Raport - wytrwałość i szczerość mogą być kluczowe

Jak wiecie z poprzedniego (i jedynego polskiego) posta w tej chwili nie cierpię na brak kobiet w moim życiu. Sypianie z kilkoma różnymi dziewczynami naprawdę pomaga w wyluzowaniu podejścia, sprawia, że jest się bardziej odpornym na shit testy, wahania nastroju i cały ten bajzel. W tym momencie mojego daygame'owania pojawia się nasza bohaterka. Nazwijmy ją Katarzyną, 24 lata.

Zanim rzucimy się w wir opowieści nie mogę się nie pochwalić. Tak jak w poprzednim tygodniu spałem z trzema różnymi dziewczynami, tak w tym - już z czterema. Nowością jest oczywiście nasza bohaterka - trzecia dziewczyna maja. To tak na wypadek gdybyście mieli wątpliwości czy ten cały daygame działa.

Raporty z odniesionych sukcesów nigdy szczególnie mnie nie obchodziły. Przeważnie zbyt dobre, żeby były prawdziwe. To sprawia, że bardzo trudno jest wynieść z nich cokolwiek dla siebie. Mam nadzieję, że ten jest inny i można w nim znaleźć kilka moich potknięć oraz parę tych dobrych ruchów.

Zacznijmy od początku - od zatrzymania. Było to ostatnie podejście danego dnia, a wcześniej już zgarnąłem solidny numer. Rozmowa przebiegała więc w bardzo luźnej atmosferze i była absolutnie o niczym. Jak na "starego siebie" byłem może nawet zbyt zarozumiały, ale jestem w momencie mojego daygame'owania gdzie czerpię dużą przyjemność z dogryzania dziewczynom i wytykania im różnych rzeczy. Wszystko oczywiście w lekkiej atmosferze i z uśmiechem na twarzy. Polane zostało to sosem z podstawowych informacji o mnie i o niej (praca, miasto rodzinne, plany na długi weekend) więc już w trakcie rozmowy ustaliliśmy, że spotkamy się po długim weekendzie.

Ponieważ mój początkowy żart o jej kleptomanii chwyciło całkiem nieźle, więc wykorzystałem go do pierwszego SMS-a. Odpowiedzią była wielka ściana tekstu - bardzo dobry znak. Zaledwie kilka SMS-ów później wyjeżdżałem za granicę, co znacząco uprościło komunikację. Przez ponad tydzień wymieniliśmy raptem kilka SMS-ów i MMS-ów. Ostatniego dnia tuż przed powrotem po raz kolejny dostałem ścianę tekstu, co odebrałem jako zaproszenie do umówienia się na konkretny termin. Do tego momentu nie było żadnych problemów.

Na pierwsze spotkanie Katarzyna zjawiła się baaaaardzo spóźniona. Miała oczywiście swoje nieistotne wytłumaczenia, ale klasycznie wisiała mi drinka za tę sytuację. W pierwszej lokalizacji odkryłem powód dla których niektóre jej SMS-y były tak długie - to po prostu gaduła! Chaotyczna, niezorganizowana, nieogarnięta - zarówno jeżeli chodzi o rozmowę jak i swoje życie.

Miewam problemy z dziewczynami tego typu, bo każda bardziej seksualna rama jest szybko przez nie zapominana gdzieś pomiędzy trzecią, a czwartą zmianą tematu w jednym zdaniu. Scenariusz powtarzał się i teraz - akceptowała każdą moją uwagę na temat jej ciała i każde wgapianie się w jej nogi, ale szybko wracała do swojego gadania. Na szczęście dość szybko skończyliśmy pić i można było przeskoczyć do następnej lokalizacji. Po drodze udało się odrobinę podnieść temperaturę, zadziałała też projekcja planów na przyszłość, do której się ochoczo przyłączyła. Dobry znak.

Druga lokalizacja była standardowa do bólu - drink, kanapa, odrobina gra w pytania gdzie udało się skierować rozmowę na bardziej seksualne tory, pocałunek bez oporu po pytaniu wprowadzającym (notatka do siebie: muszę napisać o tym posta). Z moimi ustami wciąż wiszącymi obok jej zapytała "Czy to nie jest trochę za szybko?" na co usłyszała "Nie" i pocałunki zrobiły się głębsze. Ale wystarczy  tego dobrego.

Do tego momentu wszystko wyglądało standardowo. Dużo pomarańczowych świateł, okazyjne zielone, ale nie wyglądało to na zaciągniecie jej do domu na pierwszym spotkaniu. W dodatku byłem bardzo zmęczony, miałem w planach jeszcze wieczorno-nocne bieganie więc postawiłem wszystko na jedną kartę i spróbowałem zmienić lokalizację ostatniego drinka. Oczywiście na swoje mieszkanie. Stanowczo Katarzyna nie była na to gotowa, za to zasugerowała spacer. Ok, możemy odprowadzić ją na autobus.

I tu opowieść zaczyna się robić ciekawa. Idąc w kierunku metra Katarzyna nagle skręciła w boczną uliczkę z tekstem "Chodźmy na spacer tędy!" Odrobinę mnie to zaskoczyło, zatrzymałem się i rzuciłem stanowcze "Nie". Niestety, nic to nie dało, bo bohaterka opowieści była już parę dobrych kroków ode mnie. Obejrzała się raz, na co tylko pokręciłem głową, po czym ruszyła radośnie przed siebie. W tym momencie było za późno, żeby ją gonić (a przynajmniej tak mi się wydawało), zamówiłem więc taksówkę i wróciłem do domu wiedząc, że dałem ciała.

Tak jak niektóry mówią - "przegraj bitwę, aby wygrać wojnę" - powinienem po prostu pójść z nią na spacer od razu po tym jak skręciła. Moje zatrzymanie się uczyniło z tego scenę, a to z kolei sprawiło, że nie mogłem się już jej podporządkować. Gdybym ruszył od razu nie byłaby to żadna szczególna uległość. W tej sytuacji jedyne co mogłem zrobić to wstrzymać się z jakimkolwiek kontaktem dobrych kilka dni. W tym przypadku po czterech dniach wysłałem jej standardowy obrazek na pinga, a ona odpowiedziała swoim. Czyli to jeszcze nie koniec. Jak się później dowiedziałem, była zaskoczona, że się odezwałem - myślała, że już po wszystkim (ale oczywiście w życiu sama by pierwsza nie napisała!).

W przerwie między spotkaniami SMS-owaliśmy więcej niż to było potrzebne, ale dyskusje nie składały się jakoś na zaproszenie. Lepiej jest jak konwersacja ma naturalny przebieg. Gdzieś między tymi SMS-ami zaplątało się zdjęcie jej śniadania z komentarzem porównującym czerwonego banana do penisa. To z kolei spowodowało, że na następnym spotkaniu zdecydowanie miałem zamiar spróbować przenieść wieczór do mnie. Niestety ustalone miejsce nie było koło mojego mieszkania, ale odległe o dość krótką jazdę taksówką. W SMS-ach pojawiły się też oskarżenia pod moim adresem o podrywanie dziewczyn na lewo i prawo. Dobry znak - po raz kolejny działa selekcja typu r.

Wyjaśnienie: jeżeli w trakcie pierwszego spotkania całowaliśmy się bez większych oporów, to drugie zwykle organizuję od razu u siebie. Tym razem było inaczej z powodu dziwnego zakończenia.

"Dzień 3" czy też "drugie spotkanie" miało miejsce 10 dni po pierwszym. Ponownie nasza bohatera się spóźniła, ponownie przepraszając. Ale atmosfera była tym razem zdecydowanie lepsza - od samego początku jak spotkanie mężczyzny z kobietą, a nie dwójki poznających się ludzi. Tym razem moje próby podnoszenia temperatury były akceptowane, a tematy - podtrzymywane. Nie było też problemu z kino, chociaż oczywiście nie próbowałem wracać do całowania. Po pierwszym piwie gdy przygotowywałem się do najważniejszego punktu wieczoru - zmiany lokalizacji na mieszkanie - usłyszałem pytanie "Ale nie będziemy tu dalej siedzieć?". Świetnie! Weźmiemy piwo na wynos, zamówimy taksówkę i skoczymy do mnie, skoro to i tak niedaleko.

Jej opory były tylko pro forma ("Widzimy się dopiero trzeci raz, skąd mam wiedzieć, że nie jesteś psychopatą?", "A jak potem wrócę do domu?"). Wyjaśnienie, że wypijemy piwo i odstawimy ją taksówką wystarczyło. Pogadaliśmy jeszcze chwilę czekając na transport i chwilę później opuściliśmy lokal.

Chociaż dziewczyna wiedziała gdzie jedziemy, to i tak w trakcie jazdy zawsze jest sens prowadzenie nieustającej rozmowy. Po co ma mieć czas na głębsze przemyślenia. Tym razem było to proste, ponieważ ponownie udało jej się rozgadać. Miło.

W mieszkaniu eskalacja przebiegała dość standardowo: salon, sączenie piwa, pokazywanie tego i owego żeby poczuła się jak u siebie. Nie pamiętam powodu dla którego przenieśliśmy się do sypialni, więc musiał być to standard: oglądanie zdjęć lub słuchanie muzyki. Dalej póki co było również było standardowo: YouTube, muzyka, siedzenie na łóżku (w sypialni jest tylko jeden fotel), zaproszenie jej na łóżko, całowanie, trochę eskalacji, trochę przerw.

Następne w programie były kolejne opory, bo przecież "do niczego dzisiaj nie dojdzie"! Ale skoro tak, to ochoczo zgodziła się zostać na noc (zawsze warto mieć zapasowe szczoteczki i ręczniki!). Co prawda odgrażała się, że nie da mi spać, ale chyba zinterpretowałem to niewłaściwie...

To najdziwniejsza część tej opowieści. Eskalacja kiedy już położyliśmy się spać była niesamowita. Jej ręka na moim sprzęcie, moja ręka w jej majtkach, dużo całowania, ale bez przesadnego rozbierania się. Nie pozwalała jednak pójść dalej, co w połączeniu z moim zmęczeniem było irytujące. Spotkaliśmy się o 20, a było już grubo po pierwszej w nocy.

Chciała się całować i dotykać, ale nie chciała się pieprzyć. Nie chciała też iść spać i ogólnie wyszła z niej cholernie irytująca osoba. W końcu powiedziałem, że jeżeli nie chce, żeby to było nasze ostatnie spotkanie to albo idzie spać, albo zamawiamy jej taksówkę. To pomogło tylko trochę, nadal z satysfakcją mówiła, że nie da mi się wyspać. Pieprzyć to, "idę pod prysznic i spać, a ty rób co chcesz". Jak się okazało "co chcesz" to kolejny kieliszek nalewki - proszę bardzo, ale ja idę pod prysznic.

Wróciłem w samych bokserkach, zdecydowany, że idę spać. Role się odwróciły, nagle to ona zaczęła eskalować, bawić się moim fiutem będąc jednocześnie zdziwioną, że nie rzucam się na nią bez opamiętania. Oberwało mi się od kobieciarzy i podrywaczy. Zdecydowanie zmęczenie i alkohol nie pomagały na mój stan, bo jedyne o czym myślałem to skończyć to w jakikolwiek sposób, aby szybko. Potwierdziłem, że raczej nie mam problemów z kobietami. "To kiedy ostatni raz sprowadziłeś dziewczynę do łóżka?" - padło nieuniknione pytanie. Bardzo nie chciało mi się kombinować, więc odpowiedziałem pierwszym co mi przyszło do głowy, czyli prawdą: "w tym tygodniu". Jej zdziwiona mina była miłym widokiem, tak jak i komentarz "Myślałam, że powiesz, że z miesiąc temu..." W końcu zrozumiała, że nie jest wyjątkowa i spotykam się z dziewczynami, które po prostu chcą ze mną sypiać (a nie walczyć przez pół nocy).

Oczywiście moja odpowiedź spowodowała lawinę kolejnych pytań, na które odpowiedziałem z rozbrajającą szczerością. Tak, ostatnio sprowadzona dziewczynę też poznałem na ulicy. Tak, było ich kilka. Tak, teraz też spotykam się z innymi dziewczynami i tak, mają one świadomość, że nie są na wyłączność. Nie, nie mam z tym żadnych problemów.

Byłem już naprawdę zmęczony i nic mnie nie obchodziło, ale szczerość w tym przypadku zadziałała na moją korzyść. Dziewczyna zrozumiała swoją sytuację, wiedziała że nie będę naciskał w nieskończoność, bo nie jestem wyposzczony. Zaczęła prosić o drink za drinkiem, aż nie wytrzymałem i zapytałem "czy ty chcesz się upić?" "Tak" usłyszałem w odpowiedzi. "Potrzebujesz się upić, żeby pójść ze mną do łóżka?" Ponownie - "Tak". Ok, jeżeli tak to ma wyglądać, to proszę bardzo - podałem jej całą butelkę. Następnym problemem było już tylko, żebym był bardzo ostrożny, bo jest w pierwszym tygodniu cyklu. W końcu miała dobrą wymówkę - była "pijana". Odrobina gry wstępnej i jakiekolwiek opory były już tylko wspomnieniem.

Seks na takim zmęczeniu nigdy nie jest dobry i tak też było w tym przypadku. Nie inaczej wyglądały kolejne przebudzenia w środku nocy i nad ranem. W tym ostatnim przypadku zdecydowanie nie pomagał kac Katarzyny, jej upierdliwość i niechęć do ruszenia się nawet nie tyle z mieszkania, ile po prostu z łóżka. Podobno nie potrafiła się pozbierać, za dużo wypiła "i w ogóle". Nie księżniczka, tylko upierdliwa dziewczynka. Miałem sporo do zrobienia tego dnia i inną dziewczynę umówioną na wieczór, potrzebowałem drzemki i sporo czasu na sprawunki oraz sprzątanie mieszkania. Nie było łatwo pozbyć się tego uparciucha, przez myśl przeszło mi nawet wyrzucenie jej za drzwi. Nie byłem jednak chujem - po śniadaniu, herbacie i prysznicu w końcu wyszła.

Wydawała się fajną dziewczyną, ale zdecydowanie jest zbyt dziwna i upierdliwa. Mogę zaliczyć "+1", ale bez poczucia wielkiego sukcesu. Wygrałem tę wojnę, ale zniszczenia były bardzo duże. Udało się jednak sporo nauczyć: właściwie odczytałem sygnały do przeniesienia się do mnie, udało się postawić i utrzymać granice jej kapryśności (odrobinę za późno i za słabo, ale wciąż...), ponownie byłem wybrany jako kochanek, a nie potencjalny chłopak (selekcja typu r), ponownie od samego początku wiedziała, że jestem kobieciarzem. Gdy pytałem co tak naprawdę sprawiło, że zmieniła zdanie usłyszałem, że mój spokój w łóżku wynikający zapewne z regularnego seksu oraz (o dziwo) delikatność w pieszczotach. No i przede wszystkim moja wytrwałość.

Żaden bardziej zaawansowany PUA nie zmarnowałby pięciu godzin na "walkę" w łóżku. Wyrzuciliby ją z mieszkania o wiele wcześniej, to na pewno. Ale też tak samo nikt by nie rozdzielił się na końcu pierwszego spotkania (to akurat mogło wyjątkowo zadziałać na moją korzyść). Cały ten sukces nie był ani elegancki, ani łatwy ale tak wyglądają historie, kiedy ląduje się w łóżku szybciej niż dana dziewczyna uważa za "normalne".

Od dawna wiem, że wytrwałość jest kluczem i jestem szczęściarzem bo wytrwałość leży w mojej naturze. Ale umiejętność wytrzymania w towarzystwie takiej dziewczyny przychodzi z doświadczeniem. Nie da się ukryć, że inne tematy na boku również pomagają w utrzymaniu właściwego nastawienia. Tutaj dodatkowo dobrze zagrało moje zmęczenie - w pewnym momencie nie miałem już ochoty na gierki i mówiąc brutalnie miałem wyjebane na to, jak potoczy się wieczór. Ale właściwa kalibracja wynika głównie z doświadczenia - byłem wcześniej w podobnych sytuacjach i poległem. Tym razem wykorzystałem zdobytą wiedzę do osiągnięcia sukcesu. Mam nadzieję, że wy też wyciągniecie coś z tej historii.

Do następnego.

2 komentarze:

  1. Jestem Twoim fanem. Jesteś jedynym prawdziwie blokującym daygame'erem. W Polsce czegoś takiego nie ma,jak już ktoś jest dg'erem to w 2 miesiące zamienia się w guru z 10 produktami do kupienia i to za pareset zł oczywiście.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem Twoim fanem. Jesteś jedynym prawdziwie blokującym daygame'erem. W Polsce czegoś takiego nie ma,jak już ktoś jest dg'erem to w 2 miesiące zamienia się w guru z 10 produktami do kupienia i to za pareset zł oczywiście.

    OdpowiedzUsuń