Raport, ale inny - tydzień randkowania daygamera

Oto zupełnie inny raport z działań. Inny, bo jest tu kilka historii. Inny, bo nie są to "najlepsze z najlepszych", gdzie wszystko poszło jak po maśle. To, co tu jest to wgląd w randkowanie średniozaawansowanego daygamera (czyli mnie). Jeden tydzień, siedem dni, siedem randek. Chcecie się dowiedzieć jak to się skończyło? Zapraszam.

Poza tym co poniżej oczywiście zaliczyłem też kilka daygame'owych sesji. Rozgrzewałem się po urlopie: porozmawiałem z 15 dziewczynami, z czego miałem 3 numery. Dużo poniżej dotychczasowej średniej za rok 2015, która wynosi 3,44 podejść na numer. Jak zaraz zobaczycie wszystko w tym tygodniu było trochę poniżej średniej. I nawet mam pomysł dlaczego.

Poniedziałek

To było aż czwarte spotkanie z tą dziewczyną! Samo podejście było rewelacyjne - to ona się do mnie uśmiechnęła, a potem za mną odwróciła. Oczywiście w kilka chwil byłem przy niej, porozmawialiśmy naprawdę naturalnie i długo, zgadując się na koniec na wino. Przeceniłem jednak jej wiek i chęci. Była młodsza niż się spodziewałem, a na pierwszym spotkaniu nie była taka skora do pójścia do mnie do domu (co jednak i tak się wydarzyło). Potem było kilka kolejnych spotkań, wszystkie u mnie. Wielokrotnie było gorąco, ręce błądziły po ciałach, ale ubrania nie spadły. Postanowiłem, że to będzie ostatnia szansa.

Spotkaliśmy się zgodnie z jej sugestią pod kinem, ale absolutnie nie miałem zamiaru iść z nią do kina. Ani na film. Pochwaliła się, że jest już po kilku piwach z koleżankami, więc temat filmu zmienił się na kontynuowanie picia. Znów trafiliśmy do mnie, a ja na szczęście miałem zdjęcia z ostatniej podróży, tak więc bez zbędnego gadania trafiliśmy do sypialni. Eskalacja postępowała szybko, aż do momentu, kiedy moja ręka była w jej majtkach.

I tak jak za każdym razem, gdy decydowała, że nie posunie się ani kroku dalej, także tym razem nastąpiło to w jednej chwili. Mógłbym opisywać tutaj wszystkie "dwa kroki do przodu, jeden w tył", całowanie, dotykanie i wiele innych rzeczy które się wydarzyły tej nocy. Wszystko jednak sprowadzało się do tego, że znów wyszła ode mnie napalona i z twardym postanowieniem, że nie pójdzie ze mną do łóżka "tak szybko".

Być może za bardzo nalegałem, ale też wiedziałem, że to jest jej (i moja) ostatnia szansa - nie miałem nic do stracenia.

Wtorek

Dziewczyna z wtorku to lekko nieśmiały, drobny rudzielec. Widzieliśmy się wcześniej dwa razy (trzy, jeżeli liczyć podejście). Pierwsza randka byłą standardowa jeżeli chodzi o model, zabrakło tylko pocałunku. I to wcale nie z powodu braku starań. Pomimo tego zgodziła się na następne spotkanie - u mnie na kolację. Była to mieszanina poznawania się i budowania komfortu zwieńczona już normalnym kiss close. Powtarzała, że u niej takie rzeczy przychodzą powoli, ale pomimo tego na kolejne spotkanie znów umówiliśmy się u mnie.

Tak więc znów się widzieliśmy - siedząc w sypialni, gadając i pijąc wino. Szybko przenieśliśmy się na łóżko i chociaż już się wcześniej całowaliśmy, to jednak wykonała w międzyczasie mentalny krok w tył. Dużo pracy kosztowało ponowne przejście do intymności, ale jak już się zaczęło - to na dobre. Dziewczyna była mocno podniecona, ale powtarzała, że umie się kontrolować i "takie rzeczy" (czyli seks) wymagają czasu. Wszystko to spotykało się z moim zrozumieniem (werbalnym) i dalszą eskalacją (niewerbalnie) z przerwami na zrobienie kolejnego drinka czy po prostu wyjście z pokoju.

Tarzaliśmy się po łóżku bardzo długo, aż w końcu zasugerowałem, żeby została na noc. Delikatnie odmówiła, ale to nie powstrzymało jej przed dalszym nakręcaniem siebie, mnie czy nawet dobraniu się do mojego fiuta. Tak pomieszanych sygnałów dawno nie widziałem i zacząłem podejrzewać, że nie tylko jest napalona, ale też chorobliwie się kontroluje. Chwilę później uświadomiłem sobie, że chociaż pozwala się wszędzie dotykać, nie znaczy to, że jest gotowa na seks. Jeszcze raz zagrałem kartę "zostań na noc, nie musi do niczego dojść" i kolejny raz przegrałem. Wracała do domu.

Odprowadziłem ją na autobus pytając o motywy. Zwykle nie powinno się tego robić, ale ta dziewczyna była bardzo konkretna i do rzeczy. Powiedziała, że potrzebuje czasu, ale już widzi, że "to" może wyjść. Dla mnie ok. To znaczy, że zamiast roli "przygody" będę odgrywał "kochanka".

Środa

Tym razem nie była to dziewczyna z daygame'u. Poznałem ją tradycyjnie przez znajomych. Jest trochę starsza ode mnie i zamężna. Postanowiłem, że wykorzystam swoje umiejętności do niecnych celów. Gdy już potrafi się uwodzić zupełnie obce kobiety, to wszystko okazuje się dużo prostsze, jeżeli już się znacie. Próbowałem już z nią do czegoś dojść dwukrotnie (pierwszym razem wkładając jej do głowy cały pomysł; drugim razem mocno eskalowałem, ale bez rezultatów). To było trzecie spotkanie.

Biorąc pod uwagę, że dość niedawno wprost zasugerowałem jej przelotny romans, byłem ciekaw jak daleko się posunie. Mój urlop tu tylko pomógł - powymienialiśmy trochę zdjęć i poznaliśmy się trochę lepiej. Tego wieczora robiliśmy grzane wino (dzięki mroźnej pogodzie) i upijaliśmy się coraz bardziej. Tym razem niektóre bariery pękły - całowanie, tarzanie się po łóżku czy nawet ręce w majtkach, ale nic więcej. Jak to często bywa - według niej było to za dużo i za szybko.

Mówiła też, że jest "raczej binarna" - albo jej mąż, albo ktoś inny! Sugerować jakikolwiek związek znając mój styl życia, a na koncie podobno szczęśliwe małżeństwo? Dziewczyna naprawdę nie potrafiła się odnaleźć w tej sytuacji. Nie mówiąc już o tym, że nie wierzę, że po głowie nie chodził jej żaden romans. Inaczej byśmy nie wylądowali w takiej sytuacji. Zresztą sama napisała z taksówki, że ma dużo do przemyślenia. Zobaczymy jak się potoczy kolejne spotkanie.

Czwartek

Laska z czwartku, to żadna laska. Dziewczyna była urocza, ale zdecydowanie nie należała do przebojowych. Raczej poniżej tego, do czego się przyzwyczaiłem, ale trzeba jej oddać, że miała niesamowite ciało - więc czemu nie? Dotychczasowa historia też była ciekawa: mieliśmy się spotkać dwa miesiące wcześniej, ale odwołała w ostatniej chwili mówiąc, że jest już w nowym związku. I tak, kilka tygodni później wysłała mi tradycyjnego SMS-a o treści "Co słychać?". Wyciągnięcie jej na drinka było banalne.

Tak więc spotykamy się w czwartkowy wieczór. Ogólnie nie jest aż tak dobra, jak zapamiętałem, ale faktycznie ciało ma świetne. Najpierw zmierzamy do kawiarni na grzane wino i "zapoznanie się". Widzę, że na mnie leci. Żartuje o upijaniu się tego wieczora i wysyła setki sygnałów. To może być łatwy temat, tylko... to najnudniejsza dziewczyna jaką poznałem. Nie potrafi utrzymać konwersacji, nie ma zainteresowań, hobby i nawet mieszka z rodzicami (w wieku na oko 26-27). Tak więc siedziałem tam z przeciętną dziewczyną ze świetnym ciałem, która próbowała zanudzić mnie na śmierć. Szybko zacząłem opowiadać o tym, co jeszcze mam tego wieczora do zrobienia. Skończyliśmy pierwszego (i jedynego) drinka i czym prędzej zakończyłem te spotkanie.

Piątek

Tym razem trafiłem na księżniczkę. Dlaczego? Byłem z nią na randce z rok temu. Przez ten czas odzywała się od czasu do czasu przez Facebooka, szczególnie po tym jak wrzuciłem jakieś dobre zdjęcia. Była młoda (20 lat) i zdeterminowana, żeby znaleźć bogatego męża (w tym wieku!). Pomimo tego, wszystkie moje próby podkręcenia temperatury naszych rozmów trafiały na podatny grunt.

Dlaczego więc spotkałem się z nią tylko raz? To oczywiste. Ta księżniczka była kurewsko wręcz niesłowna i odwołała albo zapomniała o kilku spotkaniach. Tak więc przestałem próbować ją gdzieś wyciągnąć i czekałem na okazję. Ta pojawiła się, gdy to ona próbowała mnie zabrać ze sobą na zakupy (że co?!). Gdy zapytałem czemu, wyjaśniło się - ostatnio proponowałem wino, a ona nie pije (ta, jasne) i rozmowa nam się po prostu urwała. Ok, możemy zamiast tego iść na hummus (nie miała nawet pojęcia co to hummus; to zdecydowanie nie jest moja grupa docelowa).

Czas i miejsce spotkania potwierdziliśmy w środę i jak możecie się domyślać - w piątek nie było z nią żadnego kontaktu. Do przewidzenia, biorąc pod uwagę historię i to, jak przebiegał ten tydzień.

Sobota

Umówienie się na sobotę to była jazda bez trzymanki. Miałem co prawda zaplanowaną randkę i nawet imprezę, gdyby to nie wypaliło. Randka odwołała spotkanie, znajomy z którym miałem iść balować wylądował w pracy, postanowiłem więc spalić wszystkie stare kontakty próbując się umówić na wieczór. Co ciekawe udało się w ten sposób umówić z kilkoma "straconymi" dziewczynami i nawet - niespodzianka - z jedną na sobotę.

A dziewczyna na sobotę była niesamowicie wręcz rozentuzjazmowana. Podejście było rewelacyjne, jedno z najlepszych jakie pamiętam, bo w sekundzie zaczęliśmy się dobrze dogadywać. Oboje przypadliśmy sobie do gustu, a ona dużo inwestowała w tę rozmowę. Co prawda wspomniała jakiś związek, ale nie brzmiało to poważnie. Wysoka, urocza, młoda, z lekką nutką alternatywy... SMS-owaliśmy przez ponad miesiąc! Najpierw nie było jej w Warszawie, potem ja byłem na urlopie. Aż w końcu się spotkaliśmy. I wyglądała nawet lepiej niż zapamiętałem.

Wieczór przebiegał równie płynnie, jak nasze pierwsze spotkanie. Pasowaliśmy do siebie wyjątkowo dobrze i to pomimo 7 lat różnicy. Zainteresowania, podejście do życia, poczucie humoru - wszystko było podobne. Na początku nie było zbyt seksualnie, ale to się zmieniło w drugiej miejscówce. Nieskuteczna próba pocałunku zniszczyła jednak otaczający nas bąbel, gdy uświadomiła sobie, że to wszystko staje się zbyt realne. Nie udało się też przenieść do mnie do mieszkania, ale chciała kontynuować zwiedzanie lokali na mieście. Postanowiłem jednak zakończyć wieczór, a wracając odkryliśmy, że nie mieszkamy znów tak daleko od siebie. Na następne spotkanie mieliśmy umówić się bliżej.

Niedziela

Wracamy do panny z wtorku. Przez ten tydzień poSMSowaliśmy dwukrotnie i zgadaliśmy się na kolację. W jej przypadku dotychczasowe spotkania były gorące, więc pomyślałem, że brakujący fragment układanki to stabilność - po prostu nie chce być przygodą na jedną noc. Kolacja w ciekawym miejscu i jasny przekaz - śniadanie jemy u mnie - powinny załatwić sprawę.

Tak jednak się nie stało. Kolacja została odwołana z powodu drobnych problemów ze zdrowiem - zasugerowała, że tego dnia nie nadaje się do niczego poza leżeniem. To akurat nie jest przeszkodą, więc zaprosiłem ją do siebie mówiąc, żeby wzięła ze sobą ubrania do pracy. Zgodziła się bez oporów. Super!

Spędziliśmy trochę czasu rozmawiając, oglądając teledyski i pijąc wino. Potem przerzuciliśmy się do sypialni (z odrobiną przewracania się po łóżku) i "poszliśmy spać". Gra zaczęła się, gdy zgasły światła. Niestety, ponownie stawiała niepotrzebne opory, nawet gdy moje palce już były w niej. Nie wiem ile czasu spędziliśmy na tej zabawie w dwa kroki do przodu, jeden w tył, pójście spać, rozbieranie się i na nowo podgrzewanie atmosfery. W końcu, po tym jak wypowiedziała swoje obawy (że po seksie się zaangażuje) zadała dwa pytania. Pierwsze było tym, które każdy chce usłyszeć - "Czy masz gumki?". Drugie to było raczej stwierdzenie - lubi ostro. Naprawdę ostro, nawet powiedziała gdzie chce, żebym na niej skończył.

Po tylu godzinach, alkoholu, zmęczeniu i tak dalej nie wszystko było jak w zegarku. Nie mogłem uzyskać porządnej erekcji. I jak zawsze w takich przypadkach pojawia się odrobina stresu i dziewczyna mówiąca "chcę cię w sobie teraz". A to nie pomaga. Niezawodną pomocą oczywiście jest fellatio, ale na moje nieszczęście była w tym zbyt dobra i nie potrafiła przestać, nawet gdy ostrzegałem. Tak więc wieczór zakończył się z wynikiem "lodzik", a ja miałem nadzieję, że rano przejdziemy do głównego dania. Jak jednak możecie się domyślić z tematu przewodniego tego tygodnia: rano nie było nawet takiej opcji.

To była najgorsza porażka w mojej karierze, bo jeden twardy kutas to było wszystko, czego potrzebowałem do domknięcia. Wciąż pozostajemy w kontakcie, więc powinno się to zdarzyć następnym razem. Ale już nie w prawdziwym stylu r-PUA.

Ostateczne wyniki

Wiem, że wszyscy są ciekawi jak to się wszystko potoczyło dalej:

  • Poniedziałek - przestałem do niej pisać, a ona oczywiście nigdy się nie odezwała.
  • Wtorek - patrz: niedziela.
  • Środa - skończyliśmy w łóżku po pijaku dwa tygodnie później.
  • Czwartek - przez następne dwa dni wysłała tonę SMS-ów. Nie byłem zainteresowany.
  • Piątek - znajomość była ciekawa, ale księżniczki nie znajdziecie już w moich kontaktach.
  • Sobota - kolejne spotkanie było jeszcze lepsze: spotkaliśmy się, przenieśliśmy do mnie, poprzewracaliśmy się po łóżku i całując na pożegnanie zgodziliśmy się na kontynuację tego następnym razem; wszystko, czego potrzebowała to zapewnienia, że to co robimy jest ok i nie powinna się nad tym zastanawiać nawet, jeśli jest w "jakimś związku". Ciągle próbujemy się spotkać, ale kalendarze nam się nie zgrywają.
  • Niedziela - przespaliśmy się ze sobą kilka dni później (czyli przy następnej okazji).


Podsumowanie

Jak możecie się domyślić nie był to dla mnie idealny tydzień. Było wiele potknięć, nawet mój daygame'owy dziennik jest pełen notatek z tego okresu. I chociaż każdy wie, że podrywanie nie wygląda cały czas jak na filmach w Internecie, to jednak było coś innego. Największym błędem z mojej strony były zbyt duże ciśnienie na seks. Nie miałem nowej dziewczyny przez kilka tygodni i byłem zbyt skupiony na zrealizowaniu tego celu. Ja to wiedziałem, nawet znajomi mi to sugerowali. I wierzcie lub nie, to wychodzi - w rozmowach, w gestach, w zachowaniu. Nie ma znaczenia, że w tym czasie sypiałem z dwiema laskami. Ciśnienie na nową zdobycz uchodziło ze mnie wszystkimi porami.

Zmiana przyszła z sukcesem z panną z wtorku/niedzieli. Z kolejną nową dziewczyną przespałem się zaledwie kilka dni później. Byłem bardziej zrelaksowany, świadomy otoczenia i po prostu lepiej się bawiłem (zamiast cisnąć na seks). Jest to ciężkie do udawania, bo nie ma prostych rzeczy, które trzeba zacząć robić, żeby być bardziej wyluzowanym. Trzeba zmienić swoje cele i może (ale tylko może) twoje zachowanie ulegnie zmianie. Można też ciągle przypominać sobie, żeby brać to co jest i mieć z tego rozrywkę, a nie harówkę. Zwykle sugeruję coś innego - skupianie się na ostatecznym celu (łóżku) nawet podczas rozmowy z dziewczyną na ulicy. Tym razem jednak potrzebne było wyluzowanie i płynięcie z prądem (oczywiście myśląc o finale, ale przede wszystkim - o chwili bieżącej).

Problemy takie jak te są normalne - czasami sypia się na lewo i prawo, a czasami są tygodnie jak ten kiedy zastanawiasz się "po co się męczyć?". Spieszę z odpowiedzią. Dwa lata temu uczyłem się daygame'u i nie miałem nawet jednej randki tygodniowo. W te "okropne" siedem dni, niezależnie od rezultatów, spotkałem się z pięcioma fajnymi dziewczynami, z których dwóch nie mogę określić inaczej niż krauserowym "hot, young and tight".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz