Zazdrość w otwartych związkach

Czytelnik mojego Twittera zapytał mnie ostatnio “Jak radzisz sobie ze swoją zazdrością w otwartych związkach?”. Bardzo interesujące pytanie, bo zazdrość to ważny temat w każdym związku, a już szczególnie w otwartym.


Co to otwarty związek?


Pisałem już o spectrum relacji bez zobowiązań. Powinieneś wiedzieć, że jest wiele sposobów na poradzenie sobie z aspektem "otwartości". Jeśli chcesz zgłębić ten temat, to polecam blog Blackdragona, szczególnie teksty o rodzajach związków i sprawdzonych niemonogamicznych konfiguracjach. Naprawdę dobra lektura.

Na potrzeby tego posta, otwarty związek to taki, gdzie (wprost lub w zawoalowany sposób) przystaliście na na to, że nie jesteście ze sobą na wyłączność. Takie podejście nie uwzględnia relacji, gdzie dziewczyna myśli, że jesteście parą, a ty nic jej nie mówiąc pukasz na prawo i lewo. To w środowisku podrywaczy dzieje się zbyt często i jest czymś, co zdecydowanie odradzam z nieskończonej liczby powodów.

Jeśli masz jaja, żeby sypiać z wieloma dziewczynami, to miej też ich na tyle, żeby się do tego przyznać. Wielu dziewczynom nie będzie to przeszkadzało. Niektórym bardzo i w takim przypadku oczywiście masz trzy opcje: zaakceptować warunki, rozstać się albo kłamać. Ponownie, ten post zakłada, że odbyliście ze sobą "poważną rozmowę" i oboje zgodziliście się na otwarty związek. Alternatywnie sytuacja jest jasna jak słońce, a ona to podejrzewa, ale nie dopytuje.


Gdy jesteś zazdrosny zawsze


Jeśli jesteś zazdrosny o wszystkie dziewczyny, z którymi randkujesz, to cierpisz na niedostatek relacji i po prostu masz im za złe, że one mają więcej akcji niż ty. Rozwiązanie jest proste - randkuj, spotykaj się i sypiaj z wieloma dziewczynami. Nie będziesz się przejmował tym, że one mają kogoś na boku, jeżeli i ty będziesz miał w czym wybierać.

Sypiałem z wieloma kobietami, które były w związkach (czasem nawet w małżeńskich). Ponieważ traktowałem je tylko i wyłącznie, jako kogoś, z kim mam seks bez zobowiązań, to nie obchodzili mnie ich partnerzy. Nigdy nie czułem niczego więcej niż zwierzęce pożądanie, bo niemożliwe jest poczuć coś do kobiety, która zdradza.

Nie ma nic złego w sypianiu z dziewczynami w związkach, o ile oboje wiecie, w co się pakujecie. Nie obiecuj im niczego więcej, a gdy dopytują - jasno i dobitnie przyznawaj, że sypiasz z innymi. Zwykle w takich sytuacjach obchodzi się bez dramatów.

Duże grupy przyjaciół o różnej płci to i duże problemy z zazdrością.


Historie o zazdrości


Jeśli jesteś zazdrosny o jedną dziewczynę, a inne z którymi się spotykasz, są ci raczej obojętne, to po prostu zaczynasz coś do niej czuć. Masz dwie drogi - albo przestać się z nią widywać, albo wejść z nią w związek.

Spotykałem się kiedyś z uroczą dwudziestolatką, która też bezustannie poszukiwała atencji mężczyzn. Miała pełno znajomych, zawsze kręciło się wokół niej kilku facetów, a i ona prowokowała sytuacje, gdzie mogło do czegoś dojść. Sama przyznawała, że jest podrywana, czasami nawet faceci ją obłapiali, a i zdarzyło się, że się z nimi całowała. Nie potrzebowałem czegoś takiego w swoim życiu.

Nie chciałem zastanawiać się gdzie jest, z kim i co z nim robi. To była tylko i wyłącznie kwestia czasu, aż pójdzie o krok za daleko. I pomimo tego, że ja też spotykałem się z innymi - zaczęło mi za bardzo zależeć. Dla swojego własnego zdrowia psychicznego odpuściłem tę relację.

Ostatnio byłem z dziewczyną, o którą zaczynałem być zazdrosny, ale udawało mi się to ukrywać. Kiedy nadeszła jej kolej na okazywanie zazdrości, otwarcie się do tego przyznała i wyjaśniła, o co jej chodzi. Podobało jej się to, co mieliśmy i zaproponowała coś więcej, włączając w to wyłączność. Z chęcią zgodziłem się na te warunki. Po poznaniu tak wielu dziewczyn wiem, czy ktoś jest warty ryzyka i czy ta monogamia da mi więcej, niż sypianie na prawo i lewo.


Nazwana monogamia


Byłem z dziewczynami, które podejrzewałem, że miały innych. Zwykle to nie jest problem. Nie czułem zazdrości, bo tak naprawdę nie byłem nimi zainteresowany ponad nasz seks.

Spotykałem się z wieloma kobietami, które podejrzewały, jak wygląda moje życie seksualne. Po jakimś czasie nie da się ukryć, że jesteś kobieciarzem i że miewasz wiele przygód. One nie oczekiwały niczego więcej, szczególnie przez pierwsze tygodnie czy miesiące. Nie miały też problemów z tym związanych. Najpierw seks, a potem (ewentualnie) związek sprawdza się świetnie.
Bycie kobieciarzem jest atrakcyjne. Bo przecież one chcą "niebezpiecznego, ale ucywilizowanego mężczyzny". (Jordan B. Peterson)
Widziałem też dziewczyny, które zakochiwały się albo od razu dążyły do monogamii. Zwykle odmawiałem i kończyłem taką relację, bo po prostu nie byłem tym w żadnym stopni zainteresowany. Otwarte związki mają sens tylko i wyłącznie, jeśli świadomie godzą się na niego obie strony. No, jest też ta szara strefa, gdzie ona podejrzewa i nie pyta, a ty nie mówisz.

Podsumowując: oboje musicie mieć na myśli taki sam rodzaj relacji i oboje musicie zgodzić się na warunki. I jeśli myślisz, że jakaś dziewczyna jest warta zaryzykowania monogamii i w dodatku nie zgodzi się na żaden otwarty związek, to zastanów się jeszcze raz. Jeżeli wyjdzie ci, że nadal chcesz tego spróbować, pomimo wszystkich innych możliwości - po prostu to zrób... albo zerwij z nią, żeby uniknąć zazdrości.

Gdy zaczyna robić się poważniej

Wielokrotnie w trakcie swoich przygód napotkasz się na sytuacje, gdy kobieta będzie chciała wymusić na tobie monogamię. Bo gdy zastosujesz się do wszystkich reguł, włączając w to "najpierw seks, a potem (ewentualnie) związek" czasami sprawisz, że ona się zauroczy, uzależni, a może nawet zakocha. A to już będzie trudne.


Żądanie monogamii


Kiedy dajesz jej wspaniały seks i w ogóle jesteś wspaniałym facetem, to ona na pewno będzie chciała więcej. To zwykle znaczy, że będzie chciała bardziej konkretnego związku. Czasami nawet zechce, żebyście zostali parą. A to z kolei tak jakby sugeruje monogamię.

Nie ma znaczenia, czy takie pragnienia przedstawi wprost czy też będą one tylko sugerowane. Gdy ona zacznie oczekiwać większego zaangażowania, to ten temat stanie się drażliwy i nie będziesz mógł go dłużej unikać. To nie znaczy od razu, że musisz przeprowadzić z nią "poważną rozmowę", ale czasami jest to jedyne wyjście. Jakoś musisz rozwiązać tę sytuację.

Unikanie tematu sprawi tylko, że następnym razem wróci on ze zdwojoną siłą, a ona będzie bardziej poważna i emocjonalnie zaangażowana. Traktuj to jako shit test - nie rób z tego afery. Jeśli czegoś przez dłuższy czas unikasz lub ignorujesz, to ona zacznie myśleć, że coś jest na rzeczy. Nie tędy droga.


Warunki


Jeśli dziewczyna oczekuje od ciebie jakiegoś poważniejszego związku, to tak naprawdę masz trzy możliwości: możesz przystać na warunki, możesz się z nią rozstać albo możesz najzwyczajniej w świecie skłamać.

Rozstanie jest najprostsze. Jeśli masz inne dziewczyny w swoim życiu i nieszczególnie czujesz się związany z tą jedną, a ona oczekuje czegoś, na co nie masz ochoty, to rozstanie brzmi sensownie.
Są dziewczyny, które nigdy w życiu nie zgodzą się na otwarty związek z tobą. Jak tylko pomyślą o czymś poważniejszym, to monogamia staje się nienegocjowana. Na szczęście dla większości kobiet pozostawanie w nieokreślonym stanie, gdzie ona podejrzewa, że spotykasz się z innymi, ale nie chce tego potwierdzić, jest stanem wystarczającym.
Nie aż tak poważnie!

Nie polecam kłamania, bo to zawsze się źle kończy. Nie ma tu znaczenia, czy kłamiesz w trakcie podrywania czy w związku - po prostu udaje kogoś, kim nie jesteś. To nie tylko niszczy twoją wewnętrzną spójność, ale też ma tendencje do wybuchania w najmniej oczekiwanym momencie. Że już nie wspomnę o wysiłku, który musisz włożyć w zacieranie śladów.

Wydawałoby się, że - przynajmniej w teorii – negocjowanie warunków jest najbardziej sensowne, ale ponownie, to zwykle znaczy, że nie robisz tego, na co masz ochotę. Jeśli ona jest dla ciebie tylko seks-koleżanką, to nie udawaj jej chłopaka. Po prostu się z nią rozstań, a oboje będziecie się z tym czuli lepiej. Z jednej strony podążaj za pragnieniami, ale z drugiej nie zmuszaj się do niczego.


"She Loves You Yeah, Yeah, Yeah..."


Gdy robisz wszystko jak należy, z odpowiednią dziewczyną, to czasami ona się szaleńczo w tobie zakocha. Ale nie wystarczy żyć w zgodzie z wszystkimi związkowymi mantrami, żeby rozsądne było decydowanie się na "coś więcej". Dziewczyna musi być w jakiś sposób wyjątkowa.

I nie mówię tu o syndromie jedynej. Po prostu kalkuluję szanse. Niemożliwe jest, żeby świetnie dogadywać się z każdą jedną dziewczyną, z którą wylądujesz w łóżku. To się po prostu nie zdarza. Na pewno niektóre z nich zostaną po prostu kreskami na ścianie czy imionami w twoim kajecie i nigdy więcej ich nie zobaczysz. Inne będą spoko, ale nic ponad to.

Spotkasz też takie, które nie tylko są atrakcyjne, ale ich osobowość, sposób bycia i przekonania są zgodne z twoimi. Takie wygrane na loterii są rzadkie, ale się zdarzają. Niestety, zwykle te dziewczyny są też zwariowane, w związkach albo są inne powody, dla których nie ma sensu pakować się z nimi w coś konkretniejszego.

Pamiętaj, że o wiele łatwiej jest podnieść rangę związku z seks-koleżanki do niemonogamicznego związku albo nawet do tradycyjnie rozumianej dziewczyny. Prawie niemożliwe jest natomiast obniżanie rangi bez utraty partnerki przynajmniej na jakiś czas. Dlatego dokładne sprawdzanie i ta wyjątkowa dziewczyna są niezbędne, żeby myśleć o "czymś więcej".

A skoro już o tym myślisz, to przynajmniej połowa drogi za tobą.

Wszyscy PUA-si są zjebani

Spójrzmy prawdzie w oczy - wszyscy faceci siedzący w środowisku podrywaczy są w jakiś sposób jebnięci. Nie jest to od razu powód do złości, bo każdy jest w jakiś sposób zjebany. Pytanie brzmi - czy jest to właściwy sposób dla ciebie?


Nie chcemy być jak wszyscy inni


Ludzie obecni na każdym forum o podrywaniu (#polishpickupforums) są bardzo podobni i jednocześnie bardzo specyficzni. Niektórzy mają poważne problemy ze sobą, inni szukają sposobów na rozwój, a jeszcze inni chcą po prostu "przelecieć mnóstwo lasek". No i oczywiście znajdą się ci, którzy by chcieli odzyskać byłą.

O ile powody i motywacje potrafią się różnić, to większość z nich nie chce być jak wszyscy inni. No, może za wyjątkiem tych z pod znaku "chciałbym odzyskać ex". Pozostali za to bardzo chcą a) rozwijać się b) nie zakończyć swojego życia z wynikiem 7 partnerek seksualnych. Samo to odróżnia ich od reszty społeczeństwa.
Wielu mężczyzn odkrywa PUA/Red Pill/Manosferę w trakcie szukania prostych sposobów na sypianie z atrakcyjnymi dziewczynami. Potem odkrywają, że mogą naprawdę zmienić siebie i swoje życie. Tak zaczyna się droga ku czemuś o wiele lepszemu. Tak zaczęła się też moja przygoda.
Dla PUA-sa każdy inny jest "normalny" albo "betą", a on przecież nie chce być jak tamci. Prawdą jest, że faceci masowo uwodzący kobiety są - i zawsze będą - nieznaczącą mniejszością. W tym względzie faktycznie udaje im się być kimś wyjątkowym.


Są powody, dla których się tym zajmujemy...


Rozejrzyj się wokoło. Twoi przyjaciele, koledzy i znajomi wszyscy żyją w zupełnie innym świecie. Wstają codziennie do swojej powtarzalnej pracy, tkwią w związkach, które nie działają, nie mają hobby, słabo u nich z życiem seksualnym, brakuje rozrywek. Nawet nie wiedzą, że można żyć inaczej albo, że coś innego jest w ich zasięgu.

Niezliczoną ilość razy słyszałem "nie mógłbym robić tego, co ty". Zdanie te zwykle wypowiedziane jest bez jakiejkolwiek refleksji. Też byłem jak inni, a potem uświadomiłem sobie, że są ludzie, którzy żyją inaczej. A skoro jest ich całkiem sporo, to ja też mogę być jednym z nich!

Zostanie PUA-sem jest jednym z wielu sposobów na zdystansowanie się od "normalnych ludzi". Na blogu dla przedsiębiorców czytałbyś o zakładaniu własnej firmy. Na podróżniczym - jak odwiedzenie kilkunastu krajów rocznie zmieni twoje życie. A ponieważ jesteśmy tutaj, to oczywiste jest, że większość czytelników wybrało podrywanie dziewczyn, jako drogę na uniknięcie marnego i przewidywalnego "normalnego" żywota.

"Nie chcę tkwić w związku do nikąd bez seksu, bez jakiegokolwiek pojęcia o sprawach damsko-męskich i bez umiejętności uwiedzenia dziewczyny, która mi się naprawdę podoba." To dobra motywacja.

Nie tylko PUA-si są zjebani...


...i są tego konsekwencje


Bycie innym znaczy też, że niektóre "normalne" rzeczy nie będą dla ciebie dostępne. A przynajmniej osiągnięcie ich będzie diabelnie trudne. Każda ucieczka z Matrixa niesie ze sobą konsekwencje. Na przykład jak tylko zaczniesz pracować dla siebie i zarabiać w ten sposób pieniądze, to powrót na etat staje się prawie niemożliwy.

Jak tylko nauczysz się jak podrywać dziewczyny, które ci się podobają i będziesz robił to wystarczająco długo, żeby zrozumieć jak one działają i do czego są zdolne, to będzie bardzo ciężko wrócić do "tradycyjnego", naiwnego związku. Powiedziałbym nawet, że nie będzie to możliwe bez lobotomii.

I bardzo dobrze. Nie będziesz popełniał tych błędów, które innych ("normalnych") kosztują ich męskość, poczytalność albo ich związki. Jesteś o wiele lepiej przygotowany do radzenia sobie z kobietami, chociażby z samego li tylko doświadczenia i sukcesów na koncie.

Ale jest też druga strona medalu. Wejście w "normalny", monogamiczny związek będzie okrutnie ciężkie. Poczytaj tylko, co Nick Krauser i Troy Francis mają do powiedzenia na ten temat. Ale i tak można to zrobić - możesz mieć dziewczynę, nawet taką, z którą jesteście na wyłączność.


PUA-s w związku


Ale ciągle przez to, że jesteśmy zjebani, wielu doświadczonych mężczyzn będzie po prostu unikało poważniejszych związków. Nawet jeśli to jest to, czego pragną, będą mówić "to nie jest godne PUA-sa" albo "każdy poważny związek to syndrom jedynej w opakowaniu".

Czy nie zajmujemy się tym po to, żeby robić to, na co mamy ochotę i co sprawia nam radość? Jeśli jest jakaś dziewczyna, z którą się świetnie dogadujesz, sprawdziłeś dokładnie, że nie ma czerwonych flag i tak naprawdę nie masz dobrych argumentów przeciwko czemuś poważniejszemu, to czy nie powinieneś tego zrobić?

Miałem ostatnio bardzo dużo dyskusji na ten temat. Przygotujcie się na "tydzień o związkach" na tym blogu.

Daygame'owe mantry (część druga)

Kilka dni temu opublikowałem pierwszą część moich daygame'owych mantr. Bez zbędnego gadania zapraszam do części drugiej.


Jeśli nie jest zainteresowana, to da ci znać


Nie jestem wielki fanem powiedzenia "jeśli wciąż z tobą gada, to jest zainteresowana". Miałem zbyt wiele interakcji ze zbyt grzecznymi albo zbyt nieśmiałymi dziewczynami, które po prostu nie wiedziały jak się wykręcić. Z czasem nauczysz się, jak dostrzegać znaki. W takich sytuacjach będziesz w stanie specjalnie wykoleić konwersację, żeby nie tracić na nią więcej czasu. Zanim jednak będziesz to potrafił - jeśli nie jesteś pewien, zakładaj, że jest zainteresowana.
Jest wiele dziewczyn, które po prostu źle się czują odrzucając kogoś, kto tak odważnie do niej zagadał. Te nieśmiałe, te bardzo kobiece albo po prostu te dobrze wychowane będą z tobą rozmawiać niejako w nagrodę za twoje akcje (i komplement).
Jednocześnie bardzo wierzę w to, że jeśli dziewczę nie chce z tobą rozmawiać, jest jej niezręcznie albo nie jest zainteresowana tym, co masz do zaoferowania, to da ci znać. Co nie znaczy od razu, że ci to powie, ale trzeba być porządnie upośledzonym, żeby myśleć, że kobieta, która odpowiada pojedynczymi wyrazami i cały czas patrzy gdzieś w bok, jakimś cudem skończy w twoim łóżku.

Wypatruj znaków, nie torturuj biednych dziewczyn, które naprawdę wolałyby być gdzieś indziej, ale czują się jak w pułapce. To szczególnie istotne dla tych, które siedzą/stoją oraz tych w sklepach i komunikacji miejskiej. Im naprawdę ciężko jest uciec.

Zupełnie bez powodu.


Nie możesz ocenić podejścia po pierwszej minucie


Innymi słowy: ciśnij (po angielsku - plow). To może wyglądać dziwnie tuż pod poprzednim punktem, ale to jest okrutnie ważne - nie możesz ocenić setu po pierwszej minucie. Dziewczyna może być pozytywnie bądź negatywnie zaskoczona, wyrwana z zamyślenia albo może czuć sie zawstydzona, gdy podrywa ją czarujący facet. Musi złapać oddech i dostosować się do twojego nastroju. Nie odpuszczaj, ciśnij.
Jeśli w pierwszej minucie ona każe ci spierdalać albo po prostu odwraca się na pięcie i odchodzi, to może jednak powinieneś ocenić te podejście przez ten pryzmat.
Niektóre dziewczyny są w odpowiednim nastroju od razu, a inne potrzebują minuty albo dwóch, żeby się rozgrzać ("rosyjska minuta"). Zwykle po zaledwie paru minutach powinieneś doskonale wiedzieć czy ona jest zainteresowana. Trochę więcej czasu może zająć określenie czy jest dostępna, ale to mniej więcej tyle, ile kiedykolwiek powinieneś cisnąć rozmowę.

Zbierając do kupy te dwa pomysły: tkwij w rozmowie tak długo, aż ona nie da ci jasnego sygnału, że nie jest zainteresowana albo aż będziesz absolutnie pewien, że marnujesz na nią swój czas. Ponownie polecam jeden z najlepszych postów Krausera - Simple In-Set Predictions.


"Może" znaczy wiele


Każdy z nas kiedyś przespał się z dziewczyną, która na początku nie była zachwycona naszymi awansami. Tak długo, jak nie usłyszałeś twardego "nie", to gra wciąż się toczy, a ona wciąż teoretycznie może zostać uwiedziona. Niekoniecznie lubimy takie interakcje w ich trakcie, ale seks z kobietą, która zmieniła zdanie to największy triumf. To uczucie nieporównywalne do przespania się z kimś, kto na ciebie leciał od samego początku.
Czy byłeś kiedyś prześladowany przez dziewczynę, którą odrzuciłeś? Tak, tak - dziewczyny też mogą być "needy" i jest to okropny widok. Jest to skrajnie nieatrakcyjne i nie wyobrażam sobie pójścia do łóżka z kimś, kto desperacko szuka kontaktu pomimo mojego werbalnego odrzucenia.
To także wielka pułapka dla naiwnych i niedoświadczonych - atencyjne suki i znudzone dziewczyny dadzą ci tyle zainteresowania, żeby utrzymać cię przy sobie, ale nie pójdą z tobą na randkę, a już na pewno nie do łóżka. Jeśli po 2-3 zaproszeniach wciąż nie jesteś w stanie umówić się z dziewczyną, to po prostu przestań z nią pisać.


Możesz nagle stać się atrakcyjny


Jeśli możesz zmienić "może" na "tak", to znaczy, że z czasem możesz stać się bardziej atrakcyjny. Jest to szczególnie prawdziwe, jeżeli mówimy o randkowaniu, bo im więcej czasu z kimś spędzasz, tym zwykle ta osoba wydaje ci sie bardziej atrakcyjna. O ile oczywiście nie jest skrajnie nudna. Biorąc pod uwagę ile trwa podejście na ulicy, to niestety nie mamy do dyspozycji aż tyle czasu, a instant date'y wcale nie pomagają.
Biorąc pod uwagę wszystkie znane mi statystki, zarówno moje jak i innych daygamerów, to błyskawiczne randki wcale nie sprawiają, że numery są bardziej solidne. Jeśli już rozmawiasz z nią 10 minut, to lepiej nie będzie, a kolejna godzina spędzona na kawie nic nie zmieni.
Co może wygenerować atrakcyjność podczas rozmowy na ulicy? Oprócz twojego wygładu, charyzmy, nastroju i umiejętności uwodzenia to z pewnością będzie to twój pakiet. I nie mówię o tym, co masz w spodniach, ale o stylu życia i atrakcjach, jakie masz do zaoferowania. Jeśli ona lubi podróże i dowie się, że praktycznie nigdy nie ma cię w domu - zyskasz punkt albo dwa. Jeśli spędza życie na imprezach, a ty jesteś DJ-em, to będzie chciała cię bardziej poznać niż gdybyś był mistrzem wędkarstwa podlodowego.

Dlatego też opłaca się mieć wiele różnych zainteresowań i niepłaską osobowość oraz ciekawy styl życia. W ten sposób ona nie wie, jak cię zaszufladkować (co samo w sobie jest atrakcyjne), a ty możesz wybrać która wersję siebie jej pokazać. Nie po to, żeby była pod wrażeniem, ale żeby właściwie się sprzedać.

Dużo tych "braków powodów".


Ona ma czas


Tak jak każdy mężczyzna zawsze ma czas na "jeszcze jedno piwo", tak samo każda dziewczyna ma te 5-10 minut, żeby z tobą pogadać. Nawet w tak szalonym świecie, w którym każdy gdzieś biegnie! Jeśli jesteś wystarczająco interesujący, atrakcyjny lub intrygujący, to ona nie będzie miała nic przeciwko odłożeniu czegokolwiek o parę minut. Nie przeszkadzasz jej, a wręcz przeciwnie - czynisz jej dzień (a czasami i życie) bardziej interesującym.

Zdarzają się oczywiście sensowne powody, dla których ona nie może pozwolić sobie na pięć minut rozmowy, ale są one dość rzadkie. Kobiety zawsze są gdzieś spóźnione, ale jest całkiem spora różnica pomiędzy spóźnieniem na imprezę, a na samolot. Pamiętaj, że wciąż jesteś tylko obcym facetem, który zaczepił ją na ulicy. Ona nie zrobi dla ciebie nic, co wpłynęłoby negatywnie na jej życie, nawet jeśli jesteś przystojny i czarujący.
Prawie nigdy nie zagaduję dziewczyn na przystankach ani na tym krótkim odcinku od Patelni do dworca Warszawa Śródmieście. Dziewczyny zawsze się tam spieszą, a jeśli ona jest 2 minuty od dworca, to możesz być prawie pewien, że jej pociąg zaraz wjedzie na stację. Za mało czasu na solidny numer.
I niech nikt nawet nie zaczyna z idiotyczną "zasadą Brada Pitta". Nie jesteś Bradem Pittem i nie jesteś dla niej ważny, nawet jeśli wpadłeś jej w oko. Ogarnij się.


Ona nie jest ci nic winna


To jest ważne. Tylko dlatego, że pogadała z tobą 10 minut, jeszcze nie znaczy, że musi zostawić ci swój numer. A jeśli ci go zostawiła, to nie znaczy, że jest ci winna odpowiedź na SMS-a, a tym bardziej randkę. Nie tworzysz żadnego długu przez to, że próbujesz ją poderwać.
Dziewczyny są zmienne i kierują się emocjami. To, co czuła w trakcie rozmowy z tobą może się rozejść po kościach już następnego dnia i będzie z tego flake.
Pamiętaj też, że to samo dotyczy kolejnych etapów. Pomimo tego, że trafiła do ciebie do mieszkania, to nie znaczy, że jest winna ci seks. Tak samo jak zgoda na randkę nie oznacza jeszcze, że skończycie u ciebie, ani nawet tego, że seks przeszedł jej przez głowę.

I chociaż zdarzają się sytuacje, które wiele sugerują, to nigdy ona nie jest ci nic winna. To ty musisz sprawić, żeby cokolwiek się zadziało - od początku, aż do samego końca.


I tyle. Dobrze się bawiłem przelewając te myśli na wirtualny papier i teraz ja czekam na twoje daygame'owe mantry. Zostaw je poniżej w komentarzu albo po prostu napisz do mnie.

Daygame'owe mantry (część pierwsza)

Myślałem o kolejnej odsłonie "mantr" od kiedy poprzednia edycja zebrała bardzo dobre reakcje. Wygląda na to, że rzucenie wielu chwytliwych haseł, które celnie opisują mój sposób myślenia, to dobry ruch. Dzisiaj zrobię więc dokładnie to samo, ale z moimi daygame'owymi przekonaniami. Witajcie w Daygame'owych mantrach.

Tym razem jednak, inaczej niż przy poprzedniej okazji, podzielę ten tekst na dwie części. Wielu z was pisało, że taką kobyłę jak tamta ciężko się czyta. Pożyjemy, zobaczymy - oto część druga.


Nie możesz być pewnym niczego, zanim nie podejdziesz


Bardzo chwytliwy okazał się termin ukuty przez samego Bodiego, który mianem "avoidance weasel" określił wymówki mężczyzn przed podejściem. Twój umysł jest bardzo płodny, jeśli chodzi o racjonalizacje w rodzaju "na pewno czeka na chłopaka", "spieszy się", "wygląda na sukowatą", które to mają powstrzymać cię przed tą przerażającą i niebezpieczną rzeczą, jaką jest pogadanie z atrakcyjną kobietą.
Dziewczyny w designerskich (i drogich) ciuchach prezentujące wszem i wobec swoją zblazowaną twarz suki i sztuczne cyce zwykle jednak okazują się bardziej sukowate, niż statystyczna białogłowa. To jednak nie jest powód, żeby do nich nie zagadać jeśli a) to jest dokładnie twój typ b) ma ona tylko podzbiór niepożądanych cech (np. sama zblazowana twarz to nie jest dobra wymówka).
Wielu mężczyzn nie tylko robi bezpodstawne założenia o dziewczynach, ale co gorsza robią je o sobie. "Jestem zbyt zmęczony, żeby podejść", "mam dzisiaj kiepski nastrój", "jestem spóźniony na siłownię"... Dość! Nigdy nie możesz być pewnym, czy twój nastrój jest odpowiedni, zanim nie porozmawiasz z innymi ludźmi.

Wielokrotnie zdarzało mi się daygame'ować z myślą, że dzisiaj odstraszam innych, a po kilku podejściach okazywało się, że reakcje są tak dobre jak zwykle. W podobny sposób setki razy zdarzyło mi się być pozytywnie zaskoczonym przez dziewczynę, która wyglądała jakby ugryzła ją osa, a to po prostu był jej zwykły wyraz twarzy.


Ona nie ma nic przeciwko byciu podrywaną


Zanim posypią się komentarze, uszczegółowię te stwierdzenie: ona nie ma nie przeciwko byciu podrywaną w akceptowalny społecznie sposób przez kogoś, kto nie jest dziwny i sprawia wrażenie, jakby miał wysoką wartość (SMV). To znaczy, że jeśli kobiety mają cię za dziwaka, to może jest z tobą coś nie tak. Jeśli każda jedna dziewczyna albo ucieka od ciebie z krzykiem, albo zaczyna bić cię torebką, to na pewno masz problem. Żadna nie zareagowałaby tak na gościa, który jest ogarnięty.
"Żadna kobieta idąc po zakupy nie myśli o tym, że spotka mężczyznę swojego życia. Ale też żadna nie miałaby nic przeciwko, gdyby tak się stało."
Ona musi wiedzieć, że jest dla niej jakaś droga do odniesienia korzyści z tej interakcji. Może poczuć się lepiej, bo podrywa ją przystojny facet albo może czerpać radość z flirtowania z charyzmatycznym mężczyzną. Ale jeśli w jej głowie nie ma żadnego scenariusza, w którym ona coś zyskuje, to oczywiście potraktuje cię jak natręta.

Jeśli masz wysoką wartość i coś do zaoferowania (związek, dobry seks albo nawet interesującą rozmowę), to ona z chęcią przyjmie takie urozmaicenie swojego dnia. Bo i dlaczego nie?


Bez powodu.

Odrzucenie jest szybkie


Pisałem już o tym, że podrywanie i "gra" to w dużej mierze umiejętność unikania twardego "nie" przy jednoczesnym dążeniu do seksu tak szybko, jak to tylko możliwe bez jej odstraszenia. Podkreślałem fakt, że odrzucenie jest ostateczne. Nie ma żadnego powrotu po "nie". Gdy klamka zapadnie, to przestajesz dla niej istnieć jako istota seksualna.
Friendzone to najgorsze, co może ci się przydarzyć, bo brakuje tam finału. Zdecydowanie lepiej jest spalić za sobą mosty, niż trwać w zawieszeniu.
Twarde i ostateczne odrzucenia są zwykle bardzo szybkie. Dziewczyna może to zrobić wybierając z nieskończonej liczby powodów, ale jeśli masz szczęście zrobi to od ręki. To znaczy, że nie powinieneś wkurzać się z powodu "przykro mi, mam chłopaka" i "dzięki, nie jestem zainteresowana". One po prostu oszczędzają ci mnóstwo czasu.

Oczywiście idealnie byłoby znaleźć powód, dla którego jesteś odrzucany tak szybko i w miarę możliwości coś na to poradzić. Ale koniec końców odrzuceń nie da się uniknąć.


Nie da się poderwać każdej dziewczyny


Ktokolwiek twierdzi, że da się poderwać każdą dziewczynę jest idiotą. Szczególnie, jeśli kryje się za gównianymi teoriami w rodzaju "jeżeli ci nie wyszło, to znaczy, że nie znalazłeś tej właściwej drogi" albo "mógłbyś ją zdobyć, gdybyś zrobił coś inaczej". Niestety, w większości przypadków "coś inaczej" znaczy "inny facet, inna dziewczyna i inna sytuacja".

Jest masa kobiet w szczęśliwych związkach, są też takie, których nie interesuje to, co masz do zaoferowania. Są także dzierlatki, którym nie przypadnie do gustu jak wyglądasz albo jak się zachowujesz. Masa dziewczyn kazałaby spierdalać nawet celebrytom. Nie wystarczy, że dobrze wyglądasz albo że jesteś czarujący. Musisz nadawać z nią na tych samych falach.
Nawet jeśli jesteś dla niej odpowiednim facetem i normalnie z chęcią by dała się poderwać, a nawet ochoczo wskoczyła ci do łóżka, to czasami trafisz na nią w naprawdę złych okolicznościach i ona nawet nie będzie chciała z tobą gadać. Zdarza się.
Jest nieskończenie wiele powodów, dla których dzisiaj może nie być tobą zainteresowana. Gdybyś tylko zagadał ją w inny sposób, innego dnia, ubrany inaczej, z innym nastrojem albo kiedy ona czuła by się inaczej, czy też może tydzień później jak ją rzuci chłopak... Przestań. Tak jak jest wiele powodów dla których "nie pyknie", tak samo jest wiele dziewczyn, do których możesz zagadać. Nie ma sensu rozgrzebywanie jakiegoś jednego podejścia.


Pierwsze wrażenie jest najważniejsze


Mówiąc krótko: nie możesz zmienić czyjegoś wyobrażenia o sobie. Każda nowa informacja będzie dodawana do poprzednich, a w miarę potrzeby będzie też formowana tak, żeby pasowała do tego, co już siedzi w jej głowie. Jeśli twoje zatrzymanie było słabe i na początku wyglądałeś jak pierdoła, to ona w życiu nie uwierzy, że jesteś popularnym zawodnikiem MMA. Będziesz pierdołą z problemami, która rekompensuje sobie to i owo przez bicie innych po mordach. Peszek.

Wszystko się sumuje, więc jak jesteś ubrany jak menel, to ona zignoruje te informacje, które mogłyby sugerować, że jesteś bogaty. Jeśli otworzyłeś ją z pewnością siebie, dominacją i w szorstki, męski sposób, to ona wybaczy ci to, że pracujesz jako informatyk. Cokolwiek mówisz albo robisz będzie wzbogacało obraz, który już istnieje, w taki sposób, żeby nadal był spójny.
Istnieje masa badań, które mówią o tym, że wyciągamy wnioski o wiele za szybko. Jednocześnie te wnioski często są bardzo trudne do zmiany - nie lubimy, gdy nam ktoś udowadnia, że się pomyliliśmy, więc zwykle ignorujemy to, co nie pasuje.
Uwaga! Nie popadnij w przesadę! Nie ma czegoś takiego jak "idealny daygame'owy opener", bo to jest a) indywidualna sprawa b) bardziej zależne od twojego nastroju, niż byś chciał. Gdy czuję, że mógłbym góry przenosić, to nie jest ważne w jaki sposób zagadam, bo i tak sprawię świetne pierwsze wrażenie. Jednocześnie te pierwsze wrażenie nie dotyczy tylko i wyłącznie charyzmy, ale też tego kim jesteś. Jeśli cię to zainteresowało, to przeczytaj cały post, bo to jest bardzo duży i ciekawy temat.


Jeszcze jeden "brak powodu".


Więcej tracisz gdy nie podejdziesz


W życiu zawsze najbardziej żałujemy rzeczy, których nie zrobiliśmy. Jasne, każdy kiedyś wywinął jakiś numer, o którym potem mówi, że go żałuje, ale nawet z obecną wiedzą większość z nas i tak by zrobiła to ponownie. Bo najbardziej nas uwiera, gdy mieliśmy szansę zrobić, ale odpuściliśmy.
Każda szansa jest lepsza niż brak szansy. Jeśli zagadasz jakąś dziewczynę, to może będziesz miał 2% szans na to, że się z nią prześpisz. Ale jeśli do niej nie podejdziesz, to ta szansa wyniesie okrągłe 0%.
Kiedy zrezygnujesz z zagadania dziewczyny, to żal pojawi się natychmiastowo. Wiesz przecież, że nic złego się nie może stać, a w najgorszym wypadku ona cię "aż" zignoruje. Niestety, im więcej wierzysz w swoje wymówki, tym bardziej budujesz nawyk niepodchodzenia. Powinieneś trenować coś dokładnie odwrotnego. Zawsze powinieneś rzucać się za dziewczyną, która dała ci znaki zachęty (IOI), a także za tymi, które sprawiły, że serce zabiło ci mocniej, a spodnie zrobiły się ciaśniejsze w kroku.

Jest jeden wyjątek do tej reguły - ochrona nastroju. Jeśli czujesz się przybity lub zmęczony i/lub unikasz "gwarantowanych zlewek", żeby móc daygame'ować dłużej, to ma to jakiś sens. Upewnij się tylko, że będziesz podchodził do tych, u których wydaje ci się, że masz większe szanse. Bo na pewno będziesz wiedział, kiedy używasz tej wymówki do okłamywania samego siebie.


(Ciąg dalszy...)