Zawsze zostawiaj sobie niedosyt

Zdarzają się takie chwile, kiedy ciągle coś trenujesz, a mimo tego wyniki wcale się nie poprawiają. Nieważne czy chodzi o daygame, trening na siłowni czy naukę nowej umiejętności. Prędzej czy później pojawiają się ściany. Przeskoczyć je dzięki sile woli, poradom od bardziej doświadczonych czy analizie swoich pomyłek to jedno. Drugie to przy tym nie zwariować.

Najważniejsza rzecz w takich chwilach to nie odpuszczać. Nie można przestać czegoś robić, bo zawsze największy problem to z powrotem zacząć. Najlepiej traktować całą sytuację jak lekką kontuzję - nie przestajesz trenować, ale dostosowujesz częstotliwość i intensywność. Dokładnie tak samo trzeba postępować jeżeli chodzi o daygame: robić mniej, ale robić cokolwiek.

Kiedy potrafisz spieprzyć każde podejście, a dziewczyny uciekają z krzykiem zanim jeszcze otworzysz usta pamiętaj o kilku rzeczach: to jest tylko tymczasowe, wkrótce znów będzie lepiej, a na razie wcale nie musisz zmuszać się do robienia więcej i lepiej. Przypomnij sobie swoje najlepsze okresy i uświadom sobie, że wkrótce będzie podobnie. To nie tak, że nagle straciłeś wszystkie nabyte umiejętności. Zawsze powtarzam, że nawet jak wcale ci nie idzie, powinieneś robić przynajmniej jedno podejście dziennie. W teorii prędzej czy później dostaniesz pozytywną informację zwrotną ("yes girls").

Teraz jestem troszeczkę mądrzejszy. Ciągle zmuszam się, nawet jeżeli nie czuję się dobrze na ulicy. Zmieniłem jednak dwie rzeczy jeżeli chodzi o moje podejście do podchodzenia.

Zdecydowanie działam mniej, kiedy czuję się słabo. Nie ma co wykręcać nowych rekordów czy próbować przełamać złą passę olbrzymią liczbą podejść. Jestem całkowicie pewien, że nie straciłem nagle swoich umiejętności tylko po prostu mam pecha albo - co bardziej prawdopodobne - jestem mocno niewyspany. Wychodzę więc, gadam z kilkoma dziewczynami i jeżeli po prostu nie czuję danego dnia - wracam do domu. Nie podchodzę też wtedy do modelek, księżniczek, grup, itd. - bo i po co?

Po kilku dniach robienia mniej albo wracam do formy albo w głowie pojawia się głód i poczucie winy. Wydaje mi się, że powinienem działać więcej, a więc zaczynam to robić. Więcej podejść, lepszy nastrój - to są moje myśli po każdym dniu kiedy wracam do domu wiedząc, że "mogłem zrobić więcej".

Jeżeli moje rezultaty są mizerne przez kilka dni pod rząd nie martwi mnie to zbytnio. Jeśli jednak nie mam serca do daygame'u (stres, niepokój, zmęczenie) ORAZ mam słabe wyniki to jest to moment na pauzę. Nie na długo - góra 3-4 dni. Najlepiej wziąć sobie wolny weekend, wyjechać gdzieś, zająć się czymś innym. Być może jestem już uzależniony ale po dwóch dniach zaczyna mi brakować tych rozmów na ulicy. Po 3-4 naprawdę za tym tęsknię. Przez świadome pozbawienie się możliwości daygame'u wytwarzam pragnienie.

Tak więc kluczem do przeżycia gorszych okresów jest postawienie się w sytuacji, gdzie czujesz się odrobinę źle z tym, że nie podchodzisz (jednocześnie dając sobie czas na odpoczynek i reset). Wystarczy odpuścić i szybko zaczniesz myśleć, że możesz (i powinieneś) robić więcej. I lepiej. To jest moment, w którym po prostu wraca werwa.

I to działa z jakąkolwiek stagnacją z którą się borykasz - nie chodzi tu tylko o daygame. Wyluzuj, ale nie odpuszczaj. Raz dwa będziesz chciał robić więcej i więcej i wrócisz na właściwą ścieżkę. Po prostu nigdy nie odpuszczaj całkowicie i na dobre (pomijając oczywiście kontuzje, które wymagają zaleczenia). Często musisz się zmuszać do robienia niektórych rzeczy, ale nie ma sensu jeszcze się karać za robienie mniej niż zwykle. Bądź zadowolony, że robisz cokolwiek.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz