Wingować czy być wingowanym

Moje ostatnie przygody z coachingiem obejmowały kilku facetów, których nie byli nowicjuszami w podrywaniu. To z kolei sprowokowało u mnie przemyślenia na temat instytucji winga/coacha (gdzie ten drugi oczywiście ma więcej doświadczenia, zdolność uczenia i sprzęt do słuchania/nagrywania ucznia).

Pierwsze duże pytanie to: czy powinienem daygame'ować sam czy z wingiem?

Odpowiedź jest żenująco prosta: daygame'owanie to aktywność solowa, nikt nie będzie cię trzymał za rękę ani szeptał najlepszych tekstów do ucha. Na ulicy jesteś tylko ty i dziewczyna (i te wszystkie myśli w twojej głowie). Internalizacja modelu przychodzi o wiele szybciej kiedy jesteś sam na ulicach i po każdym podejściu przeznaczasz trochę czasu na analizę co się właściwie stało.

Wydaje się, że w takim tłumie wszystko powinno być łatwiejsze? Nic z tego, ciągle to tylko dwie osoby: ty i dziewczyna.
To powiedziawszy strach przed podejściem (ang. approach anxiety) istnieje i o wiele łatwiej jest, gdy ktoś znajomy podtrzymuje cię na duchu. Najlepszy wing potrafi też wypchnąć niezdecydowanych facetów na dziewczyny stając się tym samym gwarancją robienia większej liczby podejść (lub w przypadku początkujących - robienia czegokolwiek).

Ponadto wing obserwuje cię, twoją mowę ciała (garbienie się, nachylanie, za dużo/za mało uśmiechu), reakcje dziewczyny i wiele innych rzeczy. Może dać ci informację zwrotną i wskazać obszary nad którymi wypadałoby popracować. Jeżeli ma już sporo doświadczenia, to może przeciągnąć cię przez jakieś wyzwania, pokazać konkretny rodzaj zatrzymania/otwarcia czy nawet udawać, że podchodzi do dziewczyny nad którą ty się wahasz (zmuszając cię do podjęcia działania).

Nie ma jednak tak różowo - są też wady. Sporo czasu zajmuje rozmowa z wingiem i zbyt łatwo jest się skupić na niej, zamiast na dziewczynach. Łatwo też odpuścić jakąś laskę myśląc, że nie jest wystarczająco dobra dla winga, chociaż jest dokładnie w twoim typie. Wszyscy mamy takie dziewczyny, którym dalibyśmy około 7/10, ale dla znajomych byłyby niewarte uwagi. Pamiętaj kto potem z nimi będzie sypiał i podchodź nie zważając na towarzystwo.

Q Nie wspominając o tym, że czasami sesje z wingiem zmieniają się w brutalny wyścig po więcej numerów. Nie daj się w to wciągnąć. Zostaw ego w domu.

Co gorsza, bardzo łatwo uzależnić się od winga. Jest wielu facetów, którzy nie mają żadnego problemu z podchodzeniem... o ile ktoś trzyma ich za rączkę. Po prostu brakuje im pozytywnych doświadczeń w daygame'owaniu solo. Rozwiązanie? Spędzaj więcej czasu sam, niż z wingiem. Możesz zliczać sesje, podejścia czy nawet numery, ale upewnij się, że więcej pracy wykonujesz solo niż z kimś. Bo w końcu i tak zostajesz sam na sam z atrakcyjną dziewczyną.

A co z byciem wingiem dla innych?

Cóż, jeżeli jest twoim przyjacielem i macie trochę do nadrobienia lub naprawdę chcesz pomóc temu konkretnemu znajomemu - rób to. Będzie ci wisiał przysługę. Ale jeśli nie masz dobrego powodu, to niestety większość czasu będziesz po prostu pracował nad sprowokowaniem go do działania.

Jeśli twoje umiejętności są bardziej rozwinięte, to koniec końców mniej zaawansowany znajomy będzie cię spowalniał. Będzie się wahał, unikał wyzwań i psuł twój nastrój. Z doświadczenia wiem, że jeśli czuję się danego dnia naprawdę dobrze - nie ma to na mnie żadnego wpływu, bo i tak ciągle latam za dziewczynami. Ale jeżeli czuję się średnio, to bardzo łatwo mnie dobić negatywnym nastawieniem.

Jest na to wszystko "proste" rozwiązanie: wystarczy zgarnąć  numer zanim spotkasz się z rzeczonym znajomym. Staram się teraz zdobyć co najmniej dwa numery na każdej sesji, więc po pierwszym jestem bardziej zrelaksowany, pozytywnie nastawiony i gotów na wyzwania.

I na koniec - jeżeli razem z wingiem jesteście mniej więcej na tym samym poziomie, to bardzo łatwo o niezdrową konkurencję. Będziecie biegać i zgarniać numery, ale jeśli ktoś zostanie z tyłu, to skończy się to dla niego źle. Ego dostaje za swoje, pojawiają się negatywne emocje. Jeden "wygra", a drugi "przegra". Jeśli nie jesteście naprawdę dobrymi przyjaciółmi, to może to was poróżnić.

Ponadto: znam jednego czy dwóch facetów, którzy potrafią karmić się nastrojem innych. Nie chcę od razu uciekać się do nazywania kogoś pijawką energetyczną, ale potrafią oni wyssać pozytywne fluidy i nawet wybić się z twojego złego nastroju. Jeżeli jesteś jedną z tych osób - korzystaj z innych, żeby wystartować z grubej rury i ruszaj na daygame solo. Pozostaje pytanie dlaczego inni mieliby się z tobą zadawać.

Czyli co, powinienem załatwić sobie coacha?

Coach ma więcej zalet niż wing i wszystkie te same problemy. Można się od niego uzależnić lub tylko udawać, że podąża się za jego radami stając się uzależnionym od teorii. Niektórzy kupują każdą jedną książkę na temat gry, ale nigdy nie podchodzą. Inni popełniają w kółko te same błędy pomimo płacenia coachom za ich wyeliminowanie. Trzeba pracować razem z trenerem, żeby uzyskać rezultaty. Być aktywnym, nie pasywnym.
Najlepszą drogą do zinternalizowania daygame'u jest gra solo. Nie wycofam się z tego.
Dobry daygame'owy coach wyjaśni model i zaprezentuje kilka podejść, które będziesz mógł zobaczyć oraz wysłuchać. Potem będzie popychał cię do podchodzenia do dziewczyn, słuchał twojego podrywu (na przykład dzięki bezprzewodowym mikrofonom), poprawi wszystkie błędy, skupi się na słabościach, pochwali za mocne strony i dostarczy podsumowanie wskazujące na obszary do poprawy.

Oczekiwania są spore, ale przecież za to płacisz i to nie częściej niż raz na 3-6 miesięcy. Przez pozostały czas wykorzystujesz porady i pracujesz nad swoimi problemami sam (daygame solo). Skup się na obszarach wskazanych przez coacha. Jeżeli po tym czasie nadal masz jakieś problemy - ponów szkolenie lub znajdź innego trenera. Czasami zaledwie jedna sesja wystarczy, żeby dostroić twoje podejście.

Główną korzyścią jest dokładne wskazanie najbardziej istotnych problemów. Przeważnie nie ma potrzeby pracy nad każdym stałym elementem gry, a osoba z doświadczeniem szybko będzie w stanie zobaczyć co konkretnie nie działa i wymaga zmiany. Jeżeli masz na koncie kilkadziesiąt-kilkaset podejść i czasami zgarniasz jakieś numery, to do poprawy będzie zwykle kilka konkretnych elementów. Coach świetnie sprawdzi się też dla początkujących, żeby przećwiczyć podstawy.

Do tych samych wniosków mógłbyś dojść wykonując setki lub tysiące podejść, eksperymentując po drodze, zapisując sobie co działa, a co nie i analizując to wszystko do głębi. Podryw nauczony w ten sposób będzie bardziej spójny z twoją osobą i będziesz rozumiał go lepiej. Jedyną kwestią jest czas - jeśli masz go nadmiar, idź w tę stronę.

Ty i dziewczyna, później. Mam nadzieję, że ją całujesz, a nie dusisz.

A może powinienem szkolić innych?

Ta droga nie brzmi tak obiecująco, ale sprawdźmy co się za nią kryje. Musiałbyś zapewnić wszystkie usługi opisane powyżej i rzecz jasna powinieneś być odpowiednio doświadczony. Ponadto przydałoby się wiedzieć jak nauczać. Jest wielu świetnych graczy, którzy absolutnie nie potrafią przekazać swojej wiedzy. Szczególnie, jeśli są nieźli od bardzo długiego czasu. Ale jeśli masz jakieś doświadczenie w nauczaniu/trenowaniu innych (ja miałem) powinieneś się spisać, o ile dogadujesz się z ludźmi. A będąc daygamerem nie powinno być z tym problemu.

Wielu coachów twierdzi, że jeśli jesteś w stanie co miesiąc zaciągnąć do łózka nową, atrakcyjną dziewczynę jest to wystarczające, żeby mówić innym jak podchodzić, SMS-ować i wyciągać laski na randki. Ciągle pracuję nad zaciąganiem do łóżka,  ale na szczęście ulicę i telefon mam opanowane. Po ponad 2000 podejść i randkowaniu z blisko 150 dziewczynami jestem kompetentny żeby przeprowadzać demonstracje i nauczać.

Co ciekawe trenując innych niejako na poczekaniu wymyśla się nowe teorie. Zderzenie wszystkich doświadczeń i pomyłek ucznia prowadzi do szybkiego rozwiązywania bieżących problemów. Warto zapamiętać te rady do późniejszego użycia. Niektóre z nich mają zastosowanie także w twojej własnej sytuacji. Po kilku sesjach treningowych stajesz się swoim własnym coachem - krytykującym, pchającym do przodu i wyjaśniającym co się stało. Tak, można się uczyć nauczając.

Coaching nie jest dla każdego. Niektórzy uczniowie są przygotowani, mają zaledwie kilka problemów, które szybko można zidentyfikować i rozwiązać. Zawsze dobrze mi się z takowymi pracuje. Inni, nie wiedzieć dlaczego, zacięli się gdzieś na początku drogi. Potrzebują więcej uwagi i znalezienie co takiego w ich głowach powstrzymuje przed sukcesem. Jest to ciężka praca, ale jeśli uda się im postawić kilka kolejnych kroków - hurra, czujesz się świetnie! Jednak jest to kolejny poziom emocjonalnego zamętu w już i tak ciężkiej sytuacji.


Podsumowując - jeżeli nie potrafisz podrywać sam - znajdź winga. Jeśli masz winga - i tak spędzaj więcej czasu daygame'ując samemu. Jeżeli możesz szkolić innych - rób to, ale również graj solo. A jeśli potrzebujesz szybko rozwiązać jakiś problem - wynajmij coacha, który się w tym specjalizuje.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz