Ten straszny friendzone

Są ludzie, którzy będą wymyślać dziwne argumenty i zachęcać innych do zaprzyjaźniania się z ładnymi dziewczynami. Ba, powiedzą nawet, że korzystnie jest wepchać się we friendzone tylko po to, żeby zdobyć dojście do "koleżanek". Tak jakby rzeczone koleżanki nigdy nie wychodziły z domu nic załatwić, ani na zakupy. O, wychodzą? Czyli jednak można je spokojnie spotkać na ulicy i zagadać, nie potrzeba do tego żadnych "dojść".

Nie po to uczy się umiejętności poznawania i uwodzenia dziewczyn, żeby polegać na dobrej woli ich koleżanek. Skoro można poznać je na swoich warunkach bez niczyjej pomocy, to nie ma co robić tzw. "social circle game". Żeby nie było, przez znajomych można poznać mnóstwo osób - znajomi, znajomi znajomych, znajomi znajomych znajomych, itd. to olbrzymia grupa gdzie na pewno znajdzie się ktoś interesujący.
Mam kumpla pracującego na pograniczu mody. Tak, zdarzają się sytuacje, że znajomości z mnóstwem ładnych dziewczyn się opłacają. Ale skoro czytasz tego posta, to zakładam, że nie jest to twoja sytuacja (moja na pewno nie).
Dużym problem z podrywaniem wśród znajomych jest to, że ludzie gadają. I gdy tylko twoja reputacja kobieciarza wyjdzie na jaw możesz stracić wszystkie możliwości "grania" w danym środowisku. Gdyby tylko był jakiś sposób na poznanie dziewczyny z poza twojej grupy, która nie będzie czuła się oceniania jeśli postanowi się z tobą szybko przespać...

Żeby jednak nie być tak zupełnie stronniczym - "zła" sława może działać też na korzyść. Jeden z moich znajomych jest polecany innym dziewczynom nawet przez jego ex! Ale wciąż jest to poleganie na innych w wyborze kobiet. Sypia z nimi, bo jednak wyglądają dobrze i jest mu łatwo je domknąć (dowód społeczny). Ale wciąż nie są one idealnie w jego typie tak jak dziewczyny z daygame'u gdzie to ty wybierasz.
Są gorsze rzeczy niż bycie przyjacielem dziewczyn, żeby móc sypiać z ich koleżankami. Jedną z najgorszych jest próba dopchania się do jej majtek przez uprzednie zostanie jej kolegą.
Kiedy gość, który "jest tylko kolegą" przyznaje się do swoich uczuć w stosunku do dziewczyny ta zwykle czuje się obrzydzona albo oburzona. Nie będzie żadnego romantycznego momentu jak w jakimś głupim filmie. Albo pomyśli "co za frajer - nie miał nawet jaj, żeby przyznać się, że mu się podobam!" albo "ten kłamliwy palant udawał mojego przyjaciela tylko po to, żeby mnie przelecieć! a ja myślałam, że on jest inny!".

Jeśli twój znajomy kiedykolwiek wspomni, że ma zamiar zaprzyjaźnić się z jakąś dziewczyną zadaj mu dwa pytania: "czy wolałbyś spędzić wieczór z dziewczyną która jest twoją przyjaciółką czy z taką która jest twoją kochanką?" (wszyscy znamy odpowiedź), "czy laska, której chcesz zostać przyjacielem jest ładna?" (jeżeli nie - to po cholerę w ogóle się nią zajmuje? jeżeli tak - jest kłamcą, który próbuje dostać się do jej majtek).

Biorąc pod uwagę, że dziewczyny uwielbiają dramaty i prędzej czy później robi się przy nich "ciekawie" mało rozsądne jest spędzać z nimi czas w nieromantyczny sposób. Wszystko co możesz zrobić z "kumpelą" możesz też zrobić z kumplem. I śmiem twierdzić, że z facetami bawił się będziesz o wiele lepiej.

Tak, wiem, że znajomy znajomego zna świetną laskę która interesuje się strzelectwem, motocrossem i heavy metalem i jest zajebistą kumpelą. Ale rozmawiamy o ogólnych zasadach, a nie wyjątkach. A przeważnie faceci są o wiele lepszymi kumplami niż dziewczyny, nie wspominając już o tym, że zasadniczo mają ciekawsze zainteresowania.

"I już trzeci raz w tym miesiącu jakiś gość przeleciał mnie po imprezie i nawet nie zadzwonił... Dobrze, że ty jesteś inny!"
W trakcie jednej z rozmów o friendzonie pewien gość przyznał się (zapewne też po raz pierwszy przed samym sobą), że zostaje kolegą dziewczyn w poszukiwaniu sposobu na zostanie ich chłopakiem. Jest tyle złego w tym podejściu, że nie wiadomo od czego zacząć - czy od myślenia o związku przed seksem czy o byciu podstępnym kłamliwym draniem.

Najpierw seks, a potem (może) związek. To jest zasada, której nie wolno łamać i która pozwoli ci mieć przewagę w sytuacjach damsko-męskich. Bo faceci dążą do seksu, kobiety - do związków. Godząc się na związek przed pójściem ze sobą do łóżka ona dostaje wszystko co chce (uwagę, walidację, uczucia, randki, itd.) i nawet nie musi z tobą sypiać! Jeżeli by cię pragnęła, to przecież już dawno byście pieprzyli się jak króliki. Jeżeli zaś to się w tym "związku" nie dzieje, to ona po prostu cię wykorzystuje.

Bycie jej przyjacielem oznacza również brak jaj. Jeżeli chcesz jakąś dziewczynę - musisz być gotowy na odrzucenie. Nie możesz udawać jej kolegi tylko po to, żeby w nieskończoność przeciągać moment w którym usłyszysz "nie". O wiele lepiej jest być szczerym od samego początku. Albo zostaniesz odrzucony i przestaniesz marnować na nią swój czas (i dobrze) albo ją w końcu zdobędziesz (jeszcze lepiej).

Nie ma żadnego sposobu, żeby przejść z bycia "kolegą" do bycia "kochankiem". Jeśli kiedykolwiek znajdziesz się w tym strasznym friendzonie - przestań się z nią widywać, całkowicie się od niej odetnij. Kiedy zapyta się co się stało po prostu przyznaj się, że "przestałeś myśleć o niej jako tylko o koleżance, nie powinniście się więc spotykać tak jak do tej pory". Daruj sobie bardziej szczegółowe wyjaśnienia - tylko przez całkowite zniknięcie z radaru możesz dać jej czas na rozwinięcie jakichkolwiek uczuć w stosunku do ciebie i może, baaardzo może, kiedyś sama się do ciebie odezwie.

Ale w większości przypadków szanse na to są równe zeru. Tak więc nigdy nie przestawaj poznawać nowych dziewczyn i unikaj friendzone'u poprzez bycie szczerym co do swoich intencji. Oczywiście w odpowiednio skalibrowany sposób - subtelnie, ale wyraźnie. Więcej na ten temat - wkrótce.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz