Daygame zagranicą

No i wróciłem po kolejnej wycieczce do europejskiej stolicy połączonej ze zwiedzaniem i daygamem. No, prawie.

Nie pamiętam kto dokładnie powiedział te słowa, ale "daygamerzy to beznadziejni turyści". Moje doświadczenia się w to pięknie wpisują - dobrzy turyści to beznadziejni daygamerzy. Piszę więc tego posta zarówno dla siebie jak i dla was, żeby przypomnieć o kluczowej sprawie gdy robisz cokolwiek: miej jasno zdefiniowane cele.

Każdy powinien mieć 3-4 cele w życiu uporządkowane od najważniejszych. O wiele prościej wtedy podejmuje się jakiekolwiek decyzje. Wystarczy się zapytać "Która opcja pomoże mi w osiągnięciu ważniejszego celu?" i działać na podstawie odpowiedzi. Czasami to znaczy postępowanie wbrew swoim pragnieniom, ale przecież jesteśmy dużymi chłopcami. Zawsze wybieramy długoterminową satysfakcję ponad natychmiastowe korzyści.

Jeśli zaś chodzi o podróżowanie, to wystarczy jeden cel. Zapytaj się "czy chcę przelecieć jakąś laskę z obcego kraju czy po prostu chcę się zabawić i doświadczyć miasta w którym się znajduję"?

Nie ma innych opcji. Próbowałem robić obie te rzeczy na raz i nie kończyło się to dobrze. Obiecywałem sobie, że odwiedzę te najbardziej znane miejsca, a potem zajmę się daygamem. Ale jakimś trafem zawsze te pierwsze zajmowało więcej czasu niż powinno. I nagle okazuje się, że jestem po wielkim posiłku, kilku piwach i 20 kilometrach w nogach, i to wszystko jednego dnia. Przydałoby się zdrzemnąć. Po drzemce jest już wieczór, na który był zaplanowany tour po barach. Albo cokolwiek innego. Kolejnego dnia budzę się z nastawieniem "Dobra, dziś zobaczę tylko te dwie rzeczy, a potem uderzam w daygame". Ta, jasne.

Nie ma co się oszukiwać. Jeżeli podróżujesz tylko dla samego podróżowania - rób to. Każdy powinien poznawać obce kraje. Podchodź do fajnych dziewczyn, ale nie miej żadnych oczekiwań, jeżeli chodzi o nowe kreski.

Jeśli zaś chcesz daygame'ować zagranicą - bądź bezwzględny. Podchodź jak głupi przynajmniej przez pierwszych kilka dni. Potem możesz delikatnie odpuścić i może nawet obejrzeć to i owo. Ale przez pierwsze dwa dni skup się tylko i wyłącznie na podejściach, zgarnianiu tony numerów i umawianiu się. I tak, to może oznaczać, że przez resztę urlopu będziesz miał kilka randek dziennie i nie zobaczysz za wiele z miasta, w którym się znajdujesz. Ale to jedyna droga, jeżeli naprawdę chcesz "zaliczyć".

Nie mnie oceniać kogokolwiek. Podróżowanie jest świetne, nowe miejsca są ekscytujące, a ja po prostu nie potrafię odpuścić okazji do zwiedzania. Dlatego też mój daygame zagranicą przeważnie ssie. A ponieważ w Warszawie robię kilka podejść dziennie, nie jestem przyzwyczajony do robienia 20+ jednego dnia. Muszę nad tym popracować i być może wpleść tak intensywne dni do swojego kalendarza. Wtedy pewnie potrafiłbym też działać tak zagranicą.

Jest to też powód, dla którego planuję wrócić do niektórych miast, które już zwiedziłem. To jest inny przepis na daygame zagranicą. Pierwszą wizytę trzeba spisać na daygame'owe straty poznając miasto, znajdując odpowiednie lokalizacje, rozpoznając logistykę no i oczywiście zwiedzając. Następna wizyta będzie miała już tylko jeden cel: daygame.

Ale cokolwiek w życiu robicie nie mogę nie polecić tych dwóch rzeczy: podróżowania i daygame'u. Obie wzbogacają człowieka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz