewczynami z innych krajów, gdzie przeważnie znikasz po kilku dniach, żeby - jak dobrze pójdzie - wrócić za parę tygodni. O ile w ogóle. Nie miałem jeszcze stałej "zagranicznej dziewczyny". Być może łatwiej jest o nie nomadom, którzy podróżują o wiele więcej...

Dlatego też chwalę sobie stacjonarny daygame. Lokalne dziewczyny, brak presji czasowej, dużo lepsza logistyka, możliwość planowania randek dalej niż dwa dni wprzód, brak posądzeń o seks-turystykę (tylko o nałogowe podrywanie), itd. Mieszkanie w dużym mieście zapewnia tę samą anonimowość co bycie cudzoziemcem gdzieś indziej. Ale z jakiegoś dziwnego powodu wiele osób sądzi, że daygame działa tylko za granicą.

Oczywiście wszyscy wiemy, że duże różnice genetyczne są atrakcyjne. Dlatego prędzej czy później i tak będziesz chciał odwiedzić inny kraj i spróbować swoich szans z dziewczynami, które są w jakiś sposób egzotyczne. Ale nie oszukuj się, że będzie ci szło lepiej za granicą niż w kraju. W najlepszym wypadku rezultaty będą podobne, a pewnie okażą się odrobinę gorsze. O ile nie odwiedzisz jakiejś Tajlandii, gdzie będziesz po prostu płacił za seks. Ale nie jest to coś, czym jesteśmy zainteresowani. A przynajmniej ja nie jestem.
Jeżeli twój daygame ssie w kraju, to na pewno nie okaże się lepszy za granicą.
Mieszkasz w dużym mieście? Tak więc nic nie powstrzymuje cię przed rozpoczęciem swojej przygody tam i teraz. Zawsze możesz zacząć jeździć później, jak już twoje umiejętności będą wystarczająco dobre. A jeśli mieszkasz w małej mieścinie - albo ucieknij do wielkiego miasta, albo planuj duże i długie wakacje w miejscach do których możesz (i będziesz chciał) wrócić. I pamiętaj - podróżowanie nie ma żadnych minusów.

7 komentarzy:

  1. Dzięki za bloga. Myślę, że wiele osób korzysta z tego co tu piszesz. Ja sam wczoraj wracając autobusem nocnym do domu po raz pierwszy odważyłem się zagadać do nieznajomej, pięknej kobiety. Nie udało mi się uzyskać numeru, ale normalnie bez stresu pogadałem i okazało się, że to nic strasznego.

    A trochę z innej beczki - często powołujesz się na blogu na Toma Torero - jak w takim razie ustosunkujesz się do tego, że publikował ustawiane infieldy (kręcone z wynajętymi aktorkami)?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brawo za podejście! Ostrzegam: jak się raz zacznie mieć sukcesy, to potem ciężko jest przestać...

      Co do Torero... Widziałem go parę razy w akcji, a tysiące razy sprawdziłem na sobie czy to co mówi działa. Jeżeli pytasz czy zna się na DG - zna się, można śmiało kierować się tym co mówi (w większości przypadków). Czy koloryzuje swoje sukcesy i osiągnięcia - raczej tak. Czy miał ustawiane infieldy? Niestety tak, sam to przyznał. Czy to była jednorazowa akcja czy też robił tak więcej razy? Nie mam pojęcia. Powołuję się na niego jako na eksperta od daygame'u, nie od kwestii moralnych.

      Usuń
  2. Jak bez podejrzeń zaprosić dziewczynę do hotelu na 2 spotkanie, jeśli nie mam możliwości zaprosić do domu?
    Dobrym planem jest zaprosić na bilarda/kręgle w pobliżu i zaproponować np. grę w scrabble/karty ?
    Nie będzie miała oporów wejść do budynku z napisem "hotel"?
    Co powiedzieć? że specjalnie wynająłem pokój żeby móc z nią spędzić czas intymnie?

    Z góry dziękuję za odpowiedź.
    Twoje artykuły są bardzo merytoryczne bez lania wody.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za miłe słowa!

      Nie jest to idealna logistyka - przede wszystkim istotne jest dlaczego nie możesz zaprosić do domu i dlaczego w ogóle mieszkasz w hotelu. Od tego zależy czy będzie łatwo czy trudno (jesteś na wyjeździe biznesowym w obcym mieście - łatwo; mieszkasz z rodzicami i kombinujesz jak koń po górę - trudno).

      Słusznie podejrzewasz, że może jej się zapalić ostrzegawcza lampka. Napisz do mnie szczegóły sytuacji na e-mail (np. korzystając z formularza http://pl.blog.tddaygame.com/p/kontakt.html) i spróbujemy coś sensownego wymyślić.

      Usuń
    2. Kombinuje jak koń pod górkę.
      W takim razie daruję sobie eskalację.
      Dzięki za odpowiedź :)

      Usuń
  3. Jeszcze raz napiszę, że blog jest świetny i przede wszystkim bardzo motywujący.
    Szkoda, że nie zamieściłeś szczegółowego omówienia poszczególnych etapów LGM z przykładowymi pytaniami czy też prowadzeniem rozmowy.

    Jak oceniasz możliwość poznania kogoś na stałe dzięki daygame'owi? Czy takie relacje w ogóle wchodzą w grę?
    Ponadto mam wrażenie, że tak naprawdę cały ten model LGM jest tylko nie znaczącym dodatkiem do tego jak koleś wygląda (czy podoba się kobiecie?). Jeśli się spodoba i gadka trzyma jakiś poziom (nawet średni, ale nie tragiczny) to ten numer dostanie. Innymi słowy - mało urodziwi faceci mają w daygame'ingu małe szanse i żaden model im nie pomoże. Zgadzasz się?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! LDM będzie opisany na przełomie roku...

      1. Znam sporo osób, które poznały kogoś na stałe w ten sposób. Nie widzę czemu miało by się nie dać.
      2. Jeżeli uważasz, że ja, Krauser czy Torero są "mocno urodziwi" to nie mam pytań. Na pewno zgodzę się, że wygląd ma znaczenie - jeżeli dzieci na twój widok płaczą, a wieśniacy wyciągają widły i pochodnie to raczej sobie daruj. Jeśli nie - ciężką pracą można zmienić wszystko poza wzrostem (i ew. jakimiś defektami). Reszta to po prostu doświadczenie, pewność siebie i masa innych rzeczy o których tu piszę.

      Podrywanie to umiejętność, o czym wie każdy, kto bawi się w to dłużej - bo z czasem idzie szybciej i łatwiej, i to z tymi "trudniejszymi" dziewczynami. Gdyby to zależało tylko od wyglądu, wyniki byłyby cały czas takie same.

      Usuń