Raport - nie tak szybko

W końcu, po serii zbyt gorących letnich weekendów, okropnych LMR-ów i dziewczyn, które same nie wiedziały czego w zasadzie ode mnie chcą wróciłem na właściwe tory. Zawsze powtarzam, że nie można zawsze być w szczycie formy. Górki i dołki są nieuniknione. I nieważne czy chodzi o daygame, treningi na siłowni czy w ogóle o życie.

Skupmy się na dziewczynie. Otwarcie było w miarę ok. Uśmiechała się, ale była zdecydowanie zbyt skryta i tajemnicza. Taki też był motyw przewodni całego spotkania: błyszczące oczy, uroczy uśmiech i minimalny wkład w rozmowę. No i niesamowicie zgrabne, jędrne ciało.

Po tym jak przyznała się, że lubi być tajemnicza i że w zasadzie musi iść udało się osiągnąć słaby "hook point". Wytrwałość i odrobina DHV popchnęły wszystko do przodu, ale nie zmieniły jej podejścia. Żartowała razem ze mną, dobrze reagowała na przekomarzanie się, ale była zdecydowanie zbyt pasywna. Wziąłem jej numer po zaledwie kilku minutach i zanotowałem "flake". Wydawało się, że prowadzi to donikąd.

Pierwsza rozmowa na WhatsAppie była całkiem długa. Ponownie wytknęła dziwność naszej rozmowy. Zgrywała też trudną do zdobycia mówiąc coś o napiętym harmonogramie. Ale jak wszyscy wiemy - jeżeli dziewczyna chce się z tobą spotkać, to znajdzie czas. Nie zapomni o wcześniejszych zobowiązaniach (nie jesteś aż tak ważny), ale jakoś wykroi wieczór, żeby się zobaczyć. Zgodziliśmy się wstępnie na datę, którą jeszcze mieliśmy potwierdzić, a o której najzwyczajniej w świecie... zapomniałem. W międzyczasie ustawiłem spotkanie z bardziej perspektywiczną dziewczyną.
Flake'uj. Umawiaj dwie randki w tym samym czasie, odwołuj zanim ona odwoła, nawet bez powodu. Bądź nieprzewidywalny.
Od mojego odwołania spotkania minęło zaledwie półtorej godziny zanim zaproponowała, żebyśmy przełożyli to na następny dzień. Słaby numer właśnie stał się mocniejszy. Teraz to ona zabiegała o moją uwagę, co było zaskakujące biorąc pod uwagę bardzo niski poziom dotychczasowego zaangażowania. Nie ma co narzekać. Oczywiście, że przystałem na jej propozycję.

Pójście na ciekawe piwo to zawsze dobry pomysł na randkę. Chociaż akurat ja preferuję belgijskie.
W trakcie randki nic nie zwiastowało tego, co miało nadejść. W pierwszym lokalu wydawało mi się, że znów jestem w Kijowie i męczę się z jakąś Rosjanką. Nie wszystkie są takie same, ale znacząca większość Rosjanek nosi pozbawione emocji maski i oczekuje, że sam będziesz prowadził całą rozmowę. Kiedy zadasz im jakieś pytanie, uzyskasz krótką, suchą odpowiedź. Kiedy one pytają ciebie zwykle są to proste pytania tak/nie. Jest to niesamowicie męczące i trzeba naprawdę mieć wyjebane, żeby przeżyć takie traktowanie. Ciągle ich nie rozgryzłem i przez to nie mam jeszcze rosyjskiej flagi. Jeszcze.

Wiedziałem za to, jak się zachować. Po pierwszych 10 minutach nie spodziewałem się niczego innego, jak okropnej randki donikąd. W pewnym sensie było to przedłużenie naszej rozmowy na ulicy - nikłe oznaki zainteresowania, krótkie zdania i brak ochoty na pchanie tej interakcji do przodu. No i oczywiście uroczy uśmiech i świetne ciało. Jakiekolwiek zainteresowanie wykazywała jedynie w stosunku do mojego stylu życia i - szczególnie - podróży. Zarobiłem nawet jedno "nienawidzę cię" z tego ostatniego powodu, co potraktowałem jako dobry znak.

Nie dowiedziałem się o niej zbyt dużo, oprócz poznania jej hobby, z powodu którego była trochę zakłopotana. Zupełnie nie rozumiem dlaczego. Spędziliśmy prawie godzinę w pierwszym lokalu pijąc po jednym piwie, bo oczywiście z tym też się nie spieszyła (pomimo moich ponagleń i sugestii, że może je zostawić). Poszedłem nawet do toalety, gdzie patrząc w lustro pytałem się "co teraz? w której części modelu jesteśmy?". Nie było jednak innego kierunku niż do przodu.

Zdecydowałem się zaryzykować drugą miejscówkę - drink bar. Po drodze spróbowałem kilku bardziej bezpośrednich tekstów i dotyku, co o dziwo zostało przyjęte bardzo dobrze. Tak więc to był teraz główny cel - podnieść temperaturę spotkania pomimo tego, że w zasadzie się nie znamy. Nie mogę zmusić jej do mówienia o sobie, pozostańmy więc przy drinkach i budowaniu seksualnego napięcia.

Drink bar. Co prawda siedzieliśmy przy sobie dłuższy czas i podążałem drabinką eskalacji, ale i tak pierwsza próba pocałunku była dla niej zaskoczeniem. Druga już zdecydowanie jej się spodobała i nie miała zamiaru jej przerwać (wytrwałość i obojętność!).

Wracając do rozmowy zasugerowałem następną kolejkę gdzieś indziej. Czas na bounceback. Ona poszła do łazienki, a ja szybko zapłaciłem i zamówiłem Ubera. Gdy wychodziliśmy z baru atmosfera była tak różna od tej z pierwszego lokalu jak to tylko możliwe. Uśmiechała się, była otwarta i podekscytowana. Tak jakby zapomniała być tajemnicza i obojętna i w końcu zaczęła być sobą.

Kolejną niespodzianką był brak komentarzy przy wchodzeniu do Ubera, w trakcie jazdy czy nawet gdy wysiadaliśmy pod moim blokiem. Tak jakby dokładnie tego oczekiwała. To mogło znaczyć, że albo już podjęła decyzję, że się ze mną prześpi, albo tak ufa swojej samokontroli, że jest pewna, że do niczego nie dojdzie. Czas pokaże.

Będąc już u mnie nalałem nam po kolejnym drinku, posłuchaliśmy muzyki i pobawiliśmy się perkusją. Potem przeniosłem nas do sypialni, gdzie po zdecydowanie zbyt długiej chwili w końcu wylądowaliśmy na łóżku. Nie udało się jednak dojść zbyt daleko. Wciąż byliśmy w ubraniach robiąc sobie wzajemnie to i owo, kiedy zdecydowała, że musi iść. Nie ma problemu, odprowadziłem ją do taksówki do akompaniamentu jej ciągle dzwoniącego telefonu.

Następnego dnia mieliśmy bardzo długą rozmowę - po prostu musiała się wytłumaczyć. Okazało się, że jest w bardzo nieszczęśliwym związku, jej chłopak olewa i jej hobby, i podróże do tego stopnia, że na wakacje jeździ z siostrą. Nie mogę powiedzieć, że się tego spodziewałem, ale też nie było to dla mnie zaskoczeniem. Moja rama to było "bywa, życie", bardzo też starałem się jej nie oceniać. To, w połączeniu z moim prawdziwym zainteresowaniem jej osobą, dało w rezultacie drugą randkę.

Jeżeli chodzi o pomysły na randki to tylko "film i wino" przebija "ja coś ugotuję, ty przynieś wino".
I to jaką! Chciałem, żeby wpadła do mnie na kolację, ale miała pewne problemy z wymknięciem się. Sama zasugerowała, że mogłaby udać, że jedzie dzień wcześniej do domu i przyjechać do mnie. Tylko, że to by oznaczało, że muszę ją przenocować co ponoć miało być "dziwne" (Dla kogo? Dla mnie nie!). Musieliśmy jeszcze przesunąć spotkanie o dzień z powodu problemów z logistyką (czytaj: chłopakiem). Poza tym wyglądało to na gwarantowany seks.
Dziewczyny w nieszczęśliwych związkach zwykle pożądają zainteresowania jedną lub kilkoma rzeczami w jej życiu. Zapewnij im to i będziesz w połowie drogi.
Spotkaliśmy się bez problemów. Ugotowałem niezłą kolację, ona przyniosła butelkę wina. Ponownie była nieco powściągliwa, niepewna całej tej sytuacji, ale jednak ciekawa dokąd to zmierza. Spędziliśmy trochę czasu oglądając teledyski w trakcie czego odrzuciła moją próbę pocałunku. A więc mimo wszystko nie miało to być proste. Przerzuciliśmy się do sypialni na coś, co zawsze działa na dziewczyny - filmy z moich podróży. W drugim pokoju jest tylko jeden fotel, więc usiadła na moich kolanach. Stąd już krótka droga do całowania się i jeszcze krótsza do łóżka.

Czułem się jak na kolejce górskiej. Za każdym razem gdy posunęliśmy się troszeczkę do przodu ona mocno łapała za hamulce. Po kilku takich próbach zostaliśmy bez koszulek. W tym tempie zajęłoby mi to całą noc, coś więc było nie tak. Jeszcze raz w trakcie tej historii poszedłem do toalety pomyśleć o brakującym składniku. Wciąż był to komfort. Podejrzewałem, że może czuć się winna.

Tak więc przez moment było więcej przytulania się i rozmów. Szczególnie o tym "jakie to dziwne, że tak szybko czujemy się ze sobą dobrze". W końcu otworzyła się długim monologiem o tym jak to jej źle w życiu, a głównym winowajcą jest jej chłopak. Potem dodała, że była zdziwiona, że nadal chciałem się z nią zobaczyć pomimo świadomości, że kogoś ma. Twierdziła, że pewnie chodzi mi tylko o seks. To bardzo fajna dziewczyna, a ja nie kłamię - oczywiście, że chciałem się z nią przespać, ale nie jestem fanem przygód na jedną noc i naprawdę dobrze się czułem w jej towarzystwie.
Kiedy dziewczyna mówi, że to wszystko dzieje się za szybko, to tak naprawdę szuka wymówek. Zapewnij je, a ona sama już sobie wszystko wytłumaczy.
Mówienie o tym, jak się dobrze dogadujemy, że "to nie powinno być tak szybko" czy "czuję się jakbyśmy znali się dużo dłużej" plus robienie planów na przyszłość (inne niż seks rzeczy, które będziemy robić razem), pokazywanie, że nie chodzi tylko o "zaliczenie" - to wszystko działa, jeżeli brakuje komfortu. Niektóre dziewczyny w ogóle tego nie potrzebują, ale ona do takich nie należała.

I to pomogło. Zdecydowała się przespać się ze mną z już tylko udawanymi oporami. Wciąż był to push/pull aż do samego końca, gdzie każdy element garderoby był jak osobny etap w jakiejś dziwnej grze. Na szczęście gdy doszliśmy do jej majtek wszystkie opory zniknęły i podniecenie przejęło stery. Było to spodziewane, ekscytujące i dzikie. Mieliśmy jeszcze siły na powtórkę przed zaśnięciem w swoich ramionach.

Zdaję sobie sprawę, że są faceci, którzy uzyskaliby seks szybciej będąc po prostu bardziej stanowczy i przebijając się przez jej bariery zamiast je rozmontowywać. Odradzam takie postępowanie. To ona powinna cię chcieć, niezależnie od zagrożeń i okoliczności. Nie powinna po prostu biernie akceptować tego co się dzieje. Tak będzie lepiej dla was obojga i dla waszych przyszłych spotkań. Tak, naprawdę nie zależy mi na przygodach na jedną noc.

Rankiem atmosfera "nowej pary" była jeszcze bardziej wyczuwalna - obudziliśmy się w najlepszy z możliwych sposobów i ruszyliśmy do swoich porannych rytuałów. Tak po prostu, jak dwójka ludzi która bardzo ma się ku sobie. I właśnie dla takich uczuć daygame'uję.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz