Zrównoważone tempo

Lubię myśleć o daygame jak o zestawie umiejętności. Pomijając wszystkie zawirowania związane z nastrojem i pędem (ta teoria czeka na swoją kolej na polskim blogu, ale jest opublikowana na tddaygame.com) trzeba to traktować jako kolejną rzecz do nauczenia. Dlatego też nie ma sensu analizowanie każdego podejścia czy nawet jednego konkretnego dnia. Jeżeli robisz postępy tydzień do tygodnia (miesiąc do miesiąca) to jesteś na dobrej drodze. Dlatego też lubię porównywać daygame do ćwiczeń fizycznych.

Niecały rok temu zacząłem biegać. Nie możesz trenować codziennie biegając docelowym tempem, nie możesz też biegać całymi godzinami co drugi dzień. W obu przypadkach szybko złapiesz kontuzję. Z drugiej strony bieganie dwa razy w tygodniu po pół godziny może i pomoże na samopoczucie, ale da wielkie nic jeżeli chodzi o wyniki. Równie dobrze możesz próbować zrobić wszystkie treningi z danego tygodnia w jeden dzień. Powodzenia. Weź też pod uwagę tempo - za szybko i rośnie ryzyko kontuzji i zniechęcenia porażkami; za wolno i ciężko to nazwać treningiem.

Musisz konsekwentnie sprawdzać swoją wytrzymałość i ćwiczyć tak ciężko jak tylko możesz, cały czas pamiętając, że cel jest oddalony w czasie i kontuzje tylko cię od niego odsuną. Trenuj ciężko, ale nie przetrenowuj się. Trenuj często, ale daj swojemu ciału odpocząć i przyswoić nowe umiejętności. Biegaj szybko, ale nie za szybko. I pamiętaj, że wiele nauki i treningu odbywa się gdy śpisz. Potrzebujesz odpoczynku, a mózg potrzebuje przetrawić nowe doświadczenia. Jeżeli szukasz jednego magicznego klucza do sukcesu to prawdopodobnie jest to wytrwałość.

Odnosząc to do naszego ulubionego daygame'u. Podchodzenie do dziewczyn raz w tygodniu ("sarge"), nawet jeżeli jest to 50 prób nic nie zmieni w twoim nastawieniu. Podchodzenie do jednej dziewczyny codziennie może i coś da, ale zajmie to mnóstwo czasu. No i każdy dzień przerwy będzie powrotem do początku. Pamiętaj, że złe dni i złe passy są więcej niż pewne.

Uwaga: jeżeli walczysz z AA (approach anxiety, strach przed podejściem) to nawet jedna dziewczyna dziennie zrobi różnicę: oswoisz się z sytuacją; nauczysz się, że zlewki wcale nie bolą; prędzej czy później zgarniesz jakieś pozytywne doświadczenia; po wielu godzinach przechodzonych bez celu po mieście w końcu stwierdzisz, że marnujesz czas i zaczniesz podchodzić więcej.

Więc jeżeli nie jesteś już początkujący, ale nie jesteś jeszcze "PUA-sem" to staraj się podchodzić tak dużo jak możesz i tak często jak możesz. Oczywiście dbając o to, żeby się nie wypalić. Co to znaczy?

Jestem pewny, że dałbym radę podejść do 20 dziewczyn jednego dnia. Nigdy tego nie zrobiłem, ale znam się na tyle, że wiem, że byłbym w stanie to zrobić. Do tej pory w najlepsze dni, ze świetnym nastrojem i rewelacyjnym nastawieniem podchodziłem do dziesięciu. Przeważnie robię 3-6 podejść, z których większość kończy się kilkuminutowymi rozmowami. Niektóre zaś trwają nawet do kwadransa. Biorąc pod uwagę, że pracuję to nie mam czasu na 20 podejść dziennie. Mógłbym skracać te interakcje, ale nie mam potrzeby zgarnięcia wielu numerów w krótkim czasie. Mieszkam i game'uję w tym samym mieście, no i moim zdaniem - im dłuższa rozmowa tym bardziej solidny numer.

Nie zrozumcie mnie źle, jest wielu trenerów, którzy uważają, że sesje poniżej 10 podejść w ogóle nie liczą się jako trening. Jeżeli jesteś w stanie tyle podchodzić - jasne, rób to! Ja nie jestem, a przynajmniej nie w długim terminie ("kontuzje"). Nie byłbym w stanie utrzymać tego tempa, wypaliłbym się i stracił całą zabawę z daygame'u.

Wydaje mi się, że celem dla średniozaawansowanych powinno być 70-110 podejść miesięcznie. To znaczy, że będą takie dni, gdzie zrobisz 10 podejść i takie, gdzie od razu pójdziesz na szybką randkę z pierwszą zaczepioną dziewczyną. Tyle podejść zapewni dobry trening - skup się na jakości rozmów, technicznych aspektach podejścia i swoim wachlarzu umiejętności. Jeżeli już uwodzisz wystarczająco często, skup się na jakości dziewczyn.

Jeżeli zaś chodzi o częstotliwość podchodzenia, to 5-6 wyjść w tygodniu jest absolutnie najlepsze. Jestem wielkim przeciwnikiem weekendowego wychodzenia, bo nie daje to nic w temacie wyrobienia sobie odpowiednich odruchów i zachowań. W dniu pisania oryginalnego (angielskiego) posta zagadałem jedną dziewczynę idąc na lunch, a drugą po prostu czekając na znajomego. Nie zrobiłbym tego, jeżeli miałbym w sobie przełącznik "daygame", który muszę włączyć, żeby w ogóle zacząć podchodzić. Tak więc najlepsze jest podchodzenie wiele razy każdego dnia. Równie dobre (i chroniące cię przed szybkim wypaleniem się) jest podchodzenie przez większość dni w tygodniu do co najmniej kilku dziewczyn. Nie ma co myśleć "muszę dzisiaj zrobić jeszcze x podejść", bo zabija to całą radość płynącą z tego sposobu spędzania wolnego czasu. No i należy unikać sytuacji gdzie więcej dni w tygodniu spędzasz w domu niż "na mieście".

To są moje przemyślenia na temat zrównoważonego tempa. Nie bądź uzależniony od podrywania, ale jednocześnie zmuszaj się do podchodzenia do co najmniej kilku dziewczyn przez większość dni w tygodniu (lub po prostu to rób, bez przymusu).

Wszystko to oczywiście ma zastosowanie do sytuacji, gdzie żyjesz i "grasz" w tym samym mieście. Sprawy mają się zupełnie inaczej, jeżeli wyjeżdżasz do innego kraju na kilka dni/tygodni...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz