Bądź (ze sobą) szczery!

Zawsze jestem zaskoczony, kiedy w środku pyskusji na Twitterze pojawia się ktoś z racjonalnym podejściem i słusznymi argumentami.

Tym razem wszystko zaczęło się od Rivelino i jego ankiety, która zawierała cytat z Samuela Hersha, który zostawiam w oryginalnym angielskim: "If you’re interested in getting married, be ruthlessly honest about your motivations while dating".


Niebezpieczeństwa szczerości


Sam bardzo szybko sprostował, że w swoim oryginalnym wątku miał na myśli szczerość z samym sobą, a nie przytłaczanie biednej dziewczyny wszystkimi swoimi problemami i pragnieniami już na pierwszej randce tak, żeby na wszelki wypadek wiedziała w co się pakuje. Tak więc pytanie Riva jest tendencyjne, ale na szczęście wszyscy uświadomiliśmy sobie to całkiem szybko.

Nikt nie radzi nikomu, żeby opowiadać dziewczynie dosłownie wszystko o sobie (włączając w to swoje pragnienia i plany), bo to niszczy tajemnicę, co z kolei niszczy atrakcyjność. Już nawet nie wspominając o tym, że odstraszysz większość dziewczyn, jeśli przyznasz, że szukasz czegoś poważniejszego, szczególnie na pierwszej randce.

Co więcej, nie możesz być tak zupełnie szczery odnośnie wszystkiego co wydarzyło się w twoim życiu. Niektóre rzeczy należą do kategorii "było, minęło".
Nie mogę znaleźć klipu Jordana B. Petersona, w którym opowiada on, że powiedzenie wszystkiego o sobie w całkowicie szczery sposób odstraszy każdą jedną osobę. I słusznie.
Ludzie są potworami, każdy zrobił w przeszłości coś, co już dawno przetrawił i zapomniał. A jeśli jest to już zapomniane, albo jak powiedziałby to JBP, jeśli ten smok jest już pokonany, to nie ma sensu robić z tego afery, ani nawet spędzać czasu na wyjaśnianiu tego.

Nie mówię, że powinno się kłamać. To jest jeszcze gorsza równia pochyła. Ale jestem absolutnie i w 100% przekonany, że nie chcesz znać każdego jednego detalu z życia innych osób i nie chcesz też, żeby oni wiedzieli wszystko o tobie. Zmieniamy się, błądzimy, znajdujemy naszą ścieżkę. Liczy się to, co jest teraz.

Niektóre drzwi powinny pozostać zamknięte.


Bądź ze sobą szczery


Kłamanie innym jest okropne i prędzej czy później się na tobie zemści. Nie polecam. Okłamywanie samego siebie jest jeszcze gorsze. I o ile zalecam bycie szczerym w stosunku do innych w rozsądny sposób, to jednocześnie uważam, że każdy powinien być ze sobą brutalnie szczery i stosować politykę pełnej jawności.

Jeśli zaś chodzi o temat poruszony na wstępie - jeśli szukasz swojej przyszłej żony, to jak najbardziej powinieneś być ze sobą na ten temat szczery. Ale to nie jest tak, że przelotne znajomości bez zobowiązań oddalają cię od tego celu, o ile ciągle poznajesz nowe kobiety.

Oczywiście, jeśli spotykasz się tylko i wyłącznie z dziewczynami, które nie nadają się na żonę, a do tego nie poznajesz nikogo nowego, to na pewno nie jesteś ze sobą szczery. Jeśli chcesz się po prostu wyszaleć - nie ma z tym problemu, ale po prostu to przyznaj. Nie przed innymi, tylko przed samym sobą.

Mówiłem już to i powtórzę pewnie nie raz: okłamywanie samego siebie jest gorsze niż kłamanie innym, a oba te nawyki powinny zostać wyplenione.


Solidność jest wartościowa


Jeśli jesteśmy już przy męskich cechach - szczerość jest pożądana. Dzięki niej sprawiasz wrażenie solidnego i godnego zaufania. Twoja umiejętność dotrzymywania słowa i spełniania obietnic działa na twoją korzyść.

Ale nie pomyl bycia szczerym z byciem otwartą książką i mówieniem wszystkiego o wszystkim. To nie jest coś, czego ktokolwiek oczekuje. Wystarczy, że nie kłamiesz i mówisz o rzeczach, które mają znaczenie i które mogłyby potencjalnie zemścić się w przyszłości.

Bądź szczery, ale nie agresywnie. Tak długo, jak wszystkie te smoki są pokonane, nie ma potrzeby o nich gadać. A jeśli nie są - rozpraw się z nimi czym prędzej. One nie będą drzemać w nieskończoność.

Nie jesteś Bradem Pittem

Narzekałem już wcześniej na porównywanie się do Brada Pitta, ale nigdy porządnie nie rozprawiłem się z tym przypadkiem. Bo chociaż proponowane przez niektórych ćwiczenie ma trochę sensu, to często gęsto przyniesie ono więcej szkody niż pożytku.


"Wyobraź sobie, że na twoim miejscu jest Brad Pitt"


Wspomniane ćwiczenie wygląda następująco: kiedykolwiek analizujesz określone zachowanie dziewczyny, zadaj sobie pytanie "jak ona by się zachowywała, gdyby na moim miejscu był Brad Pitt?". Na pierwszy rzut oka wszystko jest w porządku, bo zmuszamy się do szczerego przyznania, jak bardzo jesteśmy dla niej atrakcyjni. Ale niestety wielu idzie o krok dalej.
Kiedykolwiek chcesz kupić coś drogiego, zadaj sobie pytanie "co by zrobił na moim miejscu milioner?". No co, nie czujesz się jak milioner?
Porównywanie się do znanych ludzi może mieć sens tylko i wyłącznie, gdy jesteś jakimś tam pomniejszym celebrytą. Jeśli nawet nie jesteś w okolicy takiego statusu, to przyjmowanie takich zachowań i oczekiwań pomoże ci tylko, jeśli potencjalnie mógłbyś się znaleźć na tym poziomie. Jeśli nie, to powrót do rzeczywistość będzie bolesny.

Już i tak wystarczająco wielu mężczyzn ma nierzeczywiste oczekiwania za sprawą oszustów w społeczności.


Prawdziwy Ktoś


Są tacy, których wszyscy nazywają "naturalsami". To po prostu faceci, którzy nauczyli się jak zachowywać się wśród kobiet w bardzo młodym wieku. Wielu z nich nieświadomie eksperymentowało, tak więc sami nawet nie wiedzą dlaczego to co robią działa. Ale nie da im się odmówić zinternalizowanego właściwego zestawu przekonań.

Istnieją głośni ekstrawertycy, dominujący w każdym miejscu, w którym się pojawiają. Świetnie się czują w klubach, brylują w zatłoczonym i głośnym otoczeniu. Co więcej - naprawdę to lubią, czerpią energię z przebywania wśród ludzi i świetnie się bawią.

Bradom Pittom tego świata każdego dnia wszyscy przypominają o ich wysokiej wartości i atrakcyjności. A oni z kolei mogą zachowywać się tak, jak się zachowują, bo są w niekończącej się pętli sprzężenia zwrotnego. Nie da się do takiego czegoś wskoczyć z boku, bez zmiany myślenia.
"Nie porównuj się do mężczyzn z kosmicznym SMV, które mają dzięki sławie, bogactwie albo wyglądowi. Jeśli już naprawdę musisz - porównuj się do swoich znajomych, którym po prostu dobrze idzie z dziewczynami." - ja
Musisz gdzieś zacząć. Podnieś swoją wartość, zacznij zauważać, że dziewczyny patrzą na ciebie "w ten sposób", zdobądź pozytywne doświadczenia, poczuj się ze sobą (i innymi!) bardziej komfortowo oraz przede wszystkim przyznaj, że nie jesteś jeszcze tym Kimś, tym ekstrawertykiem, ani tym bezzasadnie pewnym siebie facetem. Możesz się takim stać i warto wiedzieć, do czego dążysz, ale nie staraj się zmienić wszystkiego na raz.

Więc mówisz, że to dla ciebie normalna sytuacja?


Mierz wysoko, ale realistycznie


Z jednej strony rozumiem poradę - spodziewaj się pełnej zgodności i niczego mniej. Zachowuj się, jakbyś już to wszystko miał. Udawaj, aż taki się staniesz. Brzmi nieźle, ale gdzieś trzeba zacząć. Gorąco wierzę w indywidualny, dopasowany rozwój.
Nie jest nierealistyczne postawienie sobie za cel przebiegnięcia maratonu w mniej niż trzy godziny. Ale głupotą będzie oczekiwać, że wydarzy się to w trakcie pierwszych miesięcy treningu.
Są tacy, którzy potrzebują jedynie delikatnego nakierowania we właściwą stronę. Inni potrzebują najpierw ogarnąć swoje życie i zająć się podstawami, swoim nastawieniem i błędnymi przekonaniami. Muszą zdobyć pozytywne doświadczenie, żeby móc zmienić sposób myślenia. No i jesteś też ty.

Jeżeli jesteś zdolny do zachowywania się jak światowej sławy celebryta, to założę się, że już się tak zachowujesz. To nie tak, że czekasz, aż ktoś ci powie "wiesz, jesteś taki irracjonalnie pewny siebie, mógłbyś spróbować się też zachowywać w taki sposób."

Jeśli zaś potrzebujesz porady, to musi być ona racjonalna, wdrażalna i realistyczna. Bo co prawda możesz sprawić na jakiejś dziewczynie świetne pierwsze wrażenie, ale wciąż będziesz nieznajomym z ulicy. Nigdy nie będziesz dla niej nie-wiadomo-jak wartościowy, bo pogadaliście pięć czy dziesięć minut. Może na ciebie lecieć, możesz ją oczarować, ale nie zostanie od razu twoim groupie.


Wyznawczynie Brada Pitta


Jest jedna rzecz w tym całym ćwiczeniu, z którą się mogę zgodzić. Jest niewielka, a zanim do niej przejmę i tak muszę powtórzyć, że według mnie cała ta koncepcja wyrządza więcej krzywdy niż pożytku mężczyznom, którzy potrzebują porady.

To, z czym się zgadzam, to przesłanka, że powinieneś być kimś w rodzaju celebryty dla twojej dziewczyny. Powinna być podekscytowana na myśl, że spędzicie razem czas. Ale jest wiele sposób na to, żeby być w jej oczach kimś o wysokiej wartości i nie trzeba zaraz zostawać celebrytą, żeby to się udało.

A jeśli jeszcze raz od kogoś usłyszę "zastanów się czy ona tak samo zareagowałaby na Brada Pitta", to bardzo się postaram, żeby takiego uparciucha podmienić na prawdziwego Brada. A co!

Jak sprawić, żeby ona przestała TO robić?

Nie mogłem się powstrzymać - już dawno nie było mylącego tytułu rodem z kiepskiego portalu internetowego. Nie mam dziś na myśli żadnego konkretnego "TEGO", ale taki tytuł lepiej wygląda niż "jak sprawić, żeby ona przestała robić x, dla dowolnego znaczenia x".


Źle to robisz


Ogromna liczba narzekań na partnerki, dziewczyny i żony jest zdumiewająca. Wiadomo, że niektórzy zmieniają się przez lata trwania związku, ale fora pękają w szwach od postów zagubionych mężczyzn, którzy pytają o to, jak się pozbyć niechcianych zachowań u swojej "poważnej" dziewczyny, z którą są tydzień czy dwa.

Jeśli jesteście razem zaledwie parę tygodni, a ona już robi coś, co ci się nie podoba, to pretensje możesz mieć tylko do siebie. To ty ją zaczepiłeś, uwiodłeś i nawet jeśli koniec końców to ona wybrała ciebie z grona jej adoratorów, to ty się postawiłeś w sytuacji, że w ogóle mogłeś zostać wybrany.

Przebłysk tego rozumowania pojawił się już w moim poście o sukach. Ciągle spotykam facetów, którzy podrywają głównie "pijane szmaty w klubach", a potem narzekają na to, że wszystkie kobiety to "suki i szmaty". A rozwiązanie tego problemu jest bardzo proste - zwracaj więcej uwagi na to, z kim masz do czynienia i jeśli ci się to nie podoba - nie randkuj z nimi!


Zmiana partnera


Mogę tylko się domyślać, jaka jest przyczyna ogromnej liczby osób chcących zmieniać swojego partnera. "Zmieniać" czyli "przekształcać", a nie "wymienić". Zwykło się mawiać, że to kobiety chcą usidlić bad boy'a i przerobić go na kogoś, kto im się już nie podoba. Ale niektórzy faceci są jeszcze gorsi.
Jeśli ustatkowałeś się z pierwszą czy drugą dziewczyną, w twoim życiu, to jest ogromna szansa, że liczysz na łut szczęścia. Myślisz, że masz farta?
Dodajmy do siebie brak doświadczenia i poczucie, że nie stać cię na kogoś lepszego, a ustatkujesz się z "wystarczająco dobrą". A to z kolei znaczy, że wpakujesz się w związek nie wiedząc, czego możesz się spodziewać, co ci przeszkadza, a z czym możesz żyć. Co więcej - nie doświadczyłeś za wiele, więc nawet nie wiesz, co jest potencjalnie możliwe.

Z czasem zaczniesz sobie uświadamiać, co dla ciebie działa, a co ci przeszkadza. Będziesz chciał więcej tych pierwszych rzeczy i mniej tych drugich. I tutaj rozbijesz się o dwa problemy na raz: po pierwsze, niedorzeczne jest zabraniać czegoś, co do tej pory było dozwolone, a po drugie - zaczniesz myśleć o zmianie drugiej osoby.

"No nie... Znowu?!"


Już jest za późno


Wybór partnerki nie powinien być dokonywany przy założeniu, że "jakoś się dogramy" albo wręcz, że później ona się dostosuje. Od tego jest całe randkowanie, to wtedy poznajecie swoje wady i zalety. Jeśli nie widzisz jej jako swojej poważnej dziewczyny, to powinieneś zostać w formule "bez zobowiązań".

Bardzo często napotkasz dziewczyny, które są spoko, ale mają kilka fatalnych wad. Powinieneś wiedzieć co jest pierdołą, co jest ważne, a bez czego absolutnie nie ma mowy o czymś poważniejszym. Bo z pierdołami można żyć, inne rzeczy można tolerować, ale fundamentalne różnice są nie do przeskoczenia.

Nie zmienisz jej. Jeśli ona już "TO robi" albo "TAKA jest" - to taką ma naturę. I jedynym rozwiązaniem będzie unikanie poważnego związku albo odpuszczenie jej sobie, jeśli już czujesz się zauroczony. Bo pytanie nie brzmi "co mogę zrobić, żeby ją zmienić", ale "dlaczego chcę być z tak niekompatybilną dziewczyną?". Odpowiedź zwykle brzmi "bo pewnie nie masz innych opcji".

Z drugiej strony, jeśli dobrze się z nią dogadujesz i do tego jesteście do siebie podobni, to pewnie też w wielu kwestiach rozumiecie się bez słów. Ale nawet w takim wypadku domniemane zasady są niebezpieczne. Nie możesz być pewien, że oboje rozumiecie je tak samo. Bierz też pod uwagę, że wszystko na co się raz zgodzisz, zostanie uznane za regułę.


Nie ma odwrotu


Nie ma wycofywania się ani odwrotu. Wszystko, na co się zgadzasz ustanowi precedens, który będzie bezwzględnie wykorzystywany. Nie ma rzeczy, które dzieją się tylko raz, są za to próby sprawdzenia, co jest dozwolone. I gdzieś musisz jakieś granice postawić.

A gdy już je ustanowisz, to będą one poddawane próbom, tylko po to, żeby zobaczyć, czy nie żartujesz. Jeśli się nie złamiesz - staną się mocniejsze. Jeśli jednak pozwolisz na ich przekroczenie bez jakiegoś dobrego powodu (a mało jest dobrych powodów), to tym samym zupełnie się ich pozbędziesz.

Zacieśnianie raz poluźnionych zasad jest prawie niemożliwe. Łatwiej jest czegoś zabraniać bez końca, niż zabrać to po jednym wyjątku. Są oczywiście na to sposoby, tak jak zapewne jest wiele sposobów na wyjście z fizycznego uzależnienia.

Ale najlepsza rada to wciąż - nie popadaj w nałóg. Podobnie i tu - nie rozluźniaj zasad rządzących waszym związkiem, jeśli będziesz chciał je później zacieśnić. W najlepszym przypadku będzie to obrzydliwie ciężka walka.

Czy obojętność jest skuteczną strategią?

Pytanie od anonimowego czytelnika: "[niektórzy mówią], że "obojętność" w stosunku do płci przeciwnej, może powodować większe "przyciąganie", że nie okazujemy desperacji, potrzeby, ciśnienia (...) Ale z kolei pada [też] inne stwierdzenie mówiące o tym, że zdecydowane działanie, przejście do rzeczy, taką bezpośrednia "gra" jest najbardziej efektywna."

Bardzo dobry temat.


Brak nastawienia na wynik


Wierzcie lub nie, ale ten cały słynny "brak nastawienia na wynik" może znacząco pogorszyć twoje rezultaty. I nie mówię tu tylko o mężczyznach, którzy tak boją się sukcesu, że aż nie dążą do celu "żeby tylko się nie nastawiać".

Jeśli ty jesteś obojętny, a ona nawet nie jest tobą zainteresowana, to nawet nie zauważy twojej postawy. To tak jakbyś krzyczał "i tak nie chciałem tu pracować!" pod budynkiem firmy, która nie chciała cię zatrudnić.
Kiedy dziewczyna odwołuje spotkanie, niektórzy faceci odpowiadają czymś w rodzaju "Właśnie miałem do ciebie napisać, że coś mi wypadło, więc i tak nie dałbym rady". Żałosne.
Z drugiej strony brak nastawienia na wynik jest dużą częścią niezbędnego sposobu myślenia, który pozwoli ci uwodzić wiele atrakcyjnych dziewczyn. Nie obchodzi cię wynik pojedynczej interakcji, bo jesteś "zorientowany na proces" (wybaczcie, musiałem). Po prostu wiesz, że wkładając odpowiednio dużo wysiłku, w końcu osiągniesz to, czego chcesz.

Brzmi znajomo, nieprawdaż?


Wytrwałość kontra desperacja


Jest ogromna różnica pomiędzy "chcę", a "potrzebuję". Omówiłem to już szczegółowo przy okazji tekstu Wytrwałość kontra desperacja.

Możesz być wytrwały i zdesperowany, po prostu zdesperowany, po prostu wytrwały albo żadne z powyższych. To nie tak, że są one jakoś ściśle powiązane, no może poza faktem, że wielu desperatów jest też patologicznie wytrwałych. I to jest jeden z powodów, dla których kobiety ich taktownie zlewają nie odpowiadając na wiadomości i nie pojawiając się na spotkaniach. Dziewczyny boją się natrętów.
"Wszystko z umiarem, włączając w to umiar." - Oscar Wilde
Analogicznie powiedziałbym, że bycie obojętnym i zdecydowane działanie/bycie bezpośrednim to niepowiązane ze sobą kategorie. Chociaż jeśli zbyt często działasz zbyt bezpośrednio to możesz sprawiać wrażenie "needy" i nie być przez to obojętnym.

"Więc mówisz, że jest ci obojętne czy wylądujemy w łóżku?"


Obojętność to nastawienie


Żeby być bardziej precyzyjnym - obojętność to ta część twojego nastawienia, która związana jest z brakiem reakcji na wydarzenia. Cokolwiek się stało, to się stało. Dostałeś zlewkę? Odwołała spotkanie? Nie dostałeś numeru? Nawet się dla ciebie nie zatrzymała? Miej to w dupie.

Jak tylko zaczniesz z czegoś robić wielką aferę, to na twoje własne życzenie stanie się to wielką aferą. To podstawowa zasada radzenia sobie z shit testami. Tak więc obojętność to świetna domyślna odpowiedź na wszystko, co cię zaskakuje, bo to pokazuje, że mało co cię rusza. A jednocześnie sprawi to, że się jej bardziej spodobasz… o ile tylko była już tobą zainteresowana.

To nie jest coś, dzięki czemu można wykrzesać zainteresowanie z niczego. Posiadania takiego obojętnego nastawienia sprawia, że w ogóle jesteś bardziej atrakcyjny i pewny siebie. Będziesz miał do siebie więcej szacunku, jak tylko uświadomisz sobie, że jej zachowanie nie ma na ciebie wpływu. Że nie jesteś już zdesperowany, ani "needy".


Zdecydowanie to działanie


Bez wzięcia spraw w swoje ręce i sięgnięcia po to, na co masz ochotę, nigdy tego nie osiągniesz. To truizm, ale nie da się uciec od roboty. Samo działanie też od razu nie czyni cię desperatem ani natrętem. Wystarczy, żeby przyświecało mu "chcę", a nie "potrzebuję".
Podejmuj ogromne ilości działań.
Nawet jeśli z jakiegoś powodu jesteś 'needy', to przez same tylko działanie będziesz miał więcej sukcesów, niż gdybyś był zdystansowany i obojętny. Dąż do celu, bądź bezpośredni, bądź seksualny, podrywaj, dąż do seksu. Gdy ona cię o to zapyta - przyznaj się. Kobiety są bardziej zainteresowane rzeczywistym seksem niż mglistym romansem.

Zdecydowane działania i bezpośredniość przyniosą ci sukcesy. A gdy tak się nie stanie - po prostu bądź obojętny.

Jak flirtować z dziewczynami?

Ten post powinien pojawić się już dawno temu, bo liczba osób pytających mnie o to, jak flirtować z dziewczynami jest zaskakująca. Nawet parę razy oberwałem zdziwionym "to mężczyźni też mogą flirtować?!". Zacznijmy więc od samego początku.


Jak rozmawiać z dziewczynami?


Zdecydowanie za bardzo na tym blogu skupiałem się na technicznych aspektach rozmowy. Niezliczoną ilość razy pisałem, żeby używać zdań oznajmujących, a nie pytań. Oczywiście jest to ważne, a jeśli ciągle nie wiesz dlaczego, poczytaj o wzajemności i odpowiedz sobie na pytanie - czy chętnie odpowiadałbyś na osobiste pytania obcej osobie na ulicy?

Uświadomiłem sobie też, że mogłem sugerować zostanie robotem, który unika pytań jak ognia i po prostu wyrzuca z siebie zdania oznajmujące. To nie tylko nie jest naturalne, ale wręcz dziwaczne. Poruszyłem to omawiając "tylko zdania oznajmujące".

Ponieważ byłem tak bardzo skupiony na technikaliach, zupełnie zapomniałem opisać cel całej rozmowy, czyli flirt. Bez tego jesteś po prostu jakimś gościem, który z nią rozmawia, zamiast tego, który ją podrywa. Musisz zacząć od flirtu i sprowokować jakąkolwiek reakcję. W końcu jesteś nieznajomym, czemu ona w ogóle miałaby chcieć z tobą gadać?

Nikt obcy, a w szczególności atrakcyjna dziewczyna, nie będzie chciał z tobą rozmawiać, jeśli nie ma w tym nic dla niej. Nikt nie będzie odpowiadał na pytania ani rozmawiał o pierdołach, jeżeli przynajmniej nie będzie się dobrze bawił albo łechtał swojego ego. I tu z pomocą przychodzi flirt.


Czym jest flirt?


Flirt to nieodłączny element podrywania, więc spróbujmy go zdefiniować. Flirtowanie to zestaw akcji, który komunikuje seksualne zamiary w celu wzajemnego przypodobania się lub po prostu dla zabawy. Zwykle jest werbalny, ale może też wynikać z mowy ciała.

W damsko-męskiej rozmowie wszystko, co robisz i mówisz po to, żeby dziewczyna cię polubiła, dla zabawy albo żeby pokazać, że ona ci się podoba, może być uznane za flirt.
Jeśli rozmawiasz z dziewczyną i z nią nie flirtujesz, to właśnie bardzo się starasz trafić do friendzone'a.
Bez flirtu konwersacja będzie nudna i codzienna - jak z turystą albo fryzjerem (barberem?). Jeśli mógłbyś przeprowadzić taką samą rozmowę z nieznajomym albo kolegą, to na pewno nie flirtujesz.

Mistrz PUA flirtujący z dwiema HB10.


Jak flirtować?


Najbardziej efektywna technika flirtowania to wrzucenie dziewczyny do jakiegoś pudełka, w którym wcale nie ma ochoty się znaleźć. Oskarż ją o coś, spraw, żeby cię poprawiła i zaczęła się tłumaczyć. "Sprawiasz wrażenie, jakbyś studiowała coś nudnego, jak prawo albo matematyka" albo "wyglądasz jakbyś właśnie dostała swoją wypłatę i miała zamiar kupić dwadzieścia par butów".
Niektórzy mówią, że gdy dziewczyna zaczyna się tobie tłumaczyć, to później zracjonalizuje to sobie wstecz myśląc "lubię tego gościa, inaczej by mnie nie obchodziło, co sobie myśli; nigdy bym się nie tłumaczyła komuś, kto jest mi obojętny". Nie mam pojęcia, czy to prawda, ale brzmi sensownie.
Pierwsze dwie-trzy minuty flirtu mogą wyglądać jak ciągła walka, żeby wcisnąć ją do jakiegoś pudełka - nie tego, to innego. Nie przesadź, ale w ten sposób oboje będziecie mieli więcej frajdy niż gadając o tym "skąd jesteś" i "co tu robisz".

Ponadto - cokolwiek ona powie, zawsze możesz to przekręcić, wyolbrzymić albo wyśmiać. Nie bądź poważny i logiczny, puść wodze wyobraźni. Żartuj z niej i powracaj do oskarżeń. Nuda to najgorsze, co może się przydarzyć. Jak tylko uświadomisz sobie, że dziewczyny uwielbiają, gdy jesteś nielogiczny, szybko złapiesz o co chodzi.

Pamiętaj, że nic nie jest przeciętne - jeśli właśnie kupuje torebkę, to jest zakupoholiczką; jeśli jest jej zimno - pewnie nienawidzi śniegu i zimą nie wychodzi z domu; jeśli jest zmęczona w sobotni poranek - na pewno jest imprezowiczką. Nie musi mieć to sensu tak długo, jak wywołuje u niej jakąkolwiek reakcję i/lub jest zabawne.


Flirtowanie w odpowiedzi


Nawet jeśli znasz mnóstwo dobrych tekstów i jesteś dobry w prowadzeniu flirtu, czasami zdarza się, że stracisz dobry flow, gdy ona zada ci pytanie. Dlaczego? Bo odpowiesz bezpośrednio i logicznie. Nie tędy droga!

Spraw, żeby zgadła albo zmyśl coś i wyolbrzymiaj. Pracujesz w IT? Powiedz, że pracujesz w najlepszej branży na świecie, chociaż ludzie są bardzo dziwni... Jesteś ze Śląska? Zażartuj, że gdybyś jej powiedział skąd jesteś, to od razu by pomyślała, że jesteś górnikiem.
W żadnej rozmowie (na żywo i przez SMS-y) nie dawaj jej tego, czego ona chce (a przynajmniej nie cały czas). Nie odpowiadaj na pytania bezpośrednio, a zamiast tego żartuj i dawaj dwuznaczne, wymijające odpowiedzi. Gdy pyta cię o dwie rzeczy - udziel tylko jednej odpowiedzi.
Jak tylko osiągniesz hook point i przejdziesz do fazy Investment, ona będzie chciała dowiedzieć się paru konkretów. Zawsze mówię, że powinna wiedzieć o tobie trzy rzeczy (dwie interesujące i jedną osobistą), a także powinna poznać je w odpowiedniej kolejności. Nie możesz przecież zmienić pierwszego wrażenia.

Investment to ciągle czas na flirtowanie, ale bardziej stonowane. Faceci żartujący przez cały czas ryzykują bycie wziętym za klauna. I chociaż dla niektórych może to działać, wydaje mi się, że lepiej jest pokazać także swoją drugą stronę. Nawet, jeśli tylko na chwilę.


Wszystko to razem powinno sprawić, że twoje rozmowy będą mniej mechaniczne, a bardziej zabawne.