Mentalność absolutnego dostatku vs daygame


Noworoczna "umysłowa masturbacja" na temat "mentalności dostatku" (ang. "abundance mentality").

Wyobraź sobie siebie posiadającego trzydzieści seks-znajomych. Wszystkie są gorące, młode, dostępne i strasznie na ciebie napalone. Możesz przez miesiąc każdego dnia sypiać z inną dziewczyną, a potem powtarzać to aż zanudzisz się na śmierć. Jakie byłyby konsekwencje takiego dostatku? Jakbyś się zachowywał? Na pewno byłbyś zmęczony, ale skupmy się raczej na tym co istotne.

Po pierwsze i najważniejsze - nie szukałbyś nowych zdobyczy. Masz więcej niż potrzeba, twoje jaja są wyschnięte jak rodzynki, jedyne o czym myślisz to porządny sen, a nie nowe partnerki.

Po drugie - uprawiałbyś seks za każdym razem, gdy tego chcesz. Wystarczy napisać lub zadzwonić do dowolnej dziewczyny, a ta się pojawi. Jeżeli nie może / chce porobić coś innego przed przyjściem do ciebie / nie jest pewna czy da dziś radę to po prostu mówisz "ok" i sprowadzasz sobie inną.

Po trzecie - byłbyś szczery co do charakteru waszej znajomości. Chodzi tylko o seks? Nigdy nie robicie razem nic innego. Chcesz zjeść dobrą kolację zanim traficie do Ciebie? Robisz to. Chcesz spędzić z nią czas robiąc ciekawe rzeczy, niekoniecznie w łóżku? Spotykacie się też w innym celu. Jeżeli w którymkolwiek momencie ona zaczyna oczekiwać od ciebie więcej przeprowadzasz z nią Rozmowę i niech się dzieje co chce.

Po czwarte - jeżeli w ostatniej chwili z jakiegokolwiek powodu przekłada spotkanie lub próbuje cię przekonać do aktywności na którą nie masz ochoty - po prostu mówisz "nie". Nie musisz się zmagać z jej humorami. Po co? Odmów, daj jej trochę czasu na ochłonięcie ("chłodnik", brak kontaktu), a ona wkrótce wróci. Albo i nie. Obchodzi cię to?

Po piąte - jeżeli zbyt często zachowuje się źle (fochy, uwagi, marudzenie) to najzwyczajniej w świecie pokazujesz jej drzwi. Twój czas lepiej spożytkujesz na inne dziewczyny.

Brzmi świetnie? Ale uwaga - ten wyimaginowany stan jest paskudny, jeżeli chodzi o daygame'owe przygody i poznawanie nowych kobiet. Nie miałbyś żadnej motywacji do wykonywania swojej części podrywania. Nawet jeśli spotkałbyś gorącą laskę to myśl "szkoda zachodu, nie potrzebuję więcej dziewczyn do swojego haremu" wygrałaby z ewentualnym podnieceniem. Jeśli mimo to zmusiłbyś się, wziął numer i nawet się umówił, to nie wróżę sukcesu takiej randce. Spodziewałbym się braku napięcia, braku spike'ów. Prezentowałbyś ogólny brak zainteresowania i  chęci do poznania tej dziewczyny. Jest różnica pomiędzy pokazywaniem "jak to ja mam lasek w bród", a "jak to ja mam na ciebie wyjebane".
I to jest dobre miejsce na ostrzeżenie: w tym stanie prawdopodobnie wydawałoby ci się, że jesteś celebrytą z tak wysoką wartością na seksualnym rynku, że spodziewasz się co najmniej całkowitej uległości. Jeden flake i skreślasz ją z listy. Bądźmy jednak realistami. Jej rodzina, przyjaciółki czy zainteresowania przeważnie będą dla niej ważniejsze. Zna cię przecież jakieś 10-15 minut. Jasne, czasami porwiesz ją samym spojrzeniem lub będziesz tak dobrze dopasowany genetycznie, że laska pójdzie na spotkanie z tobą zamiast na pogrzeb babci. Przeważnie jednak będziesz "przystojnym nieznajomym" i tyle.
Wracając do ćwiczenia. Jeżeli twoim celem jest posiadanie haremu - to koniec. Udało się, znajdź sobie nowy plan na życie. Ale jeśli chcesz podbić nowe terytoria i sypiać z nowymi laskami, to całkowity dostatek nie jest dobrą sytuacją. Nie jest taką też bycie na głodzie. Wszyscy wiemy co przynosi ze sobą niedobór dziewczyn czy seksu - uległe podejście, skomlenie, idealizowanie, niepewność i najgorsze ze wszystkich - zgadzanie się na paskudne zachowanie tylko po to, żeby zaliczyć.

Tak jak ze wszystkim zawsze i wszędzie - trzeba znaleźć właściwy balans. Na pewno jednak nie znajduje się on po stronie mentalności niedostatku! Szukając złotego środka patrzysz wstecz - sam jesteś w stanie zobaczyć jak często reagujesz "mając wyjebane", a kiedy liczysz, że uda ci się coś osiągnąć zgadzając się na rzeczy wbrew sobie. Pamiętaj, że nikt cię tak dobrze nie nauczy jak ty sam - tak więc zawsze analizuj swoje zachowania. W połączeniu z odrobiną porad wszystkie lekcje wejdą w krew o wiele lepiej niż gdybyś tylko słuchał innych albo czytał jakieś blogi.




Jak dostrzec problem? Spędź trochę czasu rozważając wszystkie dziewczyny, które ostatnio próbowałeś uwieść. Ile razy wytknąłeś im złe zachowanie? A może nawet postanowiłeś urwać kontakt? Jak często zgadzałeś się na coś na co nie miałeś ochoty? Ile z nich straciłeś próbując za bardzo? Szukaj wydarzeń, po których zmieniły swoje zachowanie (na lepsze lub gorsze).

To mogą być małe rzeczy. Wiem, że ostatnio zaliczyłem kilka potknięć. Mając dwie randki umówione na tę samą godzinę liczyłem na spotkanie z bardziej perspektywiczną dziewczyną. Próbowałem więc potwierdzić spotkanie nie wprost. Niepotrzebnie - i tak poprosiła o jego przełożenie. To by się wydarzyło tak czy siak, ale straciłem kilka wyimaginowanych punktów za nieuzasadnione naleganie. Nawet jeśli robienie tego nie wprost nie jest jakąś wielką przewiną.

Innego dnia niespodziewanie zyskałem wolny wieczór. Zamiast zrobić coś konstruktywnego postanowiłem spalić bardzo stare kontakty. W święta poszło mi całkiem nieźle jeżeli chodzi o odnawianie znajomości, które się rozeszły. Wszystkie one kwalifikowały się do rozgrzania w trakcie długiej gry przez SMS/komunikatory. Zamiast tego zmarnowałem je próbując umówić się zbyt szybko.

Tydzień temu podczas randki próbowałem przenieść wieczór do domu. Nie wyszło, trudno, to było pierwsze spotkanie. Zamiast jednak zakończyć z uśmiechem uległem sugestiom i poszliśmy na kolejnego drinka. Tak, spędziliśmy tam dobry czas, ale o wiele lepiej dla całej znajomości zrobiłoby zakończenie randki.

Z drugiej strony - były też zachowania, które powinienem w niektórych sytuacjach powtarzać częściej. Dziewczyna próbowała sabotować randkę przekonując mnie do spotkania się koło jej pracy zamiast koło mojego mieszkania. To miało być drugie spotkanie, była strasznie uparta, więc po prostu dałem jej do zrozumienia, że to ja ją gdzieś wyciągam - będzie mogła wybrać miejsce spotkania, jak ona będzie mnie zapraszać. Jeżeli nie jest skłonna do ruszenia dupy do innej dzielnicy, to żadnego ruszania dupą też bym się nie spodziewał.

Inną randkę przerwałem po tym jak gadatliwe dziewczę większość czasu nawijało o sobie i swoich podróżach. Żadne sugestie, zmiany tematów, chwalenie się czy budowanie napięcia nie przynosiło efektów. Nie szukała CHDD, ale publiczności. Podczas przechodzenia do drugiej miejscówki zaczęła marudzić o "pójściu na spacer", bo "ona teraz nie chce następnego drinka". Przeszliśmy kawałek, a przy stacji metra stwierdziłem, że nic z tego nie będzie. Pa. 

Podobnie zachowałem się mając dziewczynę na chacie (drugie spotkanie), która absolutnie nie dawała nawet się pocałować. Czy ona nie wie po co się przychodzi do faceta z winem wieczorową porą? Po solidnej Rozmowie stwierdziła, że ona musi kogoś bardzo dobrze poznać zanim zdecyduje się na fizyczność (jej słowa!). Wybacz laska, ale nie będę twoim najlepszym przyjacielem gejem. Zamówić ci taksówkę?

Wydaje mi się, że te przykłady są wystarczające, żeby wiedzieć czego szukać. Jeżeli wyczułeś, że nie wszystko idzie dobrze i się wycofałeś - dobrze. Nie uległeś jej żądaniom - świetnie. Zrobiłeś coś wbrew sobie albo modelowi licząc na seks - źle.
Przemyśl każdą randkę, podejście czy interakcję. Utrwalaj dobre zachowania, wypleń złe.
Jak? Jak przekuć to wszystko na akcje? Niestety, nie ma lepszego narzędzia niż "fake it till you make it". Musisz udawać, zmuszać się, ale też uczyć się i unikać złych zachowań. Z czasem albo a) wyplenisz słabe nawyki b) działając odpowiednio dużo doświadczysz prawdziwego dostatku c) rzucisz to wszystko w cholerę.

Święta się skończyły, wynocha!
2015 był bardzo rozwojowy. Nie było momentu, żebym nie spotykał się z kilkoma dziewczynami. Udało się też co jakiś czas wymieniać je na nowe, nie mam więc niedostatku seksu. Średnio co tydzień randkuję z nową dziewczyną. Mam tonę kontaktów i zdobywam je prawie każdego dnia.

Czego nie mam wystarczająco, to "nowych kresek". Wszystkie moje kiepskie zachowania wynikały z poczucia, że oto ta dziewczyna już jest moja i metaforyczną ścianę ozdobi kolejna kreska. Próbowałem wszystko przyspieszyć. Ten stan nazywa się "Relentless Notch Count Hyena" (i o ile dobrze pamiętam jest autorstwa Nicka Krausera). To jest ten obszar, któremu muszę się solidnie przyjrzeć. Przeanalizować, poprawić swoje zachowanie. I powtarzać proces do skutku. Tak się buduje/przebudowuje charakter. A teraz - ku 2016!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz