Z archiwum: zawsze bierz numer

Chociaż z archiwum, to temat na czasie - przywołany kilkoma dyskusjami i własnymi potknięciami.

Ostatnio (zarówno w lutym, z kiedy pochodzi ten post jak i we wrześniu, kiedy pisałem polską wersję) odpuściłem kilka "spieszących się" dziewczyn. Jest różnica pomiędzy damą w pośpiechu, a "spieszę się" rzuconym na odczep się. To ewidentnie były te pierwsze (prawdziwe), a w dodatku na pewno były zainteresowane - uśmiech, długie wypowiedzi, solidny kontakt wzrokowy, wszystko było jak trzeba. Z wyjątkiem czasu.

Co można było zrobić? Po pierwsze - jeżeli żałujesz niedomkniętej interakcji od razu po tym jak dziewczyna odeszła... goń ją! Nie ma nic złego w ponownym jej zatrzymaniu z tekstem "To znowu ja! Wiem, że to była bardzo krótka rozmowa, ale nie darowałbym sobie, gdybym nie wyciągnął cię któregoś wieczoru na kawę." (lub jakimś podobnym). Pamiętaj, że ta rozmowa i tak już się skończyła, więc jak to zwykle w daygame'ie bywa - nie masz nic do stracenia.

Czasami jednak rozmowa idzie nieźle, tyle, że wiesz, że ona zaraz sobie pójdzie. Użyłeś magicznego "jedna rzecz zanim pójdziesz..." już ze trzy razy, ale wciąż zbudowałeś za mało więzi, żeby ten numer był solidny. I co? I odpuszczasz? Osoby, które ze mną daygame'owały wiedzą, że do znudzenia powtarzam "zawsze bierz numer". Nieważne jak poszła rozmowa, zrób z tego odruch, a wtedy nigdy nie stracisz okazji. Dlaczego więc nie słuchałem sam siebie?

Wpadłem w pułapkę nadmiernej analizy. Już dawno temu zauważyłem, że rezultat rozmowy zależy od jej długości. I tak podejście może skończyć się następująco:
  • dziewczyna nie zatrzyma się - brak rezultatu,
  • zatrzyma się, wymienicie kilka zdań, ale podziękuje i pójdzie - nie ma sensu brać numeru, nie jest zainteresowana,
  • krótka rozmowa, ale naprawdę musi już iść - prawie bez szans na kolejne spotkanie (ale może się zdarzyć),
  • gadka do pięciu minut - pół na pół, spora szansa na flake'a,
  • 5-10 minut rozmowy - solidny numer (niektóre i tak nie odpiszą), być może warto było rozważyć instant date,
  • więcej niż 10 minut - porządny numer, najlepiej było usiąść gdzieś na kawie a jeżeli nie, to trzeba na koniec dokładnie przedstawić wizję waszego następnego spotkania (tzw. time bridge, np. "w weekend zabieram cię na najlepszą zieloną herbatę w mieście").
Pamiętaj, że są wyjątki od każdej reguły. Godzina spędzona na instant date nie gwarantuje sukcesu. Podobnie 60 sekund rozmowy może prowadzić do jej łóżka tego samego wieczora. To jednak są wyjątki, a nie prawidłowości. Nie licz na nie, ale też uważaj, żeby nie zignorować niespodziewanych darów losu. Ogólna zasada brzmi zaś: im dłuższa rozmowa, tym lepiej.

Instant date'y (czyli zamiast gadania na ulicy prowadzisz dziewczynę do kawiarni, gdzie spędzacie kilkanaście-dziesiąt minut) przeważnie skutkują bardziej solidnymi numerami, ale skupmy się na krótkich rozmowach na ulicy. O ile nie zrobiłeś tysięcy podejść to nie będziesz w stanie ocenić jak bardzo spiesząca się dziewczyna jest tobą zainteresowana. Tak więc nawet jeśli te krótkie sety w większości skutkują martwymi numerami, to w ogóle ich nie domykając pozbawiasz się jakiejkolwiek szansy z tymi paroma dziewczynami, które odpiszą.

Niebranie numerów jest tak samo bezcelowe jak łażenie bez podchodzenia. Może właśnie rzucił ją facet? Może szuka przygody na jedną noc? A może jesteś dokładnie w jej typie? Jakikolwiek powód by to nie był - jest jakaś szansa, że będzie chciała się spotkać, ale naprawdę nie ma teraz czasu. Ba, czasami sama zaproponuje, że da ci swój numer (ale nie licz na to!). Po prostu wykształć w sobie odruch brania numerów od każdej dziewczyny.

Jak zwykle warto teorię ubarwić kilkoma anegdotami. Rozmawiając w sklepie z ciuchami z dziewczyną czekającą na jakiegoś jej znajomego udało mi się w zgarnąć numer. I to zanim pojawiła się przeszkoda w postaci kogoś trzeciego! Ten wyczyn udał mi się ledwie parę razy (zwykle ktoś się pojawia, a ja dopiero wtedy przechodzę do domykania), a tutaj było to szczególnie szybkie, bo całość trwała grubo poniżej dwóch minut. Nie był to najszybszy seks, ale w końcu udało nam się wylądować w łóżku. Mój dobry znajomy podszedł do dziewczyny na totalnym zmęczeniu, zamienił kilka zdań i brutalnie wyznał "Jestem tak padnięty, że nie wiem co jeszcze mogę powiedzieć". Ona zaśmiała się i sama podała mu swój numer. Jak możecie się domyślać nie był to koniec tej historii. Mi też udało się odrobić swoją część spotkań z dziewczynami, gdzie rozmowa liczona była w sekundach. Ostatnio nawet podałem swoje dane dziewczynie, która nie była przekonana do zostawienia mi swojego numeru lub Facebooka (nigdy tego nie róbcie!). W tym przypadku wydawało mi się, że zrobiłem naprawdę niezłe wrażenie, więc zaryzykowałem. Opłaciło się, znalazła mnie na Facebooku, umówiliśmy się raz, drugi, trzeci i sypialiśmy ze sobą jakiś czas. Mam mnóstwo kontaktów na Facebooku z krótkich rozmów - dziewczyny dużo chętniej dodają do znajomych niż podają numer.

Jasne, większość tego typu znajomości i szybkich numerów nie prowadzi do niczego. Ale właśnie o to chodzi, że nie jest to 100%! Są wyjątki, które mogłyby zostać bezsensownie spisane na straty, a ich sprawdzenie prawie nic nie kosztuje.

Tak więc - zawsze bierz numer.

A jak to zrobić po tak krótkiej rozmowie? Przyznaj oczywiste rzeczy - rozmawiacie tylko minutę czy dwie, prawie się nie znacie, a ona ci się podoba. Tak więc bez zwracania szczególnej uwagi na kolejność: przyznaj, że wiesz, że to jest bardzo krótka rozmowa z obcą osobą ("Wiem, że rozmawiamy tylko parę minut..."); rzuć komplementem albo w inny sposób pokaż, że jesteś nią zainteresowany ("...ale sprawiasz ciekawe wrażenie..."); zaproponuj kontynuowanie znajomości ("...i chciałbym kontynuować tę rozmowę w lepszych okolicznościach"). Tyle. Zamknij się i poczekaj co odpowie. Jeżeli jest ok (lub nie wie co odpowiedzieć, ale przez zaskoczenie, a nie zmieszanie) - bierz numer. Jeżeli nie jest pewna lub ma opory, ale nie było to twarde "nie" - weź Facebooka.

No i na koniec jeszcze raz: zawsze bierz numer. Jeżeli rozmowa była słaba daj chociaż znać dziewczynie, że została zaczepiona w konkretnym celu ("Wiem, że to była krótka i dziwna rozmowa, ale z chęcią poprawiłabym ją w lepszych okolicznościach") i poczekaj na jej reakcję. Tak czy siak zawsze lepiej spalić podejście do końca niż zostawić ją zastanawiającą się "czego ten koleś chciał". A samo to, że była podrywana na pewno poprawi jej humor. Nie mówiąc już o tym, że zawsze zostaje ta drobna szansa, że jednak przypadłeś jej do gustu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz