Ilość i jakość (więcej działania, część trzecia)

Pierwszą połowę tego roku spędziłem na robieniu większej liczby podejść podpierając się nie tak znowu szalonym założeniem, że więcej podejść równa się więcej dziewczyn w łóżku. Ten eksperyment doprowadził do nieco bardziej zaskakujących wniosków.

Zanim jednak przejdę do liczb chcę się podzielić odkryciem ostatnich miesięcy. Nie jest to jakaś przełomowa myśl, ale jest warta powtarzania w kółko nawet jeśli nie twoim upartym znajomym, to samemu sobie: podchodzenie do większej liczby dziewczyn daje lepsze rezultaty. Nie tylko w temacie randek, seksu i związków. Spotkasz się z lepszymi reakcjami, bardziej otwartymi dziewczynami i w ogóle wszystko będzie łatwiejsze. Nie tylko z powodu doświadczenia, ale także z powodu twojej otwartości, wysokiego "pędu" i czerpania większej radości z daygame'u.
"Ilość" nie znaczy podchodzenia do każdej dziewczyny która żyje. Chodzi o reagowanie na każdy sygnał, kaprys i IOI. Jeżeli zastanawiałeś się nad podejściem chociażby przez moment - zrób je. Sprawdź czemu zwróciłeś na nią uwagę.
Zaufanie swojemu umysłowi, że zauważa naprawdę atrakcyjne dziewczyny i działanie zamiast myślenia sprawia, że jesteś bardziej prawdziwy. Zamiast bycia gościem, który najpierw rozważa zagadanie, a dopiero potem "otwiera", "stackuje", "poznaje" i "bierze numer" jesteś facetem, który po prostu "podrywa dziewczyny". I gada z większą ich liczbą niezależnie od wyimaginowanych szans na seks lub tego czy ona bardziej nadaje się na LTR czy na fuck friend.

"Więcej działania" zmienia twoje nastawienie na bardziej otwarte, twoje akcje na szybsze, a ciebie koniec końców na bardziej atrakcyjnego. Bo staniesz się facetem, który reaguje na każde spojrzenie rzucone w twoim kierunku przez niezłą laskę. Facetem, który biegnie za dziewczyną tylko po to, żeby sprawdzić czy naprawdę była taka dobra. Aż w końcu - gościem, który sięga po to czego chce. Nawet jeśli najczęściej kończy się to zlewką.

Odwrotnie - mniej podchodzenia i ostrożne wybieranie dziewczyn sprawia, że stajesz się tym dziwnym, "creepy" gościem, który ma sukcesy tylko z bardzo wąską grupą dziewczyn: tymi, które od początku i bez względu na nic dają ci zielone światło. Możesz stać się ekspertem w ich rozpoznawaniu i - ponieważ zawsze sytuacja będzie wyglądała podobnie - będzie ci z nimi szło całkiem nieźle. Ale to nie jest to, o co mi chodzi w tym całym podrywaniu.

Kobieciarz nie powinien działać w niszy. Chodzi o uwodzenie dziewczyn w różnych sytuacjach i różnych scenariuszach. Nie mówię, że trzeba być uniwersalnym (nightgame to ciągle nie jest moja para kaloszy) ale poszerzanie swoich horyzontów nikomu nie wyjdzie bokiem. O ile oczywiście nie będziesz rzucał się na pasztety albo spamował podejścia bez analizy swoich błędów.

Im bardziej działasz na podstawie kaprysów tym fajniejsze dziewczyny zdobywasz. Celowo nie używam tu słów "piękniejsze", bo nie o to chodzi. Każdy z nas z kilometra widzi oszałamiającą laskę albo wylaszczoną kobietę po niezliczonych operacjach plastycznych. Mam jednak na myśli dziewczyny, które po prostu ci pasują. Zwykle będą one gdzieś w zakresie 7-8, ale będziesz się z nimi rewelacyjnie dogadywał i/lub będą miały cechy których szukasz. Gadanie, że "nie jest wystarczająco dobra" kiedy odwróciłeś się za nią trzy razy jest po prostu głupie.

Będąc w temacie "więcej działania" - co on robi z łapami?
Wracając do serii "więcej działania". Jak do tej pory zrobiłem mniej więcej tyle samo podejść co w tym samym okresie 2015, aczkolwiek w mniej dni "roboczych". Jestem bardziej efektywny: wychodzę rzadziej i robię więcej podejść na sesję. Mam też z tego więcej numerów (jestem w szczycie formy jeżeli chodzi o umiejętności na ulicy), ale - i to jest zaskoczenie - mam mniej randek. Te jednak zwykle są lepsze - dziewczyny które się na nich pojawiają przeważnie są zainteresowane albo seksem, albo przynajmniej związkiem.
Jeżeli dużo dziewczyn traci się pomiędzy wzięciem numeru i pierwszą randką zwykle znaczy to słabą grę na ulicy (za dużo/za mało albo budowania atrakcyjności, albo poznawania się) lub mega słabe SMS-y/wiadomości (które to nigdy nie są znaczącym czynnikiem, jeżeli podejście było solidne).
Gdzie jest więc te całe nastawienie na "więcej działania"? Bardziej żyję chwilą, działam bez zastanawiania się  i robię więcej podejść... na sesję. Jest lato i mnóstwo rzeczy zżerających czas, tak więc nie wychodzę już 6 dni w tygodniu. Ograniczam się do czterech lub pięciu, a same sesje są krótsze. "Więcej działania" znaczy, że nie odpuszczam żadnemu uroczemu uśmiechowi skierowanemu w moją stronę. To znaczy, że myślę "sprawdźmy to!" za każdym razem jak mam jakieś wątpliwości. I działa to świetnie.

Jeżeli zaś chodzi o sukcesy - tak, ogólnie przespałem się z większą liczbą dziewczyn niż w pierwszej połowie 2015 (będąc na mniejszej liczbie randek!). Moje agresywne podejście (r-selekcja) działa w ten sposób, że jeżeli dziewczyna w ogóle jest mną zainteresowana, to seks jest gdzieś na tapecie. Największy problem w tym momencie, to czy jestem w stanie zwiększyć liczbę numerów przekuwanych na randki i... czy w ogóle potrzebuję to robić.

Widzę to tak: biorąc pod uwagę moje 2500 podejść jestem ekspertem jeżeli chodzi o zgarnianie numerów za dnia. Niektóre dziewczyny są chętne do spotkania pod wpływem chwili, szczególnie jeżeli mam dobry flow. Po kilku dniach emocje opadają, a one mogą nawet nie wiedzieć czemu w zasadzie dały mi swój numer. Ewentualnie poznają się na mojej naturze kobieciarza i nie chcą mieć z tym nic do czynienia. Ale skoro ja tak naprawdę chcę przygodnego seksu z wieloma dziewczynami, to utrata kobiet które głównie chcą poromansować nie jest szczególnie dotkliwą stratą. Aczkolwiek nie ukrywam, że lepiej byłoby namówić je na ostatni skok w bok przed ustatkowaniem się. Popracuję nad tym niedługo.

Udało mi się też zejść poniżej 50 podejść na sukces... ale tylko na chwilę. Seria niefortunnych zdarzeń dotykająca moich relacji z dziewczynami, które byłem przekonany, że są pewne na 100% troszeczkę cofnęła mnie w tej statystyce. Szczęście jest tu znaczącym czynnikiem. Niemniej wszystko to razem z naprawdę ciekawymi przygodami zarówno w Polsce jak i za granicą dały mi lepsze zrozumienie tego kim jestem i czego chcę.

Mam większą świadomość dziewczyn, które mnie interesują i bardziej je filtruję, żeby znaleźć ich szaloną stronę. Najciekawsze rzeczy w tym roku wyprawiałem z nieśmiałymi dziewczynami, o których wiedziałem, że są zwariowane... gdy nikt nie patrzy. Z drugiej strony wiem, że straciłem kilka okazji gdzie bycie cierpliwym czy lepszym materiałem na chłopaka dałoby w rezultacie sukces. Ledwo ostatniego weekendu pożegnałem się z dziewczyną poddając w wątpliwość to, że ktoś może "nie mieć czasu dać znać". Na randce wszystko szło jak po maśle i była okrutnie chętna, ale nie mam ochoty na użeranie się z dziewczyną która nie potrafi potwierdzić spotkania, które sama zaproponowała.

Jeżeli jesteśmy przy statystykach - konsekwentnie staję się lepszy. Być może z zupełnie innych powodów niż te wymienione powyżej, ale postęp jest widoczny gołym okiem. Jeżeli ktokolwiek nadal uważa, że uwodzenie to nie umiejętność i nie da się tego nauczyć, to jest w błędzie. Ucz się mądrze - podchodź do wielu dziewczyn (ilość) które ci się podobają (jakość), analizuj porażki i sukcesy, opierając się na tym zmieniaj swoje podejście i wszystko powinno być dobrze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz