Daygame - regeneracja

Od dawna polecam wszystkim daygamerom wychodzenie prawie każdego dnia i robienie co najmniej kilku podejść - w sumie około 20 na tydzień. Wielokrotnie powtarzałem, że sam takie tempo mogę utrzymać przez bardzo długi czas. Są też oczywiście inne możliwości: Tom Torero sugeruje robienie 50 podejść tygodniowo w 4 sesjach, można także poczytać o robieniu codziennie przynajmniej jednego. Ale to konsekwencja jest kluczem i wie o tym każdy zajmujący się daygamem.

Niestety, u każdego nadchodzi taki czas, że nastrój mu siada, pojawiają się inne wyzwania lub nuda podnosi swoją głowę. I wtedy nie wychodzisz tak często, głownie dlatego, że ci się po prostu nie chce lub czarno na białym widzisz, że twoje działania nie przynoszą już takich efektów jak kiedyś (zakładając, że nie jesteś początkujący). Brzmi jak wymówka, prawda?

Aby przekonać się czy to na pewno nie jest kolejna wymówka, sprawdź dlaczego w zasadzie nie chce ci się uganiać za spódniczkami. Jeżeli przeszedłeś już wiele, to wiesz, że możesz podejść do każdej dziewczyny, która ci się spodoba. Musi więc być coś nie tak z tobą, a konkretniej z twoim nastrojem (vibe). Z pomocą przyjdzie zgrabna lista przygotowana przez Nick'a Krausera, która pomoże w namierzeniu źródła problemu.
Zawsze będą górki i dołki, nie można być na fali cały czas. Jeśli jednak jesteś początkujący - zaciśnij zęby i przetrwaj okresy niepowodzeń, nie pozwól sobie na odpoczynek. Nowicjusze rzadko wracają po przerwie.
Jeżeli masz po prostu zły dzień (czy dwa) - nie ma problemu. Może to jednak być coś poważniejszego. W moim przypadku zaczyna się to od utraty kontaktu ze wszystkimi ostatnio zdobytymi numerami; potem zauważam, że namiary które zgarniam nie rokują; a na koniec, że nie jestem nawet w stanie przeprowadzić długiej rozmowy na ulicy lub ze zdziwieniem zauważam, że niektóre dziewczyny się nie zatrzymują (zwykle 9 na 10 nie tylko zatrzymuje się, ale i gada). I tak nagle budzę się nie mając w perspektywie żadnej nowej dziewczyny, którą potencjalnie mógłbym zaciągnąć do łóżka.

Dla mnie znaczy to problemy głębsze niż "kiepski dzień". Czy ostatnio byłem zestresowany lub nie tak radosny jak zwykle? Tak, miałem na głowie drobne problemy jak brak snu, wydawanie pieniędzy na pierdoły, utrata prawa jazdy na trzy miesiące czy dziewczyna, która zbyt poważnie potraktowała naszą znajomość. Dodatkowo w pracy zaczęły się rozgrywki o stołki. Każda z tych rzeczy sama w sobie nie była szczególnie istotna, ale wszystkie naraz odbiły się na mnie.

Te tęskne spojrzenie... Oczywiście, że czeka, aż poczuję się lepiej i ją poderwę.
Dość szybko zaakceptowałem fakt, że mam zły okres i być może lekkie wypalenie. Postanowiłem jednak to zwalczyć układając plan. Jest bardzo prosty i póki co - efektywny. Jednak to, co działa dla mnie, może nie przynieść żadnego efektu dla ciebie. Pamiętaj, że jestem introwertykiem, który czerpie energię z samotnej realizacji projektów. Jeżeli jesteś ekstrawertykiem - wymień "samotne" rzeczy na więcej czasu z rodziną/znajomymi lub imprezowanie.
Jeżeli w twoim życiu są problemy wymagające uwagi, ale nie zajmujesz się nimi "z powodu dziewczyn", to dokonujesz złego wyboru. Najpierw nastrój (vibe), dziewczyny później. O ile oczywiście nie jesteś na początku swojej przygody z daygamem.
Największym problemem dla mnie było zdrowie. Za cholerę nie udawało mi się wyspać, a tymczasem nadciągał maraton, co powodowało jeszcze większy stres. Nie mam na to jakiegoś rewelacyjnego rozwiązania, ale wiem na pewno, że gdy jestem zmęczony to mój daygame cierpi, a i ciężko jest mi być podnieconym. Na szczęście problem zniknął po jednym szczególnie zakrapianym wieczorze. Bieg ukończyłem ze świetnym wynikiem nieco ponad 3 godzin i 4 minut.

Następnie zabrałem się do przegonienia wiszących nade mną chmur. Porządki robiłem po kolei: pożegnałem feralną dziewczynę, sprzedałem trochę niepotrzebnych rzeczy co przywróciło mi spokój ducha w temacie pieniędzy, dobrze rozegrałem sytuację w pracy i prawie poczułem się dobrze. Jeżeli możesz jednym ruchem - nawet niewygodnym - rozwiązać jakiś problem, to zrób to jak najszybciej.

Przez ten czas spędziłem trochę czasu na mieście, zgarnąłem jakieś numery, ale wciąż byłem nigdzie. Przy czym "nigdzie" znaczyło tyle, że spotykałem się z czterema dziewczynami, które znałem od dłuższego bądź krótszego czasu, ale nie poderwałem nikogo nowego. Nie brzmi to jakoś tragicznie, ale w podobnej sytuacji nie byłem od prawie roku. Co gorsza - przez to wszystko tak naprawdę odechciało mi się podrywania. Z rzadka widziałem dziewczynę wartą zainteresowania i tak naprawdę prawie nie podchodziłem.

Nick Krauser w serii Womanizer's Bible ma świetny podcast o regeneracji. Przesłuchałem go ponownie w nadziei na znalezienie wyjścia z mojej sytuacji i od razu poczułem się lepiej, jeżeli chodzi o moją złą passę. Nie można ciągle na topie. Ćwicząc z ciężarami robi się lżejsze tygodnie. Po biegu potrzebny jest czas na wygojenie. Po tylu interakcjach z ludźmi, szczególnie jeżeli jesteś introwertykiem, potrzebujesz trochę czasu dla siebie.
Dla jednych "czas dla siebie" to odwiedziny rodziny, dla innych - utonięcie w nowym hobby, a jeszcze inni po prostu będą grać w gry. Ja z kolei potrzebowałem sukcesów, osiągnięć.
Nadszedł czas, żebym wdrożył w życie program poczucia się lepiej. Zacząłem od przygotowania listy wszystkich rzeczy, które musiałem lub chciałem zrobić. Takie zorganizowanie myśli i zobowiązań na papierze pozwala wyrzucić je z głowy. Potem zabrałem się za wykreślanie kolejnych pozycji, jakkolwiek małe by nie były. Ogarnąłem mieszkanie, zamówiłem ubrania których potrzebowałem, kupiłem bilety i zarezerwowałem apartamenty na najbliższą podróż, renegocjowałem wynajem, zmieniłem nieco układ parkowania, oddałem pożyczone rzeczy - te małe "osiągnięcia" składają się na lepsze samopoczucie.

Ona również. No, poza tym, że czeka aż w końcu przestanie padać...
Rzeczą z którą nie mogłem nic zrobić był brak prawa jazdy do końca czerwca. Z sezonem motocyklowym za pasem nie ukrywam, że dobijało mnie to okrutnie. Zwłaszcza, że właśnie zmieniłem maszynę. Przeszedłem przez wszystkie pięć etapów żałoby, chwytając się każdej możliwej brzytwy, żeby na koniec pogodzić się ze swoim losem. Żeby natomiast poczuć się lepiej zrobiłem plany na wielkie przejażdżki na lato. Planując takie rzeczy oszukuje się samego siebie - zaczyna się wydawać, że te rzeczy wydarzą się niedługo.

Nie mam problemu z niedoborem ćwiczeń fizycznych, ale jeżeli czujesz się pod psem - warto ćwiczyć. Nieważne, że jesteś zmęczony lub śpiący - zawsze można wyjść pobiegać lub złapać za hantle i zrobić co trzeba. Nawet jeśli trening będzie niepełnowartościowy, to i tak będziesz się czuł lepiej, niż gdybyś go opuścił.

Zaadresuj też problemy ze snem - nie tylko powinno być go dosyć, ale i dobrej jakości. Zmniejsz dostawy kawy, może nawet wypij słabego drinka przed snem. Dobry sen dobrze też działa na podniecenie. Jeśli jednak nie czujesz krwi spływającej do penisa na widok świetnych nóg - coś jest nie tak. Czyżbyś oglądał za dużo pornosów? Niedobrze! Wyrzuć te obrazy ze swojego umysłu, całkowicie odpuść pornografię na kilka tygodni. To też pomaga na dobry sen!
Są faceci, którzy mogą odnieść wiele korzyści z sesji z pornosami. Jeżeli jesteś pewny, że nie dojdzie do tego, że będziesz ślęczał przed ekranem co wieczór, a następnego ranka i tak czujesz się napalony - traktuj pornografię jak lekarstwo. Ale nie oszukuj się. Jeżeli rano nie obudzisz się z postawionym namiotem, to to nie jest nic dobrego.
Jeśli jest jakieś hobby, które uprawiasz - skup się na nim. Od miesięcy nie siedziałem za perkusją, postanowiłem więc pobawić się grą. Nie mam zamiaru uczyć się kolejnych utworów, ale nowego bitu - czemu nie? Porobiłem też trochę zdjęć, przeczytałem parę książek, nauczyłem się kilku nowych rzeczy. Tak jak pisałem - zamiast gry na instrumencie na ekstrawertyka zapewne lepiej podziała zorganizowanie imprezy czy wyjście do ludzi.

Czy zauważyliście, że nie napisałem nic o uganianiu się za spódniczkami czy sypianiu ze "znajomymi"? Chociaż podtrzymywałem stare seksualne kontakty, to jednak nie zmuszałem się do poszukiwania nowych. Nie w trakcie regeneracji. I chociaż nie potrafię odpuścić zupełnie i ciągle wychodzę, to nie mam jakiegoś wielkiego planu, który realizuję. Jeżeli możesz (i - niespodzianka - nie jesteś początkującym) - odpuść daygame na jakiś czas.

To wszystko może brzmieć jak tygodnie użalania się nad sobą, ale tak naprawdę cały ten gorszy okres trwał dwa tygodnie. Z czego naprawdę beznadziejny był jeden tydzień. Wróciłem do gry. To znaczy - nie czuję się już zmęczony, jestem pełny energii, podniecony, uganiam się za dziewczynami, zgarniam numery i chodzę na randki. Kiedy uznałem, że już jestem zregenerowany? Kiedy po prostu nie byłem w stanie się powstrzymać i podszedłem do kilku dziewczyn pod rząd.

Nie ma co rozpaczać, trzeba działać. Zawsze jest coś, co można zrobić, co przybliży cię do twoich celów. Nawet jeśli jest to tydzień urlopu na poczytanie książki. Jeżeli tego potrzebujesz - zrób to.

2 komentarze:

  1. Hej,
    wpadłem przypadkowo na Twój blog i podoba mi się, będę czytał częściej.

    Jeśli mogę podsunąć temat to mógłbyś napisać coś o zachowaniu na pierwszej randce. Jak rozmawiasz, jak budujesz komfort, jak eskalujesz. Osobiście mam z tym problem, bo nie stresuję się, jestem dość wygadany, mam poczucie humoru, raczej nie sprawiam wrażenia potrzebującego, ale za mało jest w tym wszystkim seksualności i przez to nie eskaluję, bo nie wynika to naturalnie. Przez to też sytuacja nie rozwija się tak jak bym chciał. Może to kwestia moich barier przed zrobieniem kroku do przodu, ale wydaje mi się, że problem tkwi w budowaniu seksualności na randce. Tego nie ma, a w głowie mam myśli, że minęło już x czasu, a ja nie zrobiłem nic w kierunku dotyku. Jeśli mógłbyś coś napisać na ten temat to byłbym wdzięczny, może innym też by to pomogło.

    Pozdrowienia,
    Marcin

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za komentarz. Tematy randkowe na pewno będą pojawiać się w nadchodzących miesiącach. Aktualnie testuję nowe podejście do spotkań i jak będę miał wystarczająco dużo danych, to opiszę wnioski.

      W skrócie: im szybciej eskalujesz, tym lepiej (oczywiście zwracając uwagę na reakcje dziewczyny). Napięcie seksualne budujesz głównie atmosferą (wzrok, bliskość, ton głosu, otoczenie, poruszane tematy), zachowaniem (dotyk, pocałunek), a mniej słowami. Co nie znaczy, że nie ma tu miejsca na komentarze np. o jej nogach czy tyłku.

      Usuń