Bridge dates czyli randki pośrednie

Napisałem i wyrzuciłem już co najmniej dwa posty o randkowaniu. To za duży temat, żeby pokonać go w jednym podejściu. Stąd zamiast tego - szybka porada o randkach pośrednich (ang. bridge dates).

Model randkowania zakłada dążenie do jak najszybszego seksu. Najlepiej na pierwszej randce (bounceback z drugiej lokalizacji do mieszkania, eskalacja i seks) albo przynajmniej na drugiej (randka w mieszkaniu). Trzecie spotkanie jest rezerwowe, jeżeli myślisz, że dziewczyna jest gotowa na seks (DTF, down to fuck). Jeśli wciąż ją "uwodzisz" po trzech randkach, a do seksu jeszcze nie doszło, to nie tylko niebezpiecznie zbliżasz się do "boyfriend zone". Co więcej - to ty jesteś dymany, inwestując w nią tak dużo i nie dostając nic w zamian.
Randkowanie bez seksu nie tylko stawia cię w roli chłopaka. Kiedy do seksu dochodzi szybko, powstały związek jest zwykle dużo lepszy (r/K). Nie wspominając o tym, że poświęcony jej czas też można wykorzystać lepiej.
Szybki seks jest więc celem. Potem możesz zastanawiać się czy (i jaki) związek chcesz z nią utworzyć. Jednak parcie na seks na każdym jednym spotkaniu może być podejrzane. Dziewczyna może pomyśleć, że chcesz ją tylko przelecieć. To, czy to jest prawda to zupełnie inna historia, ale nie polecam kłamać. Nie ma sensu udawać, że przed wami świetlana przyszłość, jeśli zależy ci tylko na seksie.

Wracając do podejrzeń, wyobraź sobie następujący scenariusz: pierwsza randka przeniosła się do ciebie do domu, na drugiej zaczęliście od razu od kolacji u ciebie. Czy trzecie spotkanie też powinno odbyć się w tym samym miejscu? Była już dwa razy w sytuacji, gdzie mogło dojść do seksu, ale jednak to się nie stało. Być może brakuje jej poczucia konkurencji i/lub komfortu?

Ostatecznie wszystko sprowadza się do konkretnej dziewczyny. Niektóre znają zasadę trzech randek (i za trzecim razem pójdą do łóżka bez jakichkolwiek oporów), a inne - w moim doświadczeniu te młodsze - mogą się zacząć zastanawiać o co w tym wszystkim chodzi i się wycofywać. Zapraszanie ich w kółko do siebie nie rozwiąże problemu.

Niektórzy powiedzą - olej taką laskę! Jest to jakaś metoda, ale ja szukam schematów, które jednak doprowadzą do seksu. Jeżeli podejrzewam, że brakuje komfortu, wybiorę drogę randki pośredniej.
Tak jakbym mógł się powstrzymać, przed wrzuceniem zdjęcia z mostem. Jasne.
Randka pośrednia w tym scenariuszu będzie służyła za odepchnięcie (push), w kontraście do przyciągania (pull) jej do siebie. Te odepchnięcie to bardzo krótka (pół godziny do godziny) randka w kawiarni, gdzie nie próbuję jej uwodzić, sugerować pójścia do mnie czy eskalować w jakikolwiek sposób poza pocałunkiem na powitanie i pożegnanie. Zwykle snuję jakieś delikatne wizje przyszłego spotkania i opowiadam o jakiejś rzeczy, którą moglibyśmy kiedyś u mnie zrobić, ale nic ponad to. Randka  powinna być trochę nudna, ale oczywiście opowiadam o sobie (DHV), rzeczach które robię i dlaczego mam dla niej tylko godzinę.

Nie mam wystarczająco dużo przykładów, żeby wymienić wszystkie możliwe rezultaty takiego podejścia. Do tej pory - jeżeli dobrze się to rozegra - dziewczyny zwykle podejmują w głowie decyzję. Albo przeleci cię na następnym spotkaniu (przy tej okazji, którą zasugerowałeś na randce), albo uzna że nie jesteś tak atrakcyjny jak myślała.
W przeszłości na pewno za rzadko działałem w ten sposób. Zaczynam myśleć, że za bardzo przyciągam (pull) na randkach. Pora na eksperymenty.
Innym - dużo mniej kontrowersyjnym - zastosowaniem randki pośredniej jest wypełnienie pustki pomiędzy wzięciem numeru, a właściwą randką. Jeśli jest zabieganą dziewczyną, która chętnie się spotka, ale nie jesteście w stanie zgrać wolnych wieczorów; jeśli któreś z was właśnie gdzieś wyjeżdża; zaczyna urlop albo po prostu przez dłuższy czas nie uda się zejść to warto jednak podtrzymać zainteresowanie, chociaż na razie nie ma widoków na seks.

Pod tym względem wyglądać to będzie jak instant date: maksymalnie jedna godzina, bez prób pójścia dalej (chyba, że logistyka okaże się idealna). Nie powinno to być ani nudne, ani zbyt rozrywkowe - po prostu przeciągnij podejście z ulicy na godzinę w kawiarni. Dużo zgrywania się, trochę poznawania, dosłownie kilka seksualnych spike'ów (żeby wiedziała, że jesteś facetem). I jak zawsze w takich sytuacjach - podrzucenie jakichś planów na przyszłość, na następne spotkanie. Po czymś takim dużo łatwiej jest ustawić się na porządną randkę... lub stracić dziewczę na zawsze. Ale w takim przypadku zmarnujesz na nią tylko godzinę!
Oczywiście jest możliwe pójście na pierwszą randkę nawet po miesiącu od zdobycia numeru, ale po co podtrzymywać kontakt przez tyle czasu, jeżeli można zweryfikować jej zainteresowanie bridge datem?
W trakcie mojego randkowania za bardzo polegałem na długich wieczorach, budowaniu atmosfery i używaniu tego do ściągnięcia dziewczyny do siebie. Zazdrość, niepewność i niedostępność są narzędziami, których używałem zbyt rzadko. Ponieważ skuteczne randkowanie to jeden z moich głównych problemów, zdecydowanie pojawi się więcej tekstów na ten temat.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz