O osiąganiu celów

Dłuższa przerwa od pisania spowodowana była nie byle czym. Ten wpis jest rozgrzewką przed ciekawszymi tematami, ale doskonale łączy się z jedną rzeczy, które zajęły mi głowę (druga to po prostu wakacje). Także - trzymajcie się, przed wami czysto teoretyczna umysłowa masturbacja.

Niedawno przebiegłem swój pierwszy maraton. Nie byle co, zrealizować cel, który sobie postawiłem rok temu, gdy zaczynałem biegać. Wszystkie moje treningi i starty do tej pory prowadziły do tego, żeby przebiec ten dystans w zamierzonym czasie. Finisz był wyczerpujący, a na mecie i nie czułem nic poza ulgą. Nie znaczy to, że nie byłem zadowolony. Ale jeżeli mam być szczery, to największe wybuchy szczęścia miałem przez pierwsze dwadzieścia kilometrów. Za każdym razem, gdy uświadamiałem sobie co się dzieje - że właśnie biegnę, a zaraz ukończę, maraton.

Zrozumiałe jest, że opisując daygame nadużywam metafor związanych z bieganiem. Oba zajęcia powodują kontuzje (fizyczne lub psychiczne), wymagają wielkiego poświęcenia i godzin treningu. I tak jak napisałem wyżej - samo osiągnięcie celu nie przynosi szczęścia. To droga do niego jest najbardziej ekscytująca. Uświadomienie sobie, że oto właśnie zaraz wszystko się uda i zrealizujesz swoje zamiary. I to sam, bez niczyjej pomocy.

No dobrze, a czemu osiągnięcie celu nie przynosi szczęścia? Smutku nie powoduje, ale dotarci do finiszu to koniec pewnego etapu. Przespanie się z kolejną dziewczyną też jest niewątpliwie sukcesem, ale nie powoduje to, że spoczywasz na laurach. To, czego potrzebujesz, czego potrzebują wszyscy mężczyźni, to jasno zdefiniowane cele. Dlatego już myślę nie o jednym, a o dwóch maratonach w przyszłym roku. Oba z nich oczywiście w lepszym czasie, po to, żeby zakwalifikować się do Bostonu. Cel musi być wyraźny, żeby w chwilach zagubienia wskazywał kierunek, w którym należy podążać.

Porozmawiaj ze znajomymi, którzy popadli w stagnację. Zapytaj się co mają nadzieję osiągnąć w przyszłości. Większość z nich nie ma żadnych celów! Są nieszczęśliwi, nie mają po co walczyć, nic ich nie napędza. Nic więc dziwnego, że piją piwo i oglądają telewizję - po co mieliby robić cokolwiek innego? Jest im wygodnie, chociaż są nieszczęśliwi.

Mężczyźni potrzebują celów. Nieważne czy chodzi o przebiegnięcie maratonu poniżej 3 godzin, przespania się co miesiąc z inną dziewczyną, wyciągnięciu laski z klubu, rozkręcenia firmy zarabiającej prawdziwe pieniądze, nauczeniu się jakiegoś utworu czy nabrania płynności w posługiwaniu się jakimś językiem - potrzebujesz celu. Konkretnego, mierzalnego, możliwego do osiągnięcia (i realistycznego).

I tak samo sprawa ma się z daygamem. Mam jeden główny cel na 2015 rok, jeżeli chodzi o moją grę. I nie dotyczy on ani tego bloga, ani materiałów które produkuję. Wymaga ode mnie podjęcia akcji i osiągnięcia czegoś. Jest to trudniejsze, bo w grę wchodzą ludzie - a więc nieprzewidywalne emocje. Ale zawsze mogę robić więcej, ćwiczyć więcej i dokończyć co zacząłem. Ten nieco chaotyczny post ma więc dwa zadania: wyjaśnić, że nie chodzi o to by złapać króliczka, ale żeby go gonić; po złapaniu od razu zaczyna się rozglądanie za kolejnym i kolejna pogoń. Po drugie - muszę porządnie przypomnieć sobie o moich daygame'owych celach. I nawet jeśli ostatnio nie wszystko jest różowe, to zawsze mogę coś zrobić, żeby było lepiej.

Jeszce nie jest za późno, żeby podjąć wyzwania na ten rok. Pamiętaj tylko, żeby nadać im odpowiednie priorytety, abyś w chwilach zwątpienia nie miał wątpliwości co zrobić. Utrzymanie dobrej sylwetki jest dla mnie ważniejsza niż każda dziewczyna, więc nigdy nie opuszczę treningu, żeby pójść na randkę. Mogę je poprzesuwać, ale w sytuacji wyboru - jedno albo drugie - nie waham się ani chwili. Tak samo daygame jest dla mnie ważniejszy niż nauka kolejnych kawałków, spędzam więc więcej czasu "na mieście" niż za perkusją.

Tak więc zrób sobie listę 3-4 celów (nie więcej), ułóż je od tych najważniejszych i zacznij je osiągać. Te zrealizowane zastępuj nowymi, jeszcze bardziej ambitnymi.

A w międzyczasie przygotuj się na opis "najgorszego tygodnia w historii daygame'u".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz