Raport - wielokulturowy sukces na pierwszej randce

To był wyjątkowo dobry tydzień. Daygame'owy wiatr powiał z zupełnie innej strony - dwie nowe domknięte dziewczyny. Jedną z tych historii naprawdę chcę się podzielić. Nie po to, żeby się chwalić (od tego są +1-ki na Twitterze), ale żeby pokazać co może się stać, kiedy jest się wystarczająco doświadczonym, żeby zobaczyć odpowiednie sygnały i nie poddać się zbyt szybko.

Drugi sukces to w zasadzie prawie podręcznikowa realizacja LDM-owego sukcesu: pierwsza randka - dwie miejscówki, bez pocałunku; druga randka - jedna miejscówka, przenosiny do mnie, pocałunek, dziewczę zostaje na noc, ale nie jest gotowe na seks; trzecia randka - kolacja u mnie, upojna noc. Druga bądź trzecia randka domknięta w łóżku to to, czego każdy może się spodziewać, chociaż warto celować w jak najszybszy seks (tak jak ja to zrobiłem proponując jej zostanie na noc na drugiej randce).
Wszystkie te szybkie numerki to zawsze dobre historie do opowiadania, ale niech nikomu nie przyjdzie do głowy, że to codzienność podrywania. Już nawet nie wspomniawszy o liczbie porażek stojących za każdym sukcesem, to po prostu nie można się spodziewać, że każda dziewczyna pójdzie do łóżka na pierwszym spotkaniu.
Wracając do historii - podejście wykonałem w poniedziałkowe popołudnie po miłym, rozrywkowym i seksualnym weekendzie. Nie byłem wyposzczony, ale już z daleka zobaczyłem tę niezwykłą dziewczynę z karmelową cerą, szczupłym ciałem i świetnymi nogami. Dokładnie to, co lubię. Pobiegłem za nią, żeby przekonać się, że nie mówi po polsku, ma naprawdę ciemnobrązowe (prawie czarne) oczy i zdecydowanie nie jest z Europy.

Jak się okazało była uroczą mieszanką europejskich i indyjskich genów. Przez ostatnie kilka lat studiowała w Polsce, ale w przeszłości żyła zarówno w Europie jak i w Azji. Sama rozmowa była zbyt dobra. Nawet pomimo dorzucenia przeze mnie drugiego komplementu i sugestii wspólnego wieczornego wypadu na drinki wszystko było zbyt przyjacielskie. Było widać zbudowaną atrakcyjność, ale równie dobrze mogło się okazać, że to wybitnie przyjacielska osoba.

Z drugiej strony wiedziała o mnie wystarczająco dużo, entuzjastycznie przyjęła wizję spotkania, a nawet przytuliła mnie na do widzenia wystawiając policzek do pocałunku. Nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że w jej oczach widziałem pożądanie... ale też nieczęsto widuje się TAKIE oczy. Wszystko powinno być jaśniejsze po pierwszej serii SMS-ów, prawda?

Statement - Question - Invite. W oryginale.
Cholera! Mówiła, że ma zaledwie 23 lata, a już jest po ślubie? Albo chce wciągnąć mnie w jakieś gierki, albo mówi prawdę. Zdecydowałem się na pokazanie, że nie obchodzą mnie jej ewentualne związki. Potem - podążając za modelem SQI - zadałem takie pytanie, że niezależnie od jej odpowiedzi mógłbym ją gdzieś wyciągnąć. Bingo! Sama przypomniała o drinkach. To bardzo jasny sygnał na "tak", szczególnie biorąc pod uwagę, że chwilę wcześniej rozpatrywaliśmy jej stan cywilny.

SMS-y przenoszą nas od poniedziałku (podejście) do środy (randka). Szybko? Dobrze. Wszystkie świetne historie dzieją się szybko. Dlatego też spotkanie ustawiłem koło mojego mieszkania. Nie tylko było mi wygodnie zrzucić graty z siłowni, ale spodziewałem się szybkich przenosin do mnie. Pięciominutowy spacer jest o wiele lepszy niż łapanie taksówki.

Kiedy pojawiłem się lekko spóźniony, ona już czekała. Nasza rozmowa wróciła do tego samego miejsca, w którym skończyliśmy - przyjacielskiego poznawania się. Po krótkim spacerze byliśmy w moim nie do końca tajnym lokalu. Jest to stara fabryka przerobiona na stylowy zakątek ze sklepami, restauracją i - przede wszystkim - wine barem. Usiedliśmy, zamówiliśmy wino i ser i oddaliśmy się dyskusjom o jej szczególnie interesującym dzieciństwie.

Ciągle mieszałem budowanie atrakcyjności z poznawaniem się. Ona uwielbiała mówić, więc kiedykolwiek łapałem szansę na pokazanie się z dobrej strony robiłem to opowiadając dłuższe historie. Ale jednak to ona mówiła zdecydowanie więcej. Wspomniała swojego męża kilka razy, ale nigdy w sposób wymagający mojego komentarza. Siedziała bardzo blisko, dotykała mnie i pochylała się zdecydowanie za bardzo jak na rozmowę przyjaciół. Jej oczy spokojnie mogłyby topić lodowce. Po zaledwie jednym kieliszku wina zebrałem się na odwagę i zasugerowałem wzięcie butelki na wynos i przenosiny z głośnego lokalu do cichego mieszkania.

Nie napotkałem na absolutnie żaden opór. Skoro czuła się bezpiecznie idąc do mnie to albo przez głowę już przeszedł jej seks, albo była zdeterminowana, że do niczego nie dojdzie. Oba scenariusze sprawiały, że nie ma się czego obawiać. Po krótkim spacerze rozsiedliśmy się u mnie pijąc wino i rozmawiając.

Tematyka szybko skręciła w stronę jej przeszłości, która obejmowała zdystansowanego ojca, współzawodnictwo z siostrami, mieszkanie tu i tam, no i seksualne eksperymenty, jako że była zainteresowana także dziewczynami. W tym oczywiście trójkąty, szybkie numerki i parę innych ciekawych rzeczy. Moja pierwsza próba pocałunku spotkała się z "Nie dzisiaj. Potrzebuję dużo czasu, żeby zdradzić". Ok, w końcu dokądś zmierzamy - zdrada jest w menu.

Potem zaczęliśmy badać się jeżeli chodzi o nasze opinie na temat sypiania z kim popadnie i rozdzielenia seksu od związku. Ona chwaliła się, że wszyscy faceci się w niej zakochują, nawet pomimo tego, że ich zawsze ostrzega. Ja przyznałem się do sypiania z zamężnymi, żeby oddzielić się od masy mężczyzn wierzących w "jedyną". "Jeżeli obie strony wiedzą dokładnie w co się pakują, to nikomu nie dzieje się krzywda." Oboje widzieliśmy, że żadne z nas nie ocenia innych ludzi. A seks, to tylko seks, szczególnie jak się jest na kogoś napalonym.
Pomijając jej bardzo otwarte i bogate życie seksualne nie imprezowała i nie chadzała do klubów. Nie mówię, że daygame jest lepszy niż nightgame (chociaż dla mnie zdecydowanie tak jest), ale po prostu nie ma ograniczeń co do tego, kogo możesz spotkać na mieście w trakcie dnia.
Kolejny pocałunek spotkał się z namiętnością, na którą nie byłem przygotowany. Dziewczyna była gorąca i zmysłowa. Potem było delikatne uspokojenie sytuacji - nauka gry na perkusji i krótka solówka, żeby się pokazać - i usłyszałem "Ok, teraz chcę cię pocałować". Zanim cokolwiek zdążyłem powiedzieć poczułem ją na sobie. W tym momencie uświadomiłem sobie, że dzisiaj wszystko może się zdarzyć. Wystarczy być wytrwałym i niczego po drodze nie spieprzyć.

Przenieśliśmy się do sypialni korzystając z mojej standardowej wymówki z kolekcją muzyki. Zaczęliśmy puszczać to i owo ciągle gadając. Teraz już było nie tylko seksualnie ale i zmysłowo. Gdy przeniosłem się na łóżko, ona dołączyła do mnie sama z siebie, przytulając się i całując. Oczywiście mówiła, że pomimo tego, że takie sytuacje zdarzały jej się w przeszłości - to nigdy tak szybko tak daleko. No i ponoć przestała sypiać na boku odkąd wzięła ślub. Ta, jasne.

To był tradycyjny taniec godowy o nazwie push/pull. Ona zdjęła ze mnie t-shirt, ja z niej bluzkę; ona się wycofała, więc ja poszedłem po kieliszki nalać nam więcej wina. Było kilka zabawnych momentów, jak np. jej przeprosiny za stanik niepasujący do majtek ponieważ "nie planowała, że to zajdzie aż tak daleko" (a to było zanim nawet ściągnąłem jej spodnie!). Wyglądało jakby bardzo chciała iść ze mną do łóżka, ale miała opory przed zdradą swojego męża (oporów tych nie miała, gdy był on jedynie chłopakiem).

Wydaje mi się, że powinienem być sponsorowany przez producentów wina.
"Potrzebuję więcej wina, żeby pójść dalej" było kolejną wskazówką, że naprawdę mnie pragnie. Nie ma problemu, w lodówce zawsze mam pełno butelek. Dwa kroki do przodu, jeden krok do tyłu - tak znaleźliśmy się w sytuacji gdzie ja byłem nagi, a jej zostały tylko stringi (swoją drogą szczupłe dziewczyny nie powinny mieć tak dużych piersi!). Kolejna sesja pocałunków wypełniona była westchnieniami, jękami i - zgodnie z obietnicą - kolejnymi krokami do przodu. Kiedy oboje już byliśmy nadzy wtedy - nagle - powiedziała, że potrzebuje zapalić jointa, żeby się ze mną przespać.

Nie było to żądanie, bardziej brzmiało jakby potrzebowała się bardziej zrelaksować, żeby z radością zrobić to, na co ma ochotę. Na szczęście dla mnie, miałem trochę schowanego zielska. Zapaliliśmy więc - nie za dużo, ale wystarczająco, żeby podążyła za głosem pożądania. Ależ ten seks był namiętny! Naprawdę dało się odczuć, że oboje tego chcieliśmy, a tak długie budowanie napięcia sprawiło, że wszystko to było warte jeszcze więcej. Wystarczy powiedzieć, że pościel nadawała się tylko do prania.

Została u mnie na noc i obudziłem się z jej karmelowym ciałem wtulonym we mnie... i z jej umysłem krążącym wokół tego co powie mężowi. Wcześniej dowiedziałem się, że on doskonale wiedział gdzie bohaterka opowieści poszła poprzedniego dnia. Co więcej - ona sama przyznała, że jakoś od tygodnia tęskni za życiem singielki. Tak więc pojawiłem się w jej życiu we właściwym momencie.

Rano była straszną przylepą, lubiła też chadzać po mieszkaniu nago (ani na jedno, ani na drugie nie miałem co narzekać). W swoim towarzystwie czuliśmy się na tyle swobodnie, że nie było nic dziwnego w tym, że poprzedniego dnia wylądowaliśmy w łóżku. Wyszliśmy z mieszkania razem, jej umysł ciągle krążył wokół konfrontacji z małżonkiem, ale jej ciało przylegało do mnie. Gdy rozstawaliśmy się wszystko wskazywało na to, że nie jest to nasza ostatnia "randka".

Podobno jej mąż nie dopytywał gdzie była i co robiła. I to - póki co - kończy historię mojego pierwszej zagranicznej dziewczyny poznanej na daygame'ie. Wszystkie poprzednie flagi zdobyłem za granicą na nightgamie lub w kraju z dziewczynami z poza Polski, które jednak znały nasz język. I chociaż dla mnie był to swego rodzaju "pierwszy raz", to jestem pewny, że będzie ich więcej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz