Jak cieszyć się z harówki nawet się nie starając

"Jak odnieść sukces w x" to jeden z najczęściej wyszukiwanych tematów. Ostatnio doszedłem do nie tak znowu odkrywczego wniosku, że większość rzeczy w których jestem dobry po prostu lubię robić. Co jeszcze bardziej oczywiste - robię więcej tego, co mi wychodzi i sprawia frajdę, a mniej tego w czym wiedzie mi się gorzej. Ale nie zawsze tak było. W początkach brnąłem w trudne rzeczy, niezależnie od efektów. Co mnie napędzało? Jak udało mi się je polubić?

Jak mówi świetny cytat z T-Nation "poświęcenie wypiera ciągłą potrzebę motywacji". Czasami muszę przypomnieć sobie dlaczego robię to co robię i ku czemu zmierzam. Poświęcenie nie wystarczy, jeżeli głęboko w środku nie czujesz, że robisz właściwą rzecz. Bez tych dwóch nie przeżyjesz żadnej harówki. A bez harówki nie da się osiągnąć niczego wartościowego.

Ludzie zwykle stawiają sobie cele od dupy strony. Jeżeli po prostu "ćwiczysz i przechodzisz na dietę" i wybierasz jedzenie, którego nie cierpisz i ćwiczenia które są łatwe i w najlepszym wypadku ujdą za korekcyjne robisz dwa największe błędy. Ćwicząc tak lekko będzie ci się wydawało, że nic nie robisz. Nie masz też żadnej szansy na wytrwanie z gównianą dietą. Stawiasz się w sytuacji z góry przegranej, niezależnie od tego jak to wygląda z zewnątrz. Szybko dasz sobie z tym spokój.
Zrezygnowanie z czegoś jest dużo prostsze niż kontynuowanie pomimo porażek. Poddając się opuszczasz trudną i wyboistą drogę, ale nowa trasa nie prowadzi nawet w okolice sukcesu.
Wybierz ćwiczenia, które są wymagające i sprawiają, że czujesz się po nich lepiej, a zapewnisz sobie przypływ endorfin i poczucie sukcesu po każdym treningu. To z kolei sprawi, że będzie ci się chciało kontynuować, aż w końcu poświęcenie przejmie stery. Ogarnięcie diety jest jeszcze prostsze - po prostu nie stawiaj się w sytuacji, gdzie możesz ponieść klęskę. Naucz się co jest zdrowe, sycące i smaczne, a potem gotuj sobie sam. Nie spotkałem jeszcze osoby, która nie wytrzymałaby z dietą składającą się z dużych ilości mięsa, zielonych warzyw, orzechów, nabiału i tłuszczy. Wszystko jest proste, kiedy jest przyjemne. A jeśli nie radzisz sobie z pokusami - unikaj ich. Przestałem pić okazyjne, wieczorne piwo bo po prostu nie mam żadnego w lodówce. To właśnie jest unikanie porażek albo - jeśli wolisz - stawianie się w sytuacji, gdzie sukces jest nieunikniony.

Temu przepisowi brakuje bardzo ważnego składnika - celu ku któremu dążysz. Wbrew obiegowej opinii dużo trudniej osiąga się sztywne cele. "Zrzucę 10 kg w 3 miesiące" nie jest rozsądnym tekstem. Jakakolwiek wpadka i od razu przyjdzie uczucie porażki lub po prostu dasz sobie spokój. Co gorsza, nawet jeśli będzie ci dobrze szło to nie przekroczysz postawionego celu. Zatrzymasz się na tych 10 kg. Ale pomyśl o czymś w rodzaju "zmodyfikuję swój styl życia, żeby tracić zbędne kilogramy jedząc zdrowe rzeczy które lubię i regularnie ćwicząc" i prawie będziesz w domu. Prawie. Uszereguj swoje cele i bądź ze sobą szczery - jeżeli kariera jest dla ciebie ważniejsza niż zdrowie (że co?!) to ustaw je w takiej kolejności.
Jeżeli nie robisz wszystkiego co możliwe, żeby osiągnąć swoją wizję to bądźmy szczerzy - nie jest to coś, czego pragniesz. Bądź ze sobą okrutnie szczery. Jeżeli twoją wizją jest spróbowanie każdego jednego piwa na tej planecie - zabierz się za to bez oglądania się na nic innego.
Jeśli chodzi o mierzalne rzeczy zdecydowanie zbyt łatwo jest wyznaczyć sobie twardy cel. "Chcę podnosić w martwym ciągu dwukrotność swojej wagi" to prosty przykład. To dobra drugorzędna wskazówka do wybierania ćwiczeń - tylko nie dodawaj do niej żadnego terminu i pamiętaj, żeby ją ciągle aktualizować. Taki cel powinien być cokolwiek nieosiągalny. Wystarczy wtedy wciągnąć go na listę odpowiednio wysoko, żeby poświęcenie przejęło stery i przerobić te zdanie na system, który zagwarantuje sukces. Potem dzieje się magia.

Kobieca wersja "stawiania się w pozycji do osiągnięcia sukcesu".
Wróćmy do daygame'u. Musisz mieć jakiś cel, ku któremu zmierzasz, ale którego (prawdopodobnie) nigdy nie osiągniesz. To całkowicie uwalnia cię od poczucia porażki. Być może "wizja" jest lepszym słowem - oznacza pożądany optymalny stan w przyszłości. Moja wizja to "mieć więcej okazji do widywania się, randkowania i sypiania z atrakcyjnymi dziewczynami niż mam na to czasu i jednocześnie spędzać na podrywaniu jak najmniej czasu". Rzeczy, które robię przybliżają mnie do tego stanu, ale jednak mam wrażenie, że nie da się go osiągnąć.

Co znaczy "poświęcenie" w tym kontekście? Ta wizja jest aktualnie numerem trzy na liście moich celów ("wizji"). Nigdy nie powinieneś dążyć do więcej niż trzech rzeczy, a zawsze powinny być one ułożone w kolejności. Kiedykolwiek mam okazję zrobić coś, żeby osiągnąć ważniejszy cel - robię to. Jestem ze sobą szczery i wiem, czego chcę. Kiedy zaś mogę - daygame'uję, randkuję, piszę, tweetuję, szkolę, publikuję infieldy i doradzam online.

Jeżeli brzmi to jak ciężka praca, to na pewno nie zapoznałeś się jeszcze z How to Fail at Almost Everything and Still Win Big Scotta Adamsa. Nie odbierasz tego w ten sposób, jeżeli nieustannie stawiasz się w sytuacjach gdzie możesz osiągnąć sukces (albo przynajmniej regularnie robisz cokolwiek). Każdego dnia po pracy wybieram okrężną drogę do domu przez centrum miasta i tam daygame'uję. Ustawiam randki tak, żeby nie przeszkadzały mi w treningach. Tak organizuję swoje życie, żeby było mi wygodnie poznawać i uwodzić dziewczyny.
Jeżeli każdego dnia po pracy idziesz prosto do domu i nie masz wystarczająco silnej woli, żeby wyjść na daygame - sam stawiasz się w sytuacji gdzie łatwo jest osiągnąć porażkę. Nie potrzebujesz silniejszej woli, po prostu potrzebujesz trzymać się z dala od domu.
Inny przykład: lubię pisać i założyłem sobie pisanie 5 postów miesięcznie. Ale nie mam żadnego harmonogramu. Kiedykolwiek wpadnie mi do głowy coś, czym chciałbym się podzielić - zapisuję to. Kiedykolwiek jestem blisko klawiatury i mam trochę wolnego czasu - piszę korzystając z notatek (dzięki czemu nie mam wymówki "nie wiem o czym pisać"). Oczywiście mógłbym w tym czasie obejrzeć pierdylion filmików na YouTube, ale jak ostatnio sprawdzałem nie przybliża mnie to do niczego.

Ostatni element układanki to przyjemność. Tak, daygame czasami ssie i w takich chwilach po prostu stosujesz strategie radzenia sobie z wypaleniem i pozwalasz poświęceniu działać. Popatrz na listę swoich wizji, przewartościuj je. Jeżeli daygame wciąż łapie się na top 3 - super. Zaciśnij zęby i brnij do przodu. Jeżeli zrobiłeś wszystko dobrze - nauczyłeś się podstaw, przećwiczyłeś model, regularnie stawiasz się w sytuacji gdzie możesz podrywać dziewczyny - to wkrótce też będziesz czuł przyjemność z sukcesów. Świetne interakcje, randki, pocałunki, seks, nawet związki - to sprawia, że okazjonalna harówka jest tego warta. Jeżeli odnosisz porażki - popraw się, jeżeli sukcesy - rób to co robisz.

A więc "jak odnieść sukces w x"? Jak zwykle odpowiedź jest bardzo prosta do zrozumienia i bardzo trudna do wprowadzenia w życie: poświęć się temu bez reszty, stawiaj się w sytuacjach gdzie możesz odnieść sukces i ciesz się procesem. Nie ważne czy jest to daygame, siłka czy twoje życie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz