"Location, location, location" - czyli co nieco o bouncebackach

Szybka porada o bouncebackach prosto z lotu powrotnego z Pragi (świetne miasto zarówno na daygame, jak i nightgame; i to jest opinia osoby nie przepadającej za nocnymi eskapadami).

Bounceback to inaczej "zabranie dziewczyny na chatę", czyli przeniesienie spotkania (randki) do siebie do domu. Jest to raczej zaawansowana technika, bowiem najpierw trzeba mieć ogarnięte zarówno samo podchodzenie, jak i randkowanie. Niemniej jest to coś, czego trzeba próbować za każdym razem, jak spotykasz się z dziewczyną. Niezależnie od rezultatów przynajmniej będzie wiedziała o ci co chodzi.

Klasyczny model randkowania mówi o odwiedzeniu dwóch miejscówek przed przeniesieniem się "do siebie". W pierwszej chodzi głównie o komfort i atrakcję, w drugiej o atrakcję i uwodzenie. W drugiej lokalizacji koniecznie trzeba zasiać bounceback przemycając w rozmowie powód/powody dla których możecie przenieść się do mieszkania. Może to być drink, którego koniecznie musi spróbować, instrument na którym grasz albo coś trywialnego jak to, że robi się zimno a wy siedzicie na zewnątrz.

Idealna sytuacja wygląda następująco: całowaliście się w drugiej miejscówce, zmiana lokalizacji jest odpowiednio zasiana, więc wystarczy powiedzieć coś w stylu "wiesz co - nie jest jeszcze tak późno, to jest całkiem miły wieczór, chodźmy [to, o czym wcześniej wspomniałeś]". Wstań, wyjdź z lokalu (ciągle do niej mówiąc, żeby nie miała czasu na wymyślenie żadnej bzdurnej wymówki), złap taksówkę, wrzuć ją do środka i kontynuując słowotok pojedźcie do ciebie. Jeśli padnie pytanie dokąd jedziecie bądź szczery i powiedz, że do ciebie. W przypadku oporów przypomnij, że też nie masz czasu bo rano musisz cośtam i spokojnie odstawisz ją taksówką do domu. Bounceback taksówką nie jest znów taki prosty, ale da się zrobić bez większych problemów jeżeli całe spotkanie upływa w atmosferze przygody.

Dużo prostsze jest randkowanie w bezpośrednim otoczeniu swojego mieszkania. Podobno. Wiele o tym słyszałem, ale dopiero ostatnio udało mi się tego doświadczyć, gdy odkryłem niesamowity wine bar dosłownie trzy minuty ode mnie. Znajduje się w odrestaurowanej fabryce - czerwona cegła, bluszcze, bruk, no i setki butelek wina w kartonach gotowe do kupna. Wszystko wygląda dość drogo i ekskluzywnie, wiele osób przychodzi tam w wieczorowych strojach, dużo jest obcokrajowców. A do tego wszystkiego ze stolików widać mój blok. Świetnie!

Jak się okazuje zmiana lokalizacji przy użyciu "Mieszkam tam, weźmy butelkę wina na wynos i posiedźmy na tarasie" jest skrajnie proste. Jeszcze nie zdarzyło mi się usłyszeć "nie". Oczywiście wiele rzeczy można jeszcze spieprzyć u siebie w domu, ale już samo to jest świetnym początkiem. Różnica w nastroju pomiędzy "weźmy taksówkę do mnie", a "pójdźmy tam" jest kolosalna. Taksówkę trzeba dobrze sprzedać, a trzyminutowy spacer jest tak naturalny, że ciężko to zepsuć. To często powtarzająca się obserwacja - jeżeli coś wydaje się naturalne, to jest proste - od rozmowy na ulicy, spotkań aż po sam seks.

To, co teraz badam, to poziom kino (dotyku) potrzebny do seksu na pierwszej randce. Moje ostatnie sukcesy były niestandardowe dla mnie z dwóch powodów. Nie było absolutnie żadnego kino (i całowania) aż do siedzenia na brzegu mojego łóżka. Po drodze odwiedziliśmy zaś tylko jedną miejscówkę. Sam wine bar i bliskość mieszkania daje tyle powodów do przenosin ile tylko jest możliwe. Wydaje mi się też, że brak kino pomaga w tym, żeby dziewczyna czuła się bezpieczna.

Podstawowy model mówi, że odwiedzicie dwie lokalizacje oddalone od siebie o 5-10 minut. To zdecydowanie działa dobrze na komfort, ale spowalnia nieco tempo. Daje poczucie, że "byliśmy tu i tam" (zamiast "znamy się tylko parę godzin!"), ale zajmuje więcej czasu i dziewczyna może powiedzieć, że "jest już późno". Nastrój przygody jest zawsze obecny, gdy rzeczy dzieją się szybko (jak przechodzenie od jednego miejsca do drugiego), ale wydaje mi się, że to samo mogę osiągnąć moim "magicznym" miejscem, otoczeniem w jakim spędzimy czas i całym tym próbowaniem wina. Zanim rozpoznam temat do końca sugeruję jednak trzymać się modelu i odwiedzić dwa miejsca, jeżeli nie macie pod ręką niczego aż tak wyjątkowego. Jeśli oba miejsca są blisko mieszkania - tym lepiej!

A dla tych co mówią, że nie mają w pobliżu swojego mieszkania żadnej ciekawej knajpy mogę tylko powiedzieć: poszukajcie lepiej. Pomyślcie o miejscach, które pierwotnie wydały wam się zbyt drogie, zbyt lansiarskie lub zbyt meliniaste. Odwiedźcie je i sprawdźcie czy faktycznie takie są. Moja nowa ulubiona miejscówka wyglądała na drogą i ekskluzywną, ale mają tam też wina dla normalnych ludzi. Próbujcie wszystko obrócić na swoją korzyść - żartując z dziwnej stylówy albo z tego, że jesteście tam totalnie nie na miejscu. Wszystko da się wykorzystać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz