Raporty - czynnik szczęścia

W ciągu niecałego miesiąca byłem na Ukrainie dwa razy. Pierwszy - żeby nacieszyć oczy Lwowem i solidnie podaygame'ować w Kijowie. Druga wizyta nie była planowana, ale skoro w trakcie pierwszej nałapałem sporo kontaktów to żal było nie wracać. Oto dwie historie spośród wielu, które się tam wydarzyły.


Muzyczna Dziewczyna

To był okropny piątkowy wieczór w trakcie pierwszej podróży. Zarówno moja jak i sharkka randki nie wypaliły, tak więc siedzieliśmy w naszym dużym mieszkaniu i rozmyślaliśmy o tajemnicach wszechświata (nie do końca) kiedy nagle pojawił się dobry pomysł. Pobliskie centrum handlowe było otwarte jeszcze przez godzinę! Postanowiliśmy zrobić cokolwiek aby tylko nie łapać odleżyn, wyruszyliśmy więc sprawdzić co się tam dzieje.

Po drodze do centrum zatrzymałem uroczą, zrelaksowaną Ukrainkę. Jej angielski był naprawdę dobry, pracowała w IT i - to ci dopiero - znała mój ulubiony zespół. Na temat muzyki zeszliśmy bardzo szybko, bo był to mój pierwszy strzał w trakcie fazy Stacking - miała przecież słuchawki w uszach i uśmiech na twarzy. Szybko złapaliśmy nić porozumienia i zanurzyliśmy się w rozmowie o zespołach, koncertach i podróżach. Okazało się, że będzie niedługo w Polsce na heavymetalowym koncercie i że podróżuje kiedy tylko może.

W ręku miała zakupy i nie zmierzała w kierunku stacji metra, założyłem więc, że mieszka niedaleko. Sherlock Holmes byłby dumny - dedukcja była prawidłowa. Zamiast gadać na ulicy ustawiliśmy się za 40 minut przed wejściem do pobliskiej kawiarni. Tak się odmienia kiepski wieczór!

Randka nie byłą szczególnie przebojowa - dobrze się rozumieliśmy, wypiliśmy coś bez alkoholu i tak naprawdę nie udało się zbudować wielkiego napięcia przed zamknięciem lokalu. Zasugerowałem przenosiny do mnie i o dziwo zgodziła się na to bez większych oporów. Pomogło to, że nasz "apartament" był zaledwie dwa bloki dalej, a sharkk wyszedł na swoją randkę (tak, jemu też udało się ustawić, ale z inną dziewczyną niż pierwotnie zamierzał).

W mieszkaniu spoczęliśmy na kanapie i zajęliśmy się przeglądaniem playlisty na moim telefonie. Słuchając muzyki, siedząc naprawdę blisko siebie moja eskalacja była ograniczona do dotyku, zabawy jej włosami i oczywiście długich pauz w trakcie których wpatrywaliśmy się w swoje oczy. W trakcie tego dowiedziałem się, że ma jeszcze jakieś 30 minut, nie widziałem więc żadnego sensu w naciskaniu na pocałunek. Wyglądałoby jakbym się śpieszył.

Opuściła mieszkanie o czasie i to było wszystko, co wydarzyło się na pierwszej wycieczce. Mieliśmy się jeszcze spotkać na niedzielne śniadanie przed moim odlotem, ale to akurat nie wyszło. Niemniej długa gra SMS-owa wyglądała obiecująco. Poruszaliśmy tematy niezwiązane z muzyką, znalazło się też miejsce na uwodzenie. Wyglądała na chętną i naprawdę ucieszyła ją informacja, że wracam do Kijowa.

Jak to nie jest dobry znak, to już nie wiem co nim jest.
Obecnie moja długa gra skupia się na podgrzewaniu kontaktu. Nie chcę go spalić, więc nie przesadzam z temperaturą, ale jednak między wierszami pokazuję seksualną ramę "kochanka". To, w połączeniu z poznawaniem się i rozpracowywaniem logistyki dało w rezultacie randkę przy winie w moim mieszkaniu. Seks był w domyśle. Miała to być sobota w trakcie drugiej wizyty w Kijowie.

W piątek, czyli dzień przed spotkaniem, okazało się, że dostała bilety na ukraińską gwiazdę rocka, która miała koncert na stadionie jakieś 700 metrów od mojego mieszkania. Bilety były prezentem, ona - fanką muzyki, a do tego sama zasugerowała, że odwiedzi mnie po koncercie o 23. To w zasadzie jest jasny przekaz - "przyjdę do ciebie i spędzimy razem noc". W sobotę rano dopytała jeszcze o adres czym potwierdziła plan. Cudownie.

http-twitter
Czytelnicy Twittera wiedzą jaki był mój największy błąd - wypicie kawy o 23 w oczekiwaniu aż ona przyjdzie. Nigdy się nie pojawiła i nie usłyszałem od niej ani słowa w trakcie mojego pobytu w Kijowie. Pech. Chociaż nie była to idealna sytuacja, to jednak bardzo obiecująca, a pomimo tego nic się nie wydarzyło.


Rozwiedziona Dziewczyna

Był to jeden z pierwszych setów drugiej podróży do Kijowa. Byliśmy w centrum handlowym, sharkk pobiegł za jakąś laską, a ja zauważyłem gapiącą się na mnie uroczą dziewczynę w sukience. To było bardzo silne IOI, ale ja byłem zajęty podłączeniem mikrofonu i ustawianiem nagrywania. Kiedy zerknąłem na nią z powrotem uśmiechnęła się do mnie. Nie miałem więc innego wyjścia niż zagaić.

Podejścia wynikające z "zaproszenia" dziewczyny zawsze są świetne. Nawet jeśli w głowie ma tylko flirt, to takie rozmowy są najlepsze i najłatwiejsze. Rozmawialiśmy o mieście, podróżach i naszych życiach. Nigdy przedtem nie byłem tyle razy "przypadkiem" dotknięty w trakcie samego podejścia. Była to też odpowiednio długa rozmowa. I co prawda wspomniała, że tego dnia jest zajęta, ale możemy się spotkać innym razem. Zachichotała uroczo na widok mojego zdjęcia profilowego na WhatsAppie na co zasugerowałem, że powinna wstawić jakieś swoje (zamieściła swoją fotkę na motocyklu). Sharkk obserwował nas z boku i powiedział, że odchodząc w swoją stronę z szerokim uśmiechem na twarzy promieniała radością. To był mega mocny numer, nawet jak na tak powolne miasto jakim jest Kijów.

Nie pytajcie mnie czemu  te wszystkie emotikonki nie mają oczu. Na Ukrainie nie mają i tyle.
Nasza rozmowa via WhatsApp była odpowiednią mieszaniną podniecenia i (nie)potrzebnej ostrożności. To dobrze - jeżeli dziewczyna "nie wie" czego może się spodziewać, to znaczy, że przynajmniej pomyślała o erotycznym scenariuszu. Teraz pozostało tylko go urzeczywistnić.

Przewińmy taśmę do następnego dnia, kiedy to w południe napisała do mnie, żeby potwierdzić spotkanie (dobry sygnał). Potem niestety spóźniła się prawie pół godziny (już nie taki dobry). Miała wytłumaczenie i przepraszała za tę sytuację, więc ani w głowie było mi psucie nastroju przez skupianie się na takim detalu. Wyruszyliśmy do pierwszej miejscówki - tej samej kawiarni, gdzie byłem z Muzyczną Dziewczyną.

Zamówiliśmy dwie kawy i jeden sernik z dwoma widelczykami. To był jej pomysł, ale to też świetny dodatek do szybkiej randki. Wspólne jedzenie jest intymne, figlarne i pozwala na inną eskalację zagłuszając nieco seksualny podtekst spotkania.

Rozmawialiśmy głównie o sobie - dowiedziałem się, że nie tak dawno temu się rozwiodła. Przez większą część długiego małżeństwa jej mąż ją zdradzał. Tak, w tym z jej przyjaciółką. Tak więc teraz, po rozwodzie i przeprowadzce była gotowa na życie pełną piersią, podróżowanie, doświadczanie nowych rzeczy. Chciała w końcu czerpać coś z życia dla siebie. No cóż, wychodzi na to, że tym czymś będę ja.



Po przenosinach do innej miejscówki siedzieliśmy bliżej siebie (niestety wszystkie kanapy były zajęte), a ja zmieniłem tematykę na podróże, cieszenie się życiem i nowe doświadczenia. Atmosfera była pełna napięcia, a między nami iskrzyło. Próbowałem wykorzystać ten nastrój do pocałunku. Niestety! Zarumieniła się i powiedziała, że tak dawno nie całowała się w miejscu publicznym, że nawet nie wie czy jeszcze to potrafi. "To jak z jazdą rowerem, tego się nie zapomina!" odpowiedziałem, przesuwając jednocześnie dyskrecję na szczyt listy priorytetów.

Okazja pojawiła się bardzo szybko kiedy omawialiśmy jej ostatnią wizytę we Włoszech i nieuchronnie wspomniane zostało Prosecco. Ponieważ jest to idealny drink na gorące dni, a my byliśmy tuż obok centrum handlowego - zasugerowałem szybkie zakupy. I tak oto weszliśmy w tryb przygody. Po drodze wspomniała o kilku miejscach, gdzie moglibyśmy wypić to wino, ale ja miałem w głowie inne plany. Gadając o niczym udało nam się dotrzeć do centrum, wybrać butelkę i dopiero wtedy zapytała gdzie w zasadzie mamy zamiar ją otworzyć. To był ten moment - odpowiedziałem, że mieszkam po drugiej stronie ulicy. Wciąż przeżywała naszą przygodę, chociaż nie była do końca przekonana tym pomysłem. Zapłaciłem za wino i wyszliśmy z centrum.

Tuż przed drzwiami prowadzącymi na klatkę schodową pojawiły się pierwsze poważne opory. "Wiesz, że na Ukrainie jak mężczyzna zaprasza kobietę do swojego mieszkania to znaczy, że chce z nią uprawiać seks?" Odpowiedziałem, że chcę wypić z nią Prosecco, a do tego nie będę chodził po mieście z butelką w ręku. "Nie mogę dzisiaj pójść z tobą do łóżka." "Rozumiem, chodźmy." Zajęło to trochę czasu i zdecydowanie było trudniejsze niż powinno.



W mieszkaniu potrzebowała trochę czasu, żeby oswoić się z sytuacją. Zasiedliśmy na kanapie, relaksując się i rozmawiając o wielu rzeczach. Między innymi padło mnóstwo pytań o ceny i zarobki w Polsce. Musiałem być autentycznie zdziwiony, bo zaczęła się tłumaczyć, że wcale nie chce za mnie wyjść ani przyjechać do Polski. Po prostu była ciekawa. Kilka dziewczyn miało podobne pytania, więc po prostu odpowiadałem na co trzeba przechodząc do dotykania i próby pocałunku.

Próby. Bo "jeżeli się pocałujemy, to pójdziemy ze sobą do łóżka. A ja nie mogę dziś iść z tobą do łóżka". Był tam ukryty przekaz: "nie mogę" zamiast "nie chcę", a to brzmi jak... okres. Cholera. Jednak alkohol, chętna dziewczyna i świetna atmosfera zrobiły swoje - kontynuowałem próby. Zrozumiałem też co miała na myśli mówiąc, że "pocałunek znaczy seks" po tym jak zaczęliśmy się całować. Ależ była rozgrzana! Jęki, westchnienia, przyciąganie mnie do siebie - na pewno była mokra po krótkiej chwili spędzonej na przewracaniu się po kanapie.

Podniosłem ją i rzuciłem na łóżko nie przestając jej dotykać ani całować. Oczywiście znalazło się miejsce na push-pull i kilka spokojniejszych oddechów, ale napięcie cały czas pozostawało wysokie. Położyłem jej rękę na swoim kutasie, żeby sama przekonała się jak bardzo jej pragnę. Próbowała wyjaśnić, że ma okres, ale zbyłem to mówiąc, że to naturalne i nie przeszkadza mi to. Niech weźmie prysznic i wszystko będzie ok. "Czy masz zabezpieczenie?" było dokładnie tym pytaniem, które chciałem usłyszeć.

Wysłanie jej pod prysznic wymagało jeszcze więcej komfortu, zdjęcia mojego t-shirtu i kieliszka wina w łazience. Ale sytuacja była pod kontrolą, największa decyzja została już podjęta. Wyszła z łazienki owinięta w mały ręcznik świetnie podkreślający jej drobne, jędrne ciało. Westchnienia przy całowaniu były niczym w porównaniu do jej reakcji na seks. Po pierwszym razie próbowała się tłumaczyć - "poszłam z tobą do łóżka, bo naprawdę tego potrzebowałam. A mój były mąż nie robił tego ze mną wystarczająco często." Czułem się prawie jak instytucja pożytku publicznego dając jej noc, jakiej pragnęła. Przy okazji okazało się, że po okresie zostało tylko wspomnienie. Kolejny łut szczęścia.

W końcu, zmęczeni, zasnęliśmy, ale po paru zbyt krótkich godzinach obudziła się i zamówiła taksówkę do domu. Odprowadziłem ją na dół, a potem spróbowałem wycisnąć tyle snu ile się dało z resztki nocy. Następnego dnia kontynuowaliśmy rozmowy przez WhatsApp i już było widać, że jeśli będzie okazja, to spotkamy się ponownie. Bo czemu nie?



Szczęście było motywem przewodnim tego sukcesu. Byłem we właściwym miejscu o właściwym czasie. Spodobałem jej się od samego początku, ale to znaczyło tylko tyle, że pozwoli mi się uwieść. To wciąż było moje zadanie - podejść, umówić się, oswoić ją ze sobą, eskalować, przenieść do siebie i na koniec rozprawić się z wszystkimi fałszywymi oporami. Tak szybki seks to zawsze szczęście połączone z doświadczeniem. Zwłaszcza w takich miastach jak Kijów, gdzie do seksu droga zwykle jest dłuższa.


Muzyczna Dziewczyna - powrót

Historia Muzycznej Dziewczyny nie może zostać niedokończona i wymaga przynajmniej wyjaśnienia. Kiedy wróciłem do Warszawy dowiedziałem się, że na koncercie jej telefon wypadł prosto pod buty skaczących ludzi. Prawie zabrzmiało to wiarygodnie (w końcu to duży koncert), a później zostałem jeszcze ostatecznie przekonany gdy powiedziała, że odwiedzi mnie w Warszawie na weekend. Tak więc ostatni rozdział tej opowieści jeszcze będzie pisany.

I znów wróciliśmy do długiej gry...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz