Raport - podręcznikowa długa gra

To była długa gra! I doskonały przykład na to, że trzeba balansować atrakcyjność, uwodzenie i poznawanie się. Ale zacznijmy od samego początku.

Podszedłem do niej w centrum handlowym, dość nietypowo jak dla mnie, ale nic niestandardowego. Była jedną z tych małych i uroczych dziewczyn z wysokim tonem głosu. Miała czarne, kręcone włosy i niewinną twarz. Ale nie zmyliła mnie, dostrzegłem tatuaż na przedramieniu i ponadnormatywną liczbę kolczyków. Wciąż jednak pozostawałem pod pierwszym wrażeniem: że jest urocza i bardzo młoda.

Nie był to mój najlepszy dzień, więc wahałem się przez chwilę, zanim nie zdecydowałem, że przynajmniej dowiem się ile ma lat (oszukując swój mózg, że niby nie będzie to prawdziwe podejście). Okazało się, że jest studentką, a w jej oczach widziałem, że zrobiłem niezłe wrażenie. Była polką, studiującą na Ukrainie z powodów, które sugerowały, że raczej wie co robi ze swoim życiem. Wspomniała też o mieszkaniu przez moment w Londynie (niezależna, odważna!), ale niestety była właśnie w trakcie podróży na Ukrainę. Niech to! Ponieważ rozmowa była dość krótka zdecydowałem się na domknięcie Facebookiem (łatwiejsza długa gra i prostsze DHV).
Jeżeli masz dobry, męski profil na Facebooku nie ma jakiegoś wielkiego problemu z domykaniem podejścia Facebookiem. Te kontakty będą słabsze, więc rób tak jeśli rozmowa była szczególnie krótka lub spodziewasz się długiej gry.
Nasze rozmowy na Messengerze trwały kilka tygodni. Szukałem wspólnych zainteresowań i znalazłem takowe dwa: ćwiczenia (chodzi na siłownię) i podróże (których nie może realizować tak często jak by chciała; w trakcie tych tygodni była jednak w Kijowie, a ja w Brukseli). Później przyznała się, że "lubi poczucie wolności, jakie daje jazda motocyklem" i mieliśmy trzeci wspólny temat, jako, że właśnie byłem w trakcie zmiany maszyny.

Tak więc nasze rozmowy były raczej z kategorii "poznajmy się" z odrobiną DHV z obu stron. Widziałem, że próbuje mi zaimponować, a moje życie imponuje jej. Dobrze, że akurat ten aspekt mam ogarnięty. Gdy dowiedziałem się, że wraca do Polski na święta postanowiłem bardziej podgrzać atmosferę. To były drobne rzeczy: powiedziałem jej, żeby przysłała mi zdjęcie swojego tatuażu na żebrach (co zrobiła); naszkicowałem nasz szalony wieczór gdy już się spotkamy (gdzie dołączyła do snucia planów); doprawiłem to wszystko komplementem albo dwoma, żeby była pewna, że mi się podoba.

Cała "długa gra" zajęła niecałe 50 dni. Rozmawialiśmy co 3-6 dni i zwykle wymienialiśmy 10-20 wiadomości, oczywiście z jakimiś odstępstwami.

Drinki. Świetny pretekst do spotkania, o wiele lepszy niż kawa. Im bardziej odjechane - tym lepiej.
Randkę ustawiłem zaraz po Wielkanocy, tak, żeby była jeszcze szansa na drugie spotkanie, jeżeli coś by poszło nie tak. Po tak solidnej długiej grze byłem pewny, że bez jakichkolwiek problemów skończymy w łóżku na pierwszej randce. Jak to jednak w życiu bywa, nie wszystko okazało się różowe.

Zaczęło się od tego, że przełożyła randkę o pół godziny. Nic takiego, ale próbowała do tego zmienić umówione miejsce spotkania. Po krótkim przekomarzaniu się przejęła ramę i poprosiła, żebym po nią przyszedł. Wspomniałem porzekadło "przegraj bitwę, żeby wygrać wojnę" i kazałem jej poczekać w zaproponowanej okolicy. Nie był to wielki problem, bo dokładnie tam daygame'owałem, bardziej chodziło o jej pretensjonalne zachowanie.

Oczywiście się spóźniła i oczywiście została tradycyjnie ukarana postawieniem pierwszej kolejki, co też bez wahania zrobiła (dobry znak). Była tak urocza jak zapamiętałem, a do tego założyła obcisłe, czarne ubrania. Nie wspominając już o jej bardzo intensywnym spojrzeniu. I chociaż po takim wstępie nie spodziewałem się za wiele, to nie dało się ukryć, że byłem podniecony.

Wypiła swojego drinka o wiele szybciej niż się spodziewałem i nawet wypomniała mi, że zostaję z tyłu. Niech to, kolejny dobry znak. Szybko przenieśliśmy się do kolejnej miejscówki spodziewając się, że będzie tam ciszej. Niestety, trafiliśmy na jakąś imprezę, tak więc było nie tylko głośno, ale i tłoczno. Bez szans na eskalację w takich warunkach. Zamówiliśmy naprawdę niezłe drinki, a pijąc je i patrząc sobie w oczy oboje czuliśmy rosnące napięcie.

Wyjściem z tej sytuacji okazały się jakieś moje zdjęcia, które chciałaby zobaczyć. Nie jestem przyzwyczajony do takiego tempa, bo nasze spotkanie w tym momencie trwało nieco ponad godzinę. Zdecydowałem się jednak wykorzystać okazję, bo „chodźmy obejrzeć fotki” to był świetny powód do przeniesienia się do mnie. Wciąż było wcześnie, padało, w lokalu było głośno - mogła wybrać sobie dowolną wymówkę. Na szczęście, po prostu zaakceptowała moją propozycję i wsiedliśmy do taksówki.

Szybki przejazd i wylądowaliśmy u mnie. Otworzyłem wino, pograłem na perkusji i zrelaksowani przenieśliśmy się oglądać zdjęcia. Jeżeli są jakieś świetne sposoby na pokazanie własnego SMV to uwiecznione przez profesjonalistę prężenie mięśni przy studyjnym oświetleniu robią rewelacyjną robotę. Oczywiście chciała zobaczyć czy przypadkiem nie są fotoszopowane - płynnie przeszliśmy więc do całowania i obłapiania się.

Zdjęcia. Wymówka do bouncebacku równie dobra co kolekcja znaczków. Nie potrzeba niczego wydumanego.
Przenieśliśmy się na łóżko, zrobiło się bardziej gorąco, ale był to obustronny push-pull. Czułem, że czegoś tu brakuje i że nie jest jeszcze gotowa na przespanie się ze mną, chociaż sama bardzo tego chce. Po kolejnej zabawie z rękami w majtkach nadszedł czas na push. Poszedłem do łazienki i zacząłem myśleć. Co mogę zrobić? Jaki jest brakujący składnik? Postawiłem na komfort.

Kiedy wróciłem było bardziej romantycznie niż podniecająco, co wykorzystałem wygłaszając czerstwe teksty o tym, jakie to dziwne, że czujemy się tak swobodnie i naturalnie w swoim towarzystwie. "Nie powinno tak być - to za szybko" - wyraziłem za nią jej obawy. Przytaknęła mi i dodała, że naprawdę świetnie się przy mnie czuje. To z kolei był sygnał do jednego z najstarszych numerów w podręczniku.

Powiedziałem "Słuchaj, świetnie się bawię dzisiejszego wieczoru i nie chcę, żeby to się kończyło. Oboje jesteśmy dorośli, więc jeżeli obiecasz być grzeczna, możesz tu przenocować. Znajdę Ci t-shirt do spania i ręcznik." albo coś podobnego. Zgodziła się, wzięła prysznic i wróciła w t-shircie i majtkach. W tym momencie gra rozgrywała się o komfort, więc nie spieszyłem się ze swoją toaletą. Kiedy wróciłem, pocałowałem ją na dobranoc i zgasiłem światło.

Oczywiście całe te napięcie seksualne zbudowane w trakcie wieczoru musiało znaleźć swoje ujście. Rzuciliśmy się na siebie praktycznie od razu, ubrania poleciały na bok i nie było żadnych oporów poza pojedynczym "I to niby ja miałam się zachowywać"! Mieliśmy bardzo niegrzeczną, świetną noc i powtórkę nad ranem.

Nie było absolutnie żadnej niezręczności. Ja podobałem się jej, ona mi. Nie wyglądało to jakby pierwszy raz była w takiej sytuacji, ale wciąż nie znaczyło to, że nie chciała czuć, że coś nas łączy. Stąd rozmowa o tym, jak nam ze sobą dobrze była konieczna. Zrobiliśmy wstępne plany na wspólny czas jak już trafię na Ukrainę i rankiem opuściła moje mieszkanie. Wciąż jesteśmy w kontakcie, więc wszystko wskazuje na to, że nie jest to przygoda na jedną noc.

Z tej historii jasno wynika, że całe "poznawanie się" zostało zrobione on-line. Komplementy i drobne seksualizacje były potrzebne, żebym nie wylądował we friendzone, ale z drugiej strony cokolwiek wprost seksualnego by ją wystraszyło. Na randce przegrałem pierwszą potyczkę (później przyznała się, że przez to jak naciskałem na miejsce spotkania bała się, że okażę się palantem), ale potem wszystko poszło gładko. Pokazała mi, że jest chętna na podążanie za moim przedownictwem. Gdyby nie moje dotychczasowe doświadczenia jestem pewny, że można to było spieprzyć na wiele różnych sposobów.

Tym razem jednak wszystko poszło jak trzeba. Lubię historie takie jak ta, bo jasno pokazują, że uwodzenie jest umiejętnością. Jasne, dziewczyna chciała pójść ze mną do łóżka, ale dzięki dobrze poprowadzonej długiej grze. Jasne, pewnie na spotkaniu od samego początku miała w głowie seks, ale można było popełnić gruby błąd i to zepsuć. Jasne, bez jakichkolwiek oporów pojechała do mojego mieszkania, ale potem nie była to tylko kwestia ściągnięcia z niej ubrań (to by nie zadziałało), konieczne było zapewnienie jej komfortu.

Uwodzenie, podrywanie, daygame, a nawet długa gra - wszystko to są umiejętności, nic więcej. I można się ich nauczyć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz